Opus Dei. Czy istnieje kościelna masoneria?

Autor: Kamil Racewicz

“Czy Opus Dei to rzeczywiście katolicka masoneria?
To trochę obraźliwe dla masonów. Bo jednak masoni
to szlachetna organizacja powstała w okresie
Oświecenia i kultywująca tradycje wolnościowe.
Z pewnością nie była to organizacja, która by
zniewalała ludzi czy prała im mózgi, wprost
przeciwnie, uczyła niezależności myślenia.
Natomiast Opus Dei podporządkowuje człowieka.”

Stanisław Obirek, “Przed Bogiem”, 2005

Masoni mają szczególne powody, aby zainteresować się Opus Dei. Po pierwsze dlatego, że Opus Dei często jest, także wewnątrz Kościoła, określane „katolicką (lub kościelną) masonerią”. Po drugie dlatego, że uważa się, iż jest to organizacja podtrzymująca w Kościele nastroje antymasońskie. Po trzecie dlatego, że Opus Dei, już beż żadnych inklinacji do masonerii, jest jedną z najbardziej intrygujących organizacji kościelnych działających aktywnie w sferze społecznej. W Polsce aktywni od 1990 r., posiadają aktualnie zbliżoną liczbę członków, co masoneria. Sądzę, że te trzy fakty są wystarczającym powodem uzasadniającymi sensowność poświęcenia Opus Dei deski masońskiej.

Ogólne informacje

Opus Dei, pełna nazwa: Prałatura Świętego Krzyża i Opus Dei, to prałatura personalna Kościoła Katolickiego; samo OD określa się jako „hierarchiczna instytucja Kościoła katolickiego”. Niektórzy opisują Dzieło jako „duchowy specnaz”, „gwardię papieską” albo „czołg na gumowych oponach”, który zdobywa teren dla Kościoła tam, gdzie konwencjonalne środki zawodzą.

Posiada wyjątkowy w Kościele status – prałatury personalnej, czyli swoistego biskupstwa, tyle że opartego nie o zasadę terytorialną a personalną. Z tej właściwości organizacyjnej wynikają dwie doniosłe okoliczności:

Opus Dei ma charakter międzynarodowy
Jest niezależne od lokalnych władz kościelnych na terenach w których działa i jest podległe bezpośrednio papieżowi.
Opus Dei skupia dziś ok. 85 tys. członków, z czego ok. 1900 to księża, w tym 25 biskupów. Ponad połowa pochodzi z Europy, a ok. 1/3 z kontynentu amerykańskiego (w USA – ok. 3 tys.). OD działa w ok. 80 krajach, lecz najmocniejszą społecznie pozycję zachowuje w Hiszpanii, Portugalii i Włoszech.

Na czele OD stoi prałat (dożywotnio) i wikariusze. Wspierają się ciałami kolegialnymi złożonymi w większości ze świeckich, czyli radą ds. mężczyzn i radą ds. kobiet. W skali lokalnej prałatura dzieli się na regiony, które często zbiegają się z granicami krajów, na czele których stoją wikariusze regionalni, rekrutujący się również z grona kapłańskiego OD. Niektóre regiony dzielą się na jeszcze mniejsze jednostki, tzw. delegacje, na czele których stoi wikariusz delegacji i dwie rady.

Członkowie OD dzielą się na kilka kategorii.

