Wielki Wschód Janusza Korwin-Mikkego

jkm_interia
Pan Janusz Korwin-Mikke, znany przedstawiciel myśli konserwatywno-liberalnej, od dłuższego czasu zdaje się pełnić funkcje bacznego obserwatora wolnomularstwa. Nawet kiedyś w swoim tygodniku „Najwyższy Czas” prowadził rubrykę pod tytułem „Obseratorium Masonerii”, gdzie skrupulatnie prezentował czytelnikom materiały na temat sztuki królewskiej znalezione w internecie, opatrując je swymi interesującymi komentarzami. Pan Janusz, choć jak deklaruje sam masonem nie jest, obecnie zdaje się patrzeć dużo przychylniej na ruch wolnomularski niż wcześniej zwykł był to czynić. Dodajmy, że nawet w swych wypowiedziach podkreśla różnice między prawdziwym, w swoim mniemaniu, wolnomularstwem regularnym, związanym z UGLE, a – jak to często zwykł określać – pseudomasonerią reprezentowaną przez Wielki Wschód Francji, który jest według niego podporą eurosocjalizmu.

No cóż, na samym początku pragnąłbym zaznaczyć, iż szanuję poglądy Pana JKM, zwłaszcza że nie jest odosobniony w swoich opiniach na to, co jest a co nie jest masonerią. Z pewnością z tym, że WWF masonerią nie jest, zgodziłyby się całe rzesze wolnomularzy, zwłaszcza adeptów lóż regularnych z krajów anglosaskich. Stąd też nie to stanowi przedmiot mojej polemiki. Problem leży w tym, że Pan Janusz od dłuższego czasu rozpowszechnia nieprawdziwe informacje o Wielkim Wschodzie Polski i Wielkim Wschodzie Francji. Robił to wcześniej w prasie i w telewizyjnych wywiadach, robi to też aktualnie na swoim oficjalnym blogu. I dlatego warto coś nie coś w tej materii napisać, zwłaszcza że nikt do tej pory nie uraczył byłego prezesa UPR wyczerpującą polemiką.

Polemikę mą mam zamiar oprzeć na analizach konkretnych cytatów. Za przykład niech posłuży wypowiedź z programu „Warto rozmawiać” pt. „Czym jest masoneria dzisiaj?” , prowadzonego przez Jana Pospieszalskiego. Został on wyemitowany 6 marca 2006 r. w TVP2 o godz. 22:40. Ze strony Janusza Korwin-Mikkego, mniej więcej począwszy od 24 minuty programu, padły m.in. takie słowa, które pozwoliłem sobie opatrzyć numerami, żeby móc się lepiej do nich odnieść:

„[1] Natomiast czymś innym jest Wielki Wschód Francji (…) Otóż to jest lewicowa, tajna bojówka międzynarodówki socjalistycznej – upolityczniona organizacja. I tutaj trzeba by powiedzieć jedną rzecz. [2] Pan Kuncewicz tutaj mówił… Drogi Piotrze, ja Ci powiem, ja mam informacje z Francji, co mówią o Was. Otóż w Polsce powstał taki Wielki Wschód, niby lewicowy; on legalnie… półlegalnie działał za komuny i tam brali w nim udział ludzie, którzy chcieli naprawić Polskę metodami tajnymi. On nie jest dobrze widziany w Paryżu. [3] Mogę Ci powiedzieć, że ludzie w Paryżu – mam znajomych w Paryżu, którzy znają masonów – i powiedzieli mi, że opinia o Was jest taka, że za 1000 Euro zrobicie wszystko, prawda. Taka jest opinia o Wielkim Wschodzie. [4] Natomiast poza tym Wielkim Wschodem Polski, legalnie zarejestrowanym, istnieją ludzie, którzy należą do Wielkiego Wschodu, zarejestrowani we Francji, którzy w ogóle nie są zarejestrowani w Polsce. I to jest niebezpieczna organizacja, która tutaj działa w Polsce. [5] I teraz powiem jedną rzecz. Najważniejszy moment, gdzie ta organizacja przeniknęła… bo najbardziej podatne kto jest na masonerię? – tajne służby, które działają podobnie. Otóż kiedyś w roku 1991 r., ten łajdak prof. Kozłowski, wpuścił do archiwów MSW komisję, która składała się z 4 ludzi: Pana Michnika, Pana Prof. Krolla, Ajnenkiela, Holzera – wszystkich ludzi podejrzewanych o to, że należą do Wielkiego Wschodu. (…) Masoneria uzyskała dostęp… bo co oni robili przez 4 miesiące w tych archiwach? (…) Co najmniej większość z tych ludzi – nie mogę zagwarantować, że wszyscy – byli przedstawicielami Wielkiego Wschodu Francji.” [śmiech Piotra Kuncewicza i Wojciecha Giełżyńskiego – dop. KW]

