Martynizm a rozdroża osiemnastowiecznego wolnomularstwa

Kilka razy w dyskusjach, toczących się swego czasu w Księdze Gości portalu WWW, padały pytania o sens istnienia struktur masońskich oraz o koncepcję tzw. duchowego czy też stricte ezoterycznego wolnomularstwa, która zdaje się – zwłaszcza na Zachodzie – pociągać umysły wielu osób. Generalnie nasz portal poświęcony jest przede wszystkim zorganizowanym, głównym nurtom wolnomularskim, w mniejszym stopniu zaś organizacjom paramasońskim, czy też quasi-religijnym i ezoterycznym grupom odwołującym się jedynie do lożowej symboliki i interpretującym ją zgodnie z założeniami własnej doktryny. Ponieważ jednak stronę naszą czytają również zwolennicy tejże ścieżki, nie powinno u nas zabraknąć chociażby krótkich odniesień również do tej tematyki, aby każdy zainteresowany mógł zapoznać się z nią, wyrabiając sobie zarazem własne zdanie w tej materii.

2martinism

W burzliwych dziejach XVIII w. masonerii mieliśmy do czynienia z implementacją doktryn religijno-ezoterycznych do struktur lożowych, niektóre grupy zaś uznały warsztaty masońskie za podatną glebę na swoje idee. Tak było dla przykładu z martynizmem, który w silny sposób oddziałał na niektóre loże masońskie. Wśród głównych jego ideologów wymienić należy Martineza de Pasquallego (Pasqualisa), Louisa Claude de Saint-Martin (Filozofa Nieznanego) oraz Jeana Baptiste Willermoza. O tym ostatnim wspomnieliśmy już nieco w artykule poświęconym obrządkowi szkockiemu rektyfikowanemu – z całej tej trójki był najgłębiej zaangażowanym adeptem ruchu wolnomularskiego. Mimo to nie zapisał się tak mocno w historii dziejów ezoteryzmu z obrzeży wolnomularstwa, jak wspominani Saint-Martin czy Pasqualis. Ten pierwszy zwłaszcza zasługuje na uwagę, ponieważ pozostawił po sobie największą ilość dzieł i listów. Zdawał się być najbardziej znanym w tamtym okresie piewcą idei duchowej, mistycznej masonerii i dość zdecydowanym przeciwnikiem wolnomularstwa w zorganizowanej formie. Dał się również zapamiętać jako zapiekły przeciwnik nurtu oświeceniowego, które określał mianem fałszywego. Jego droga jest o tyle interesująca, że nie daje się łatwo zaszufladkować do konkretnych nurtów – Filozof Nieznany zdaje się iść własną, zupełnie odmienną ścieżką. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że dzieła jego wywarły znaczący wpływ na Adama Mickiewicza, a być może też na Juliusza Słowackiego.

O tym wszystkim w sposób bardzo interesujący opowiada dominikanin ks. Marek Nowak na swojej stronie internetowej, poświęconej rozprawom na temat religii i filozofii. Wśród zamieszczonych tam artykułów, wymienić należy następujące, które odnoszą się do szeroko pojętego martynizmu i jego najważniejszych przedstawicieli:

Doktryna genezyjska i Martines de Pasqually. — Podobieństwa i inspiracje?

Saint-Martin: okultysta, sentymentalista, dywinista

Martynizm: Trzecia droga między filozofią a religią

Saint-Martin jako preromantyczny mistrz duchowy (na przykładzie korespondencji z Kirchbergerem)

Przeciw Oświeceniu. Saint-Martin w walce o sacrum

Czterdzieści i cztery — Tropem Nieznanego Filozofa

Większość prac Filozofa Nieznanego dostępna jest ON-LINE w tłumaczeniu angielskim. Brak niestety wśród nich najbardziej znanego dzieła pt. “O błędach i prawdzie”.

Gwoli ścisłości należy też wspomnieć, iż francuskiemu teozofowi często błędnie przypisuje się stworzenie 7-stopniowego rytu masońskiego St. Martina, tymczasem sama nazwa ów obrządku może być myląca, bowiem nie bierze się ona od inspiratora martynizmu, ale nawiązuje do legend związanych ze św. Marcinem, biskupem. Niejako tytułem podsumowania warto zacytować jeszcze fragment klasycznej już monografii Ludwika Hassa pt. “Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wschodniej w XVIII i XIX w.” (Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1982). W rozdziale IV (str. 145-146) wyraża się on następująco o splocie wolnomularstwa z ezoteryzmem u schyłku epoki Oświecenia:

“Przeczucie grozy nadciągającej rewolucji ogarnęło w przedostatnim dziesięcioleciu XVIII w. świat feudalny od knału La Manche po Ural, wyprzedzając jej wybuch w 1789 r. we Francji. Odpowiednio poszerzył się teren walki ideologicznej. Trzydziestoletnia ofensywa racjonalizmu przeciw mistycyzymowi we wszystkich jego postaciach i przejawach, ofensywa, która początkowo wydawała się wszystko zmiatać z drogi, wyczerpywała się. Antyoświeceniowy przeciwnik ruszył do kontrataku. Około 1780 r. w kołach wykształconych przestało być modne dotychczasowe lekceważenie wszelkiej metafizyki, już nie wstydzono się rozmawiać o mistyce. Narastającym w przyspieszonym tempie antagonizmom społecznym towarzyszły powiększające się w życiu intelektualnym elit sprzeczności w umysłowości nawet poszczególnych jednostek. W tym samym czasie, gdy walczące o niepodległość angielskie kolonie w Ameryce Północnej zaczynały nadawać konkretny kształt ideom liberalnej demokracji, po Europie zaś od niedawna krążyły egzemplarze Adama Smitha “Inquiry into the Nature and Causes of the Wealth of Nations”, owej biblii klasycznej ekonomii politycznej, kapłani okultyzmu przeciwstawiali oficjalnym kościołom państwowym swoje religie ezoteryczne, w których dialog z Bogiem odbywał się bez pośrednictwa hierarchii kościelnych. Tu Swedenborg rozmawiał z aniołami, ksiądz Fournié ze zmarłym Jakubem Böhme i panią Guyon, Willermoz i Saint-Martin natomiast szukali kontaktu z Bogiem za pomocą operacji teurgicznych. Prawie równocześnie James Watt skonstruował maszynę parową, Henry Cort piec pudlarski, co pchnęło rozwój gospodarczy na nowe tory, bracia Joseph Michel i Jacques Etienne Montgolfier demonstrowali publicznie lot balonu napełnionego powietrzem, nastąpił też renesans alchemii. Tak więc, kiedy rewolucja przemysłowa rozwijała nowe, olbrzymie siły produkcyjne, wznowiono poszukiwania zarówno sposobu przemiany metali nieszlachetnych w szlachetne, mając na oku końcowy cel – wytworzyć złoto, jak i cudownego lekarstwa odmładzającego i przedłużającego życie. Zbiegały się w tym mistyczny szał i szarlataneria, marzenia i spekulacja na łatwowierności ludzkiej. Kryptokatolicka mistyka sprzymierzała się chętnie z obłędem sztuki robienia złota, natomiast najbardziej nawet oświecone umysły ulegały pokusie dotarcia drogą pozazmysłową do najgłębszych tajemnic przyrody. Wszystkie te “umiejętności” i “tajemnice”, przeciw którym (czy ich skrajnym przejawom) od czasu do czasu występowały rządy, szukały i znalazły swój azyl w stowarzyszeniach tajnych, przede wszystkim w warsztatach wolnomularskich wyższych stopni.

Dlatego spotykali się ze sobą w lożach okultyści i wojujący racjonaliści, protestanccy fanatycy i dobrzy katolicy, umysły płoche i praktykujący mistycy, ludzie pełni ambicji i szarlatani. Wszyscy znajdowali w nich dla siebie miejsce. Z wyjątkiem oczywistych szalbierzy łączył ich głód nienasytny wiedzy uniwersalnej, egzaltowana wiara w możliwości człowieka oraz wspólne – mimo obskuranckich nieraz teorii i najdziwaczniejszych alegorii – dążenie: “moralna odnowa”, stworzenie nowej ludzkości, opierającej się na zlaicyzowanej moralności chrześcijańskiej. Kiedy w lożach mówcy wychwalali złoty wiek, który trzeba odnaleźć, bądź sławili wolność i równość, to nie głosili niczego nowego. Wątki bowiem tego racjonalnego, bezreligijnego humanitaryzmu łatwo było znaleźć we współczesnej szeroko rozpowszechnionej literaturze. Lecz włączone do rytuału lożowego nabierały znacznie większej siły przekonywującej i za sprawą lóż rozpowszechniały się w społeczności europejskiej. Jednak w dobie napięć przedrewolucyjnych wyraziściej niż dotąd przejawiała się cała złożoność społeczna i ideowa wolnomularstwa, zwłaszcza kontynentalno-europejskiego. Dlatego interpretacji tych wątków nie dało się ograniczyć stosownie do potrzeb istniejącego porządku społecznego i przezeń skierowanego procesu kształtowania świadomości, lóż zaś do instytucji tolerancyjnego dyletantyzmu humanitarnego na użytek “czułych serc” arystokracji i patrycjatu przekształcającego się w burżuazję. Toteż gdy jedni powoływali się na zasady wolnomularskie w interesie panowania klasowego dotychczasowych warstw górnych, inni interpretowali je w duchu aspiracji społecznych i ekonomicznych warstw mniej uprzywilejowanych. Tacy dochodzili też do wniosku, że samym oświeceniem i ofiarnością nie da się poprawić warunków życia mas ludowych. Dlatego znaleźli dla siebie miejsce w warsztatach wolnomularskich zarówno Jean Paul Marat, jak Georges-Jacques Danton, czy biskup z Autun Charles-Maurice Talleyrand-Périgord lub Joseph de Maistre, zabiegał zaś o inicjowanie François Noël Babeuf.”

Wpisał: Karol Wojciechowski
15.11.2009.