Kapłani numerariusze (ok. 2%) – pełnią funkcje kierownicze i nadzorcze. Elita OD.
Numerariusze czyli członkowie zwyczajni lub rzeczywiści (ok. 25-30%) – osoby stanu wolnego, najbardziej zaangażowane w Dzieło Boże, poświęcają mu całe swoje życie, zwykle mieszkają w ośrodkach Prałatury i żyją w celibacie. Podlegają daleko posuniętej kontroli swych zachowań przez „opiekunów duchowych” (korespondencja, książki, telewizja, radio, formy spędzania wolnego czasu). Nie mają rodzin, prowadzą normalne życie zawodowe, każdy członek OD jest trenowany do życia skromnego, często wielką część swych zarobków oddają na rzecz Prałatury.
Supernumerariusze (ok. 70%) – są to najczęściej żonaci mężczyźni lub zamężne kobiety. W związku z podpisaniem umowy z OD nie zmieniają oni istotniej dotychczasowego trybu życia, lecz zobowiązują się do wdrażania w nim norm OD. Ważnym wymiarem społeczności supernumerariuszy jest ich rola w pozyskiwaniu i zasilaniu szeregów numerariuszy, m.in. poprzez docieranie do znajomych i przyjaciół oraz wychowywanie dzieci w duchu OD.
Przyłączeni (ok. 3-5%) – osoby stanu wolnego, podobnie jak numerariusze żyją w celibacie, lecz nie w ośrodkach OD, podejmują natomiast dla OD więcej bezpośrednich działań, głównie podrzędnych.
Bardzo specyficzne znaczenie dla OD ma Stowarzyszenie Kapłańskie Św. Krzyża. Jest ono organizacyjnie odrębne, ale i z drugiej strony ściśle zespolone z OD, a jego członkowie odgrywają w OD główne role w zakresie formacji i kierownictwa. Do stowarzyszenia tego należą księża numerariusze, klerycy prałatury oraz księża diecezjalni (którzy dzielą się na księży supernumerariuszy i przyłączonych – są to kategorie nie tak ściśle związane i poświęcone Dziełu), który propagują braterstwo między księżmi oraz indywidualne dążenie do świętości.

Historia

Organizacja została założona w Hiszpanii w 1928 r. przez Josemarię Escriva. W 1943 roku w ramach Opus Dei założono Stowarzyszenie Kapłańskie Świętego Krzyża, co w przyszłości pozwoli na szersze włączenie do OD kleru i wyświęcanie księży Opus Dei. W 1947 OD uzyskało status instytutu świeckiego. OD podkreśla, że ta forma nie była właściwa i traktowano ją jako przejściową.

Doskonałym inkubatorem dla rozrostu OD był reżim frankistowski w Hiszpanii. W kulminacyjnym okresie w rządach Franco aż 10 ministrów wywodziło się z OD. Również w rządzie generała Pinocheta zasiadali ministrowie związani z OD.

Na Soborze Watykańskim II wprowadzono nową formę organizacyjną prałaturę personalną. Wkrótce też OD podejmuje starania mające na celu przekształcenie swego statusu i uzyskanie formy prałatury personalnej. Papież Paweł VI nie przyznał jednak OD tego statusu, uznając, że cele jakie wytycza sobie OD może realizować jako zwykła organizacja podporządkowana na szczeblach lokalnych władzom diecezjalnym. Papież ten wstrzymał rozwój OD, gdyż przez okres jego pontyfikatu niemal powstrzymane zostało rozszerzanie się OD na kolejne kraje, co miało miejsce nieustannie przed jego pontyfikatem, jak i po nim.

Sytuacja zmieniła się po wyborze na stanowisko papieża Jana Pawła II, który w 1982 r. przyznał OD upragnioną prałaturę personalną. Od tego czasu następuje szybka kariera kościelna OD. W 1985 r. inaugurowano Papieskie Ateneum Świętego Krzyża, ośrodek uniwersytecki studiów kościelnych z siedzibą w Rzymie. W 1991 r. prałata Opus Dei papież mianuje biskupem. W roku 1992 założyciel OD zostaje błogosławiony, 17 lat po śmierci, co jest w warunkach kościelnych czymś doprawdy niezwykłym. Jeszcze ważniejszym wydarzeniem dla OD była kanonizacja Escrivy, co miało miejsce w 2002 r. Wyniesienie Escrivy na ołtarze, który wedle wielu świadectw, wykluczonych wszelako w czasie procesu beatyfikacyjnego, nie bardzo tam pasował, było jednym z najbardziej kontrowersyjnych, tuż obok beatyfikacji Piusa XII.