Pozwolę sobie teraz skomentować to w poszczególnych punktach:

1. Lewicowe sympatie nadsekwańskiego Wielkiego Wschodu rzecz jasna nie są żadną tajemnicą. Oczywistym jest, że organizacji tej faktycznie zdecydowanie bliżej do socjaldemokratów i lewicujących liberałów niż do konserwatystów czy chadeków. Tak jest zwłaszcza we Francji (poza nią również, ale też nie wszędzie), a jest to wynikiem wszystkich tych zawiłości, które zaszły w kraju nad Sekwaną. Pamiętać należy jednak, że w Wielkim Wschodzie obowiązuje zakaz agitacji politycznej na rzecz konkretnej partii – przestrzegać tego muszą zarówno loże, jak i obediencja. Na pewno jednak GOdF jest niekwestionowanym liderem wolnomularstwa liberalnego i pokrewnego, nawet jeśli organizacje te, nie pozostające w stosunkach z UGLE, mają nieco inny od Wielkiego Wschodu profil. Różnice dzielące poszczególne obediencje nieregularne (np. Wielką Lożę Francji, Wielki Wschód Francji, Wielką Lożę „Opera”, Wielkie Przeorstwo Galów czy zakony Memphis-Misraim) stanowią temat na odrębny wykład, którym nie będę się zajmował. W każdym razie zalecałbym dużą ostrożność w zbyt pochopnym przypinaniu łatek typu „przybudówki WWF”, jak często Pan Janusz czyni to w swych publikacjach. Rzecz również w tym, iż określenie „bojówka” nie jest właściwe, zwłaszcza jeśli przyjrzymy się definicji słownikowej tego określenia: „Oddział zbrojny organizacji konspiracyjnej”. Otóż W.W.F. działa jawnie, otwarcie podejmując deklaracje, a poza tym nie prowadzi żadnych oddziałów zbrojnych ani nie podejmuje skrytobójczych zamachów niczym wenty karbonariuszy. Jeśli Pan Korwin-Mikke dysponuje odmiennymi informacjami i dowodami, zachęcam do o ich przedstawienia, tylko bardzo prosimy w formie konkretnej – bez ogólników i frazesów.

2. Bardzo chciałbym wiedzieć, z jakiego źródła Pan JKM zaczerpnął wieści, iż Wielki Wschód Polski działał w czasach PRL? – ta informacja była zresztą powielana przez niego wielokrotnie wcześniej. Nie wiem, jacy byli to informatorzy, co taką rewelację przekazali Panu Korwin-Mikkemu, ale najwyraźniej musieli być niezbyt wiarygodni i rzetelni, skoro ich informacje mijają się z faktami historycznymi. Muszę w tym miejscu rozczarować Pana JKM: za tzw. komuny nie było w Polsce żadnego Wielkiego Wschodu! Wielki Wschód Polski powstał dużo później, bo… w 1997 r. i aż dziwne, że Pan Janusz nie sięgnął chociażby do książek Ludwika Hassa czy Norberta Wójtowicza, żeby się coś niecoś o tym dowiedzieć. W związku z powyższym wyłożę poniżej krótko i zwięźle, jak to z tymi Wielkimi Wschodami u nas było. Tekst ten stanowi fragment dłuższego opracowania na temat historii Wielkiego Wschodu w Polsce, który nie zostało jeszcze opublikowane. Specjalnie dla Pana Janusza wklejam ważniejsze fragmenty:

„W czasach PRL doszło w latach 60. do jednego tylko spotkania między Wielkim Mistrzem WWF a Władysławem Gomułką, gdzie padła propozycja reaktywacji lóż, jednakże nic z tego nie wyszło, bo tow. Wiesław ani myślał dać zgody na stowarzyszenie, którego w Moskwie nie było. Polska stała się po raz drugi obiektem zainteresowań Wielkiego Wschodu Francji, lecz dopiero w maju 1990 r., kiedy odwiedził ją przedstawiciel WWF z Lille, nie kryjąc w wywiadzie prasowym zamiaru powołania lóż. Pod koniec sierpnia tego roku zorganizowano większe spotkanie w warszawskim Klubie Lekarza, z którego wyselekcjonowano kandydatów do dalszych rozmów na temat możliwości wstąpienia. Oprócz tego ruszyła kolejna jeszcze inicjatywa w Lille, gdzie 24 listopada 1990 r. inicjowano pewną liczbę Polaków do powołanej jeszcze w tym samym dniu tymczasowej loży WWF „l’Esperance” („Nadzieja”), której światła miały w późniejszym czasie zostać przeniesione z Francji do Polski. W tydzień później Wielki Wschód Francji powiększył znów swe szeregi o kolejnych polskich adeptów dzięki niezależnej inicjatywie warsztatu „Victor Schoelcher” z Paryża. Loża ta – w porozumieniu z centralą paryską – utworzyła 1 grudnia 1990 r. w Warszawie prowizoryczną lożę „Wolność Przywrócona”, dokąd przyjęto m.in. osoby skierowane z Klubu Lekarza. Wiosną następnego roku, odwiedził Polskę Wielki Mistrz WWF, Jean Robert Ragache i w dniu 26 kwietnia 1991 r. wniósł światło do loży „Wolność Przywrócona”. Inicjatywa z Lille również zadbała o powołanie do życia placówki na terytorium RP i 9 listopada 1991 r. światła „l’Esperance” zostały przeniesione do Warszawy, gdzie nastąpiła uroczysta instalacja loży „Nadzieja”. Krótko po tym, gdy liczba adeptów rytu szkockiego rektyfikowanego zwiększyła się, powołano 2 maja 1992 r. do życia kolejną lożę, lecz tym razem w Katowicach – „Jedność”. Następnie 31 października 1992 r. zapalono światła loży w Krakowie, której dano nazwę „Gabriel Narutowicz”. W dniu 21 maja 1993 r. powstała w Warszawie loża „Trzech Braci”, kolejny warsztat rytu francuskiego, zaś 5 dni później wniesiono światło do loży „Tolerancja” w Mikołowie. W rok później, w dniu 11 marca 1994 r., również w stolicy, założona została loża rytu francuskiego „Europa”. Taki stan rzeczy powodował, że w lutym 1997 r., goszczący w Polsce przedstawiciele Wielkiego Wschodu Francji zapowiedzieli powołanie niezależnej polskiej obediencji. 13 lipca 1997 r. nastąpiło zapalenie świateł Wielkiego Wschodu Polski, 28 dnia tego miesiąca złożono w sądzie warszawskim wniosek rejestracyjny, zaś 14 listopada 1997 r. Sąd Wojewódzki dokonał rejestracji Stowarzyszenia „Wielki Wschód Polski”. Do nowej obediencji przystąpiły wszystkie polskie loże Wielkiego Wschodu Francji poza krakowskim „Gabrielem Narutowiczem”, który zresztą w jakiś czas później, z własnej inicjatywy, w dniu 26 kwietnia 2002 r. zainaugurował powstanie kolejnej polskiej loży WWF – „Ignacy Paderewski” na Wschodzie Poznania.”

Tyle jeśli chodzi o fakty, które zresztą łatwo zweryfikować m.in. zaglądając do publikacji znanych polskich masonologów, czego – jak rozumiem – Pan Korwin-Mikke wcześniej nie uczynił, a do czego gorąco go zachęcam. W każdym razie Pan Janusz może teraz dostrzec czarno na białym, że wszystkie loże Wielkiego Wschodu Polski były poprzednio warsztatami Wielkiego Wschodu Francji, powołanymi po 1989 r., zaś niezależna polska obediencja liberalna nie została utworzona w czasach PRL lecz w 1997 r. Sam Wielkie Wschód Francji w Polsce to obecnie wyłącznie loże „Narutowicz” i „Paderewski”, które jak dotąd do WWP nie przystąpiły. Innego WWF w naszym kraju nie ma.

3. Pan Janusz Korwin-Mikke powołuje się na jakieś opinie, na dodatek nie z pierwszej ręki, lecz pochodzące od osób, które rzekomo znają jeszcze inne osoby będące masonami. I taki łańcuszek najwyraźniej powoduje, że jakość przekazanych informacji nie jest zbyt wysoka, stąd też trudno się dziwić plotkom o 1000 Euro, skoro jeszcze inne mówią o Wielkim Wschodzie Polski w czasach PRL. Zatem i jedne i drugie można włożyć pomiędzy bajki. Nawiasem mówiąc redakcja WWW też zna osoby, które znają jeszcze inne osoby i tamte osoby mówią że… etc. Tyle że my takich spekulacji powielać nie zamierzamy.

