Poza granicami milczenia

Aby nie było niepotrzebnych a tak dzisiaj modnych „skrótów myślowych” – zacznę od przypomnienia, że jak nakazuje nam Konstytucja Andersona w artykule II dotyczącym Władzy Administracyjnej Cywilnej, Najwyższej i Podległej:

„Wolnomularz jest spokojnym poddanym Władz cywilnych, gdziekolwiek by nie mieszkał czy pracował. Nie bierze nigdy udziału w spiskach i sprzysiężeniach, które mogłyby godzić w spokój i dobro narodu. Jest posłuszny niższym władzom administracyjnym. Ponieważ wojna, rozlew krwi i zamieszki zawsze szkodziły Wolnomularstwu, dawni Królowie i Książęta tym bardziej byli skorzy do popierania ludzi przynależących do Wolnomularstwa z racji na ich spokojne usposobienia i wierność. Tak więc Bracia odpowiadają czynami swoimi przeciwnikom i sprawiają, że z każdym dniem wzrasta honor Bractwa, które zawsze kwitnie w czasie pokoju”.

Drodzy Bracia, nie przypadkowo sięgnąłem na wstępie tych rozważań do najważniejszego dla wszystkich masonów dokumentu z roku 1723. To z powołaniem na ten właśnie dokument głoszona jest do dziś zasada, że w pracach lożowych powinniśmy się trzymać możliwie jak najdalej od spraw i problemów związanych z polityką i religią. I w tych jednak obszarach są granice milczenia, o których w Loży Nadzieja mówił w marcu 2006 roku nasz Brat Jerzy.

I do jego znakomitej deski, której pełny tekst pozwoliłem sobie wydrukować w naszej „Biblioteczce Wolnomularza Polskiego” – nawiązując do tego, co stało się tak niedawno i co dzieje się aktualnie w Libanie.

Pozwólcie, Drodzy Bracia, że będę dziś mówił o tych sprawach, nie tylko jako Członek Szanownej Loży Nadzieja, oraz Wielkiego Wschodu Polski, ale także jako Prezydent Polskiej Grupy Narodowej UFL, a także jako członek najwyższego kierowniczego gremium Uniwersala Framasona Ligo 1905 International, które zbiera się 29 września w Berlinie, gdzie wydarzenia w Libanie oraz ich konsekwencje międzynarodowe także dla światowego wolnomularstwa – będą niewątpliwie jednym z głównych tematów obrad.

Dlaczego aktualna wojna izraelsko-libańska jest ważna dla całej masonerii, nie tylko tej liberalnej, ale wszystkich innych rytów? Ano, między innymi dlatego, że przecież to właśnie Liban jest ojczyzną Mistrza Hirama, budowniczego Świątyni Salomona, i jednego z naszych najważniejszych praojców. Przypomniał to zmarły niedawno Światowy Prezydent UFL Br:. Rudiger Groh, wygłaszając swoje orędzie z okazji 62 Światowego Kongresu UFL, 11 października 2001.

Otwierając 62 Światowy Kongres UFL w Bejrucie podkreślił, że było to w ówczesnych warunkach dymiących jeszcze ruin wcześniejszej agresji i konfliktów – aktem wielkiego ryzyka i szczególnej odwagi. Uznał jednak, że właśnie dlatego Uniwersalna Liga Masońska powinna jasno określić swoje stanowisko. Nie wolno nam milczeć i – jak to określił dosłownie „in voller Deckung” (trwać w ukryciu). Jest bowiem naszym zadaniem, aby pokazać światu, a przede wszystkim naszym Siostrom i Braciom, że nie jesteśmy Wspólnotą, która błyszczy w słowach, a nie popiera słów czynami. Przybywamy do Libanu, aby Braciom żyjącym w tym tak okrutnie doświadczonym kraju, okazać naszą braterską miłość. Chcemy okazać naszą pomoc i wsparcie przy zasypywaniu istniejących grobów i podziałów, w imię naszej wspólnej idei Sztuki Królewskiej.

Ze wzruszeniem i wdzięcznością przyjął tę deklarację ówczesny Prezydent libańskiej UFL Brat Boghos Aramian.

Drodzy Bracia, dzisiaj, po pięciu latach otrzymałem z Libanu dramatyczny apel obecnego Prezydenta UFL-Liban Br:. Fares Mhanna, z prośbą, aby z jego treścią zapoznać wszystkich Braci, którzy zechcą zainteresować się nie tylko najnowszymi tragicznymi wydarzeniami, ale i konsekwencjami tych wydarzeń dla rozwoju sytuacji na całym Bliskim Wschodzie. Chodzi oczywiście o pomoc dla ofiar tych wydarzeń, wśród których nie brak także masonów, ale i podjęcie tematu o wiele ważniejszego i trudniejszego a mianowicie o to, co zrobić aby znaleźć jakieś rozwiązanie służące uniknięciu podobnych konfliktów w przyszłości?

Będziemy o tym z pewnością dyskutować między innymi także na wrześniowym Zgromadzeniu Generalnym UFL-International, w Berlinie. Na temat pomocy dla Libanu wstępnie wymienili już swoje poglądy Prezydent-Senior UFL-Niemcy, Br:. Carlheinz Dittrich oraz Prezydent UFL-Austria, Br:. Adi Pohl, rozsyłając tekst swoich proklamacji via Internet także do innych, zainteresowanych obediencji wolnomularskich w Europie i na Świecie. Formy pomocy i wsparcia mogą być różne, tak jak możliwości jej okazywania. Wspólny musi być jednak rosnący niepokój wokół tego co dalej?