4. No cóż, tutaj niejako odsyłam do punktu 2. Wszystkie loże Wielkiego Wschodu Polski, przed jego utworzeniem w 1997 r., były lożami Wielkiego Wschodu Francji, a tym samym – posługując się logiką Pana Janusza – były tak samo niebezpieczne, jak obecnie są „Gabriel Narutowicz” oraz „Ignacy Paderewski”. Warto tu jeszcze dodać, że Pan Janusz w kilka lat później dalej powtarza te rewelacje, tak pisząc na swoim blogu w artykule pt. „Kobiety na stanowiskach, giełda, kapitalizm i takie rzeczy” z dn. 2 grudnia 2008 r.:

„Przecież sto razy pisałem, że „Wielki Wschód” to w ogóle nie jest masoneria, tylko tajna bojówka socjalistów; że „Wielki Wschód Polski” jest z trudem tolerowany przez „Wielki Wschód Francji”, a jego wpływy w Polsce są żadne. Przy okazji jakiś pomór ich dotknął: w kwietniu zmarł „Wielki Mistrz” Piotr Kuncewicz, w lipcu były „Wielki Mistrz” Zbigniew Gertych…
Niebezpieczni dla Polski i świata są mistrzowie z „Wielkiego Wschodu Francji” – Polacy (często: polscy Żydzi), z „Wielkim Wschodem Polski” nie mający żadnych kontaktów. Niedawno był pogrzeb jednego z nich, zginął w wypadku samochodowym…”

Warto by w nawiązaniu do tej wypowiedzi podkreślić, że polski Wielki Wschód nie jest „z trudem tolerowany” przez Paryż. Między obydwiema obediencjami istnieją braterskie i trwałe stosunki, ich przedstawiciele stale się odwiedzają, czemu trudno się zresztą dziwić, skoro Wielki Wschód Francji był w 1997 r. założycielem Wielkiego Wschodu Polski. Co się tyczy relacji WWP z dwiema lożami WWF w Polsce, które nie przystąpiły dotąd do Wielkiego Wschodu Polski, to jest to sprawa bardzo zawiła, jednak muszę Pana Janusza po raz kolejny rozczarować, że kontakty oficjalnie również między tymi placówkami istnieją, a i odwiedziny braci mają od czasu do czasu miejsce. JKM zapomniał też dodać, że polski Wielki Wschód ma już nowego Wielkiego Mistrza, którym jest Waldemar Gniadek, o którym jeszcze wspomnę. Ostatnie zdanie cytatu pozwoliliśmy sobie skomentować przy okazji punktu 5.

5. “Komisja Michnika” od samego początku budzi emocje. Pan Janusz Korwin-Mikke poszedł jeszcze dalej i usiłuje powiązać jej dzieje z tajnymi rzekomo wpływami Wielkiego Wschodu Francji w Polsce. Rozumiem, że zarówno rok 1991, jak i wspomniane 4 miesiące były tylko przejęzyczeniem, bowiem z tego co się orientuję „komisja Michnika” rozpoczęła swoje prace w kwietniu 1990 r. a zakończyła je w czerwcu 1990 r. Już na pierwszy rzut oka dziwnie się składa, że organizacja rzekomo posiadająca swoje wtyczki w ministerstwach, w sferach nauki i w parlamencie, penetrująca tajne archiwa, w ogóle nie istnieje w tym czasie w Polsce, a tylko kilku wysłanników powoli i nie zawsze skutecznie próbuje coś robić, werbując w krótki czas później oficjalnie kandydatów przez Klub Lekarza. Dziwne też jest również to, że nic nam nie wiadomo o przynależności członków ww. komisji do Wielkiego Wschodu Francji, tak samo jak nic nie wiemy o wielkowschodniej aktywności śp. Bronisława Geremka, choć Pan Janusz niedawno na swoim blogu (artykuł „Jeszcze o emeryturach i korespondencja w/s Wielkiego Wschodu” z dn. 25 października 2008 r.) napisał:

„W Polsce zresztą WWP to śmieszna organizacja, rzeczywiście – ale ludzie pokroju śp. Prof. Geremka z GOdF śmieszni nie są… W końcu mają kopie wszystkich najważniejszych akt z archiwum SB…”

…zaś w tekście z dni. 23 października 2008 r. pt. „Sarközy buduje socjalizm – a mason lekce sobie waży Wielki Wschód” dodał jeszcze, że:

„W Europie (na kontynencie!) jest zupełnie inaczej; w Polsce Wielka Loża Narodowa ledwo istnieje, WWP dużo wrzeszczy (ale medialny nie jest) – za to ludzie GOdF (nie wiem, kto im teraz przewodzi w miejsce śp. Bronisława Geremka…) – to potęga.”

Czy biorąc pod uwagę fakty historyczne i twierdzenie Pana Janusza Korwin-Mikkego można by domniemywać, że dawne akta SB powędrowały z Warszawy (skąd były zabrane) do Krakowa, gdzie wciąż WWF funkcjonuje, zaś warszawscy i śląscy bracia z Wielkiego Wschodu Francji utworzyli sobie w 1997 r. śmieszną organizację WWP? Tak by z powyższej wypowiedzi wynikało. Chyba że Pan JKM posiada informację o jeszcze innym, supertajnym i potężnym Wielkim Wschodzie Francji, tylko gdzie szukać jego śladów? Co się tyczy Wielkiej Loży Narodowej Polski, to z tego co wiem miewa się całkiem dobrze i tworzy nowe loże.
——————
Kończąc szczegółową analizę wypowiedzi z programu TVP2 pozwolę sobie omówić jeszcze jedną ważną kwestię, którą Pan Janusz Korwin-Mikke stale powtarza, a mianowicie że WWP to coś w rodzaju „organizacji byłych komunistów-naprawiaczy”. Za przykład niech posłuży nam poniższa jego opinia z artykułu z dn. 1 grudnia 2008 r. pt. „Co ma wspólnego Wenus – i giełda – z gospodarką?” :

„PS. Zapomniałem wyjaśnić, dlaczego w PolSat NEWS nie rozmawialiśmy o masonerii. Otóż legalny eksponent W:.L:.Narodowej Polski, jej Honorowy Wielki Mistrz, p. prof. Tadeusz Cegielski, nie miał czasu – natomiast przedstawiciele „Wielkiego Wschodu Polski” odmówili dyskusji ze mną (o tyle rozsądnie, że ja nie tylko nie lubię „Wielkiego Wschodu”, ale publicznie przypominam, że jest to komunistyczna jaczejka, a nie masoneria – co odstrasza im członków).”

Dodajmy, że JKM wcale nie jest odosobniony w swoich opiniach. Swego czasu na forum „Pod Gęsią i Rusztem” pewien przedstawiciel ultraortodoksji masońskiej wygłosił podobne stwierdzenie:

„Ja osobiście mam mało szacunku dla organizacji reprezentowanej przez tych panów [WWP – dop. KW], bo dla mnie – przynajmniej w polskim wymiarze – zamienili podstawowe organizacje partyjne na loże, a egzekutywy na wyższe ciała niby-masońskie. Jaki był ich cel, że pozakładali te swoje francuskie loże? Sami wiedzą najlepiej.”

No cóż, nie da się ukryć, że do Wielkiego Wschodu Polski należeli i należą byli działacze PZPR – Zbigniew Gertych czy Andrzej Nowicki to najlepsze przykłady. Nie oznacza to jednak, że jest to organizacja po pierwsze opanowana przez post-PZPRowskich dygnitarzy, a po drugie będąca na służbie PRL-owskiej ideologii. Piszę o tym nie przez przypadek, bowiem dziwnym trafem składa się, że mam przed sobą listę pierwszych 12 osób, inicjowanych w grudniu 1990 r. do nowo utworzonej loży Wielkiego Wschodu Francji „Wolność Przywrócona” (późniejsza loża-matka Wielkiego Wschodu Polski) i jakoś nie mogę tam odnaleźć tych partyjnych działaczy. Również dziwne jest to, że na czele ów „komunistycznej jaczejki” staje człowiek będący działaczem antykomunistycznej opozycji w czasach PRL i bynajmniej nie sympatyzujący z opcją lewicową. Mowa o Waldemarze Gniadku, którego biogram jest dostępny na naszej stronie. Zastanawiam się, w jaki sposób Pan Janusz i inni wyjaśnią te paradoksy.