Podejmując temat libański podczas naszych dzisiejszych prac w Loży Nadzieja na Wschodzie Warszawy, pragnę i ja mieć w ten sposób swój skromny wkład do tak ważnej jak i trudnej dyskusji w której uczestniczyć będę na Zgromadzeniu w Berlinie. Myślę, że nie od rzeczy będzie przypomnieć tu opinię znanego izraelskiego pisarza Amosa Oza iż „wojna między izraelskimi Żydami i palestyńskimi Arabami nie jest wojną religijną, chociaż fanatycy po obu stronach robią wszystko, by w taką ją zmienić”. Przypomniane 5 września br. w „Gazecie Wyborczej” Wykłady Oza wygłoszone po 11 września 2001 roku, zatytułowane „I ja byłem fanatykiem” nie dotyczą jedynie fanatyzmu islamskiego. Są dziś równie aktualne, także w kontekście jak najbardziej europejskim. Nie przypadkowo przecież przypomniał Oz swym czytelnikom europejskim aż dwukrotnie tę samą anegdotę, jak to w czasach młodości jego ojca (sam urodził się w roku 1939 w Jerozolimie) – „w całej Europie pełno było napisów: Żydzi wynocha do Palestyny! Kiedy kilkadziesiąt lat później ojciec pisarza wybrał się znów z wizytą do Europy – ujrzał napisy Żydzi wynocha z Palestyny!”

Trudno się nie zgodzić z opinią Aleksandra Kaczorowskiego z „Gazety”, że dla tego urodzonego już i wychowanego w Izraelu intelektualisty, prawdziwie „czarnym charakterem” wcale nie są islamscy fanatycy czy bojownicy Hamasu (czy – dodajmy Hezbollachu) lecz my, jego „słuchacze i czytelnicy” w Europie.

Wg Kaczorowskiego, tak naprawdę to czołowemu pisarzowi i intelektualiście izraelskiemu bliżsi są Arabowie, z którymi „walczył w dwóch wojnach” – niż Europejczycy!

„Konflikt izraelsko-palestyński, izraelsko-arabski – powiada pisarz – jest szczególnie zacięty między innymi dlatego, że w gruncie rzeczy jest antagonizmem między dwiema ofiarami. Ofiarami tego samego ciemięzcy”.

Wniosek z tego taki, że wg Oza – „Nie byłoby Żydów w Izraelu – nie byłoby samego państwa Izrael – gdyby nie europejski antysemityzm”.

„I nie byłoby terroryzmu islamskiego, gdyby nie stulecia kolonializmu i poniżenia, jakiego doświadczał świat arabski ze strony Europy”.

Drodzy Bracia, sądzę, że warto zapamiętać te słowa, wypowiedziane przez człowieka zaliczanego do autorytetów moralnych współczesności.

Izraelskiemu pisarzowi, znanemu i cenionemu na wszystkich kontynentach nie trudno jest zrozumieć racje „palestyńskich wyrostków rzucających kamieniami w izraelskie transportery”. Sam przecież powiada, że „my, żydowskie dzieci, krzyczeliśmy obrzucając kamieniami brytyjskie patrole w Jerozolimie podczas naszej „intyfady’ w latach 1945, 1946 i 1947”.

Palestyńczycy domagają się własnego państwa. I – zdaniem Oza – mają do tego prawo, jak Izraelczycy.

„To tragedia: starcie dwóch słusznych racji” – twierdz Oz.

Rozwiązaniem musi byś kompromis.

Kompromis – to według kanonów głoszonej u nas u progu IV Rzeczypospolitej „nowej polityki historycznej” słowo co najmniej „podejrzane”, bo przypomina porozumienia przy Okrągłym Stole określane przez niemałą część prawicowych elit jako „narodową zdradę”.

Amos Oz podejrzeń się nie boi i śmiało głosi tezę, że właśnie w wyniku takiego kompromisu Izrael powinien powrócić do granic z 1967 roku, a na Zachodnim Brzegu i w Gazie powinno powstać państwo palestyńskie.

W swoich, wygłoszonych bezpośrednio po 11 września 2001 roku wezwaniach o zastąpieniu po obu stronach fanatyzmu przez kompromis – Amos Oz wystosował także swój szczególny apel do nas, Europejczyków. Chodzi mu o to, abyśmy zamiast pouczać Izraelczyków i Palestyńczyków – zrobili wszystko, by pomóc obu stronom konfliktu w osiągnięciu porozumienia.

Na czym ta pomoc miałaby polegać, w odniesieniu nie tylko do konfliktu izraelsko-palestyńskiego, ale i przeniesionej na cały Liban wojny z Hezbollachem.

Pomysły na ten temat pojawiają się różne. Znany amerykański politolog Anatol Lieven, w opublikowanym przed miesiącem artykule, opublikowanym w „International Herald Tribune” stawia sprawę jasno: zarówno Izrael, jak i przyszłe państwo palestyńskie powinny zostać członkami Unii Europejskiej”

Jakie poruszenie i jaką dyskusję wywoła ta propozycja w Brukseli nie trudno się domyśleć.

„Śmiechu warte? – pyta w związku z tym wtorkowa „Gazeta” – dodając, że „Alternatywą jest terroryzm i kolejne wojny, w których nie sposób wykluczyć użycia broni jądrowej”.

Z pewnością Amos Oz ma rację, gdy piętnuje „naiwne, ograniczone, pyszałkowate sądy” o Izraelu i Arabach, jakie znajduje w europejskich gazetach. Krytyka którejkolwiek ze stron bliskowschodniego konfliktu – tak długo, jak nie jesteśmy gotowi zaproponować rozwiązań, które wymagałyby wyrzeczeń także z naszej strony – jest zwykłym biciem piany, jeśli nie czymś gorszym.

“Wolnomularz Polski” nr 50

Wpisał: Adam Witold Wysocki
27.12.2006.