Komunistyczny epitet nie dotyczy zresztą tylko Wielkiego Wschodu Polski. O tym, jak duży jest poziom niewiedzy na temat wolnomularstwa liberalnego wśród adeptów regularnych lóż anglosaskich i ich sympatyków niech świadczy wypowiedź Krzysztofa Winnickiego, sekretarza Loży „Kościuszko” w Nowym Jorku, który tak się wyraził o WWF:

„Wie Pan, Wielki Wschód Francji nas tyle obchodzi co nic. To nie jest wolnomularstwo, tylko przybudówka partii komunistycznej. Wolnomularstwo polityką się nie zajmuje, a Wielki Wschód został ponad sto lat temu definitywnie i bezpardonowo usunięty z wolnomularskiej społeczności.”

Cytat ten pochodzi z listu, który Pan Janusz Korwin-Mikke opublikował na swoim blogu za zgodą swego rozmówcy. Wyraźnie widać, że sekretarz loży „Kościuszko” idzie w swych sądach – bezpodstawnych zresztą – jeszcze dalej niż Pan JKM, bowiem pisze już nie o Wielkim Wschodzie Francji jako o przybudówce partii socjalistycznej (jak to zwykł czynić Pan Korwin-Mikke) lecz komunistycznej. (sic!) Nie posądzam tu autora o ignorancję; przypuszczam, że raczej wypowiedź ta była skutkiem totalnego braku wiedzy o środowisku francuskiego wolnomularstwa. Nawiasem mówiąc mógłbym dodać, że proces usuwania WWF ze światka regularnej masonerii był nieco dłuższy i nie od razu po 1877 r. wszystkie obediencje zerwały z nim kontakty (także te, które miały świadomość zmian, które wprowadził np. Wielka Loża „Alpina”). Ale ten wątek pozostawię sobie na inną okazję. Rozmówca Janusza Korwin-Mikkego podaje również sprzeczną informację odnośnie Wielkiego Wschodu w USA, pisząc następująco:

„Proszę Pana, w USA Wielki Wschód nigdy nie istniał i nie istnieje. Nawet jeśli są w jakiś sposób zorganizowani, to jest to tak mikroskopijna grupka ludzi (jeśli chodzi o członkostwo), że mija się ją jak mrówkę w lesie ukrytą pod liściem.”

Spieszę oznajmić, że w USA Wielki Wschód jak najbardziej istnieje, a od pewnego czasu ma nawet własną, niezależną obediencję. Faktem jest, że liczba członków w porównaniu do regularnej masonerii amerykańskiej jest niewielka, ale jak zapewniał mnie Brand Smith – Wielki Sekretarz Grand Orient of the United States of America – nowej obediencji zależy bardziej na jakości niż na ilości. Tak na marginesie warto wspomnieć, że w USA jest w tej chwili sytuacja tak samo dziwna jak w Polsce. Z jednej strony istnieje Wielki Wschód USA, który otrzymał patent od Wielkiego Wschodu Francji, a z drugiej strony cały czas niezależnie funkcjonuje 5 lóż WWF, które się do amerykańskiego Wielkiego Wschodu z jakichś powodów nie przyłączyły. Na pewno Pan Krzysztof Winnicki ma jednak rację co do jednej sprawy:

„Co do kontaktów między WWP a WLNP – to nie sądzę, żeby były inne niż towarzyskie. Jestem pewien, że inne być nie mogą, bo to wykluczałoby WLNP z wolnomularskiego kręgu. Wzajemnego wizytowania się w lożach na pewno nie ma. Tego jestem pewien.”

Odpowiedź ta dotyczy tego, co JKM zasugerował Panu Winnickiemu w swoim liście. Brzmiało to konkretnie tak:

„A, zapomniałem dodać: w Polsce istnieje »Wielka Loża Narodowa Polski«, przyznająca się (z wzajemnością, ma patent) do United Great Lodge of England – ale jak najbardziej otrzymująca stosunki z WW Polski, jak i – podejrzewam – GOdF. Nie tylko się od nich nie odcinają, jak Pan – ale publicznie mówią o “poszanowaniu” itd. współpracują, spotykają się… (…)”

Tu mogę jednak Pana Janusza uspokoić. Nic takiego między WWP i WWF a WLNP nie ma miejsca. Sygnalizowałem już to 3 lata temu na forum „Pod Gęsią i Rusztem”, pisząc w poście z dnia 7 marca 2006 r., że:

„WLNP przestrzega zasady i na płaszczyźnie rytualnej nie kontaktuje się z nieregularnymi. Kontakty prywatne, towarzyskie nie są chyba jednak zabronione, tak jak nie są zabronione kontakty z profanami.”

Pan JKM może zatem spać spokojnie i w tej akurat kwestii zaufać całkowicie Panu Krzysztofowi Winnickiemu.

Chciałbym też, korzystając z okazji rozwiać wątpliwości Pana Janusza Korwin-Mikkego odnośnie tego, co powiedział w dalszej części (ok. 65 minuty) programu „Warto rozmawiać”:

„Na stronach włoskiej masonerii – nie Wielkiego Wschodu tylko włoskiej masonerii – jest podane, że pół roku temu ksiądz katolicki wstąpił do masonerii. Nie wiem, czy jest to prawdziwa informacja.”

Panie Januszu, jak najbardziej jest to informacja prawdziwa, z tym że muszę tu zaraz napomnieć, iż we Włoszech obowiązuje nas nieco inna terminologia. Tam przez długi czas to Wielki Wschód Włoch był jedynym przedstawicielem regularnego wolnomularstwa w tym kraju (na początku lat 90. miał miejsce rozłam), zaś nurt liberalny reprezentowała począwszy od lat 70. XX w. przede wszystkim Wielka Loża Włoch (tzw. Piazza del Gesu) , obecnie przyjmująca zarówno mężczyzn jak i kobiety. Do tej ostatniej wstąpił ów ksiądz, Rosario Francesco Esposito, który potem został zawieszony jako kapłan przez Watykan. Więcej informacji na ten temat w artykule pt. „Włochy: kapłan katolicki został wolnomularzem” oraz „Watykan suspenduje księży należących do Masonerii”.

Podsumowując chciałoby się rzec, iż Pan Janusz Korwin-Mikke należy do publicystów i polityków, którzy mają wyjątkowy dar pobudzania do refleksji: potrafią ukazać problem z odmiennej strony, nierzadko odsłaniając paradoksy, co jest niewątpliwie bardzo cenne i oryginalne. Nawet nie zgadzając się z autorem, można dzięki jego wywodom spojrzeć na sprawę szerzej. Tak jest m.in. przy lekturze wielu felietonów Pana JKM, stąd też niżej podpisany bardzo lubi je czytać (ma nawet pokaźną ich kolekcję), choć oczywiście nie zgadza się ze wszystkim, co one zawierają. Umiejętność rozróżnienia ziarna od plew jest niezwykle istotna i okazała się bardzo pomocna m.in. przy analizowania tekstów Pana Janusza poświęconych masonerii. Nawiasem mówiąc Pan Korwin-Mikke, pisząc o masonerii popełnia nieścisłości tylko w paru miejscach, a sprostowanie tego zajęło kilka stron. W niczym nie przebije jednak pseudonaukowych wywodów dr. Stanisława Krajskiego, których sprostowanie wymagałoby wręcz napisania grubej książki, jeśli nie pracy naukowej o błędach metodologicznych i teoriach spiskowych.

Jeszcze jedno tytułem zakończenia: Pan Janusz Korwin-Mikke napisał o naszej stronie internetowej jako „wyraźnie umierającej”. Otóż z radością oznajmiam, iż ten czas kryzysu portal ma już za sobą i obecnie dalej publikuje nowe informacje, a niniejszy tekst polemiczny jest dobrym dowodem jego żywotności.
___________________
UZUPEŁNIENIE z dnia 9 kwietnia 2009 r.:

Pan Janusz Korwin-Mikke zamieścił na swoim blogu tekst, który ma stanowić odpowiedź na moją polemikę, do której zresztą – co mu się chwali – podał na swoim blogu odnośnik. Przeczytajcie to sobie, Drodzy Czytelnicy i rozważcie sami. Z mojej strony pozwolę sobie dopowiedzieć jeszcze parę akapitów, choć nie za dużo, żeby czasu cennego ze swego życia więcej nie tracić.

Znając styl Pana Janusza Korwin-Mikkego, innej odpowiedzi spodziewać się nie można było, co więcej niektóre z “genialnych wywodów” Pana JKM – np. dalsze dywagacje o śp. Panu Bronisławie Geremku łatwo było przewidzieć. Gdybym się założył, zakład bym wygrał. Mimo to nie będę gratulował Panu Januszowi niskiego kalibru erystycznych zdolności zaciemniania sprawy i przekręcania czyichś wypowiedzi, tak samo jak upartej ignorancji dla faktów historycznych. Pomijam już fakt, że pisząc w ten sposób stawia on pod znakiem zapytania powagę swojej odpowiedzi, jak i swej osoby w ogóle.

Cóż mogę jeszcze dodać? Szkoda, że mój polemista nie doczytał, że pomiędzy 1989 r. a 1997 r. nie było w naszym kraju Wielkiego Wschodu Polski, lecz wyłącznie kilka lóż Wielkiego Wschodu Francji, z których większość dopiero w 1997 r. założyła WWP. Szkoda, że nie doczytał, iż w czasach PRL w ogóle nie działał żaden Wielki Wschód – czy to Francji czy to Polski. Szkoda, że nie doczytał, że z Gomułką rozmawiał przebywający z wizytą w Polsce Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu Francji, a nie Wielkiego Wschodu Polski i że żadnych lóż WW wtenczas nie powołał. Szkoda, że uparcie miesza Czytelnikom w głowach, pisząc o tajnej loży “Kopernik” w kontekście Wielkiego Wschodu, podczas gdy ona była kontynuatorką przedwojennej WLNP i nie miała nic wspólnego z jakimiś komunistami-naprawiaczami. Szkoda też, że ignoruje fakt, iż aktualnie loże WWF i WWP jak najbardziej się uznają i odwiedzają. I tak dalej, i tak dalej…

W przeciwnym wypadku zauważyłby przynajmniej, iż jego wywody na temat WW straciły swoją “solidną” podstawę. Generalnie cała niemal odpowiedź Pana JKM jest ewidentnym dowodem na to, że nie przeczytał on dokładnie tego, co napisałem wcześniej (do książek Hassa czy Wójtowicza tym bardziej nie zajrzał, a wystarczyło przestudiować chociażby ten artykuł), bądź też nie zrozumiał albo zwyczajnie nie chciał zrozumieć. Jak przypuszczam najbardziej prawdopodobny jest wariant ostatni. Wstyd byłoby mu się po prostu przyznać, iż jego teorie wyssane są z palca i nijak mają się do rzeczywistości. Ale skoro mu z tym dobrze…

Można co prawda wybaczyć Panu Januszowi ogólną niewiedzę na temat obediencji liberalnych albo np. brak orientacji co do tego, iż Wielkie Loże mieszane są niezależne od Droit Humain. Ten ostatni ma zresztą we Włoszech Federację, która nie ma nic wspólnego z Wielką Lożą Piazza del Gesu, nota bene wywodzą się z męskiej Wielkiej Loży Narodowej Włoch (rozłamy i fuzje we Włoszech to temat na odrębny tekst). Nawiasem mówiąc Loża P2, do której Pan Janusz zamieścił link, to była placówka podległa przez długi czas regularnemu Wielkiemu Wschodowi Włoch, tak że sugerowałbym następnym razem większość ostrożność przy zbyt pochopnym wklejaniu linków, bo strzela Pan w bramkę regularnej masonerii.

Lecz cóż począć zwłaszcza z “argumentami” podanymi w pkt. 2, 3, 4 i 5 mojego polemisty? Gdyby Pan Janusz pisał w Prima Aprillis, to można by zrozumieć, ale dziś mamy 9 kwietnia, a zatem… Cóż, postanowiłem pójść śladem śp. prof. Wacława Wilczyńskiego, który (było to na łamach tygodnika “Wprost”, latem 1998 r.) na pewne wywody polemizującego z nim (aczkolwiek w nieco innym temacie) Pana JKM, odpowiedział krótko: “pozostawiam bez komentarza”. I ja też tak postąpię, bo – jak wspomniałem – czasu na prostowanie kolejnych przeinaczeń Pana JKM marnować nie zamierzam. Co się zaś tyczy tego, czyja (moja czy Pana Janusza) argumentacja była lepsza, bardziej logiczna i spójna – niech rozsądzą Nasi Czytelnicy, czytając wszystkie te zapiski raz jeszcze. Jak przypuszczam zdecydowana większość z nich nie będzie miała z tym problemu.

* Zdjęcie pochodzi ze strony interia.pl

Wpisał: Karol Wojciechowski
05.04.2009.

zobacz więcej:
Masoneria według Janusza Korwin-Mikke i Michała Marusika (film)