Opus Dei szybko postawiło także na własną edukację. Już w 1952 w hiszpańskiej Pampelunie powołano Studium Generalne Nawary, które następnie przekształci się w Uniwersytet Nawary. Drugim uniwersytetem ściśle związanym z OD jest wspomniany Papieski Uniwersytet Świętego Krzyża w Rzymie. Do dziś ukierunkowanie na ośrodki akademickie jest istotnym znamieniem działalności Dzieła.

Wymiar indywidualny OD

W sferze indywidualnej cele prałatury to uświęcanie przez pracę, uświęcanie w zwykłym życiu. Praca czyni świętym – głosi Opus Dei. Członkowie swoją postawą mają dawać przykład w swym środowisku, mają, że się tak wyrażę, popularyzować ideę indywidualnej świętości i konieczności odnowy religijnej jako praktyczny wyraz reewangelizacji społeczeństw chrześcijańskich. Chrześcijanie formowani przez OD mają się cechować bezkrytyczną i gorliwością religijną i głęboką znajomością doktryny. Jak mawiał Escriva: chrześcijanin powinien mieć „pobożność dziecka i obeznanie doktrynalne teologa”. Formacja doktrynalna OD obejmuje historię Kościoła, chrystologię, eklezjologię, sakramentologię, biblistykę oraz antropologię.

Wymiar kościelny OD

Z pewnością nie bez znaczenia dla myślenia Escrivy o nowej organizacji w ramach Kościoła były przeżycia czasów wojny domowej w Hiszpanii, w której to Kościół dość aktywnie się włączył w działania po jednej stronie, ale i doświadczył wiele przemocy. W warunkach agresywnego antyklerykalizmu hiszpańskiego kształtowała się metodologia działalności ewangelizacyjnej OD. Okazała się ona odpowiednia także do powojennych warunków laicyzującej się Europy.

W Kościele zawsze ścierały się wpływy różnych organizacji. Przez ostatnie wieki główna rola należała do jezuitów. Byli oni świetnymi spowiednikami monarchów, lecz w XX w. ich metody zaczęły ulegać wyczerpaniu, zaś wielowiekowa skłonność dostosowywania Kościoła do świata w XX w. osiągnęła punkt kulminacyjny, przekroczenie którego oznaczało groźbę powolnego rozpuszczania się Kościoła , zacierania się jego wyrazistości. Po Vaticanum Secundum to jezuici obrali kurs czołowych popularyzatorów i strażników idei soborowych. Dziś są najbardziej progresywną i intelektualnie świeżą częścią Kościoła Katolickiego. Jednak ich metody nie dają już gwarancji utrzymywania wpływów społecznych Kościoła.

Jezuitom poczęła rosnąć konkurencja w postaci różnych organizacji, z których jedną z najbardziej dynamicznych było Opus Dei. Pontyfikat Jana Pawła II przyniósł w tym zakresie swoisty przewrót pałacowy i OD zyskało supremację i największe wpływy w Kościele i Stolicy Apostolskiej. Jezuici są dziś swoistą opozycją. Także spośród nich wywodzi się najwięcej kościelnych przeciwników OD. Już zresztą od samego początku nowa organizacja była zwalczana i krytykowana przez jezuitów. W latach 40. grupa jezuitów pod wodzą Angela Carrillo de Albornoza oskarżyła OD o rozprzestrzenianie nowych herezji. W tym też czasie, opierając się na raporcie z Hiszpanii, Generał Towarzystwa Jezusowego, W. Ledóchowski, donosił do Watykanu, że postrzega OD jako „bardzo niebezpieczne dla Kościoła w Hiszpanii”. Przed dekadą, w 1995 r. Liberalne czasopismo katolickie redagowane przez jezuitów – „America”, opublikowało artykuł jezuity Jamesa Martina, w którym pisał on, że OD jest „dziś najbardziej kontrowersyjną grupą w Kościele Katolickim” (Opus Dei w Stanach Zjednoczonych).

Wymiar społeczny OD

O ile inne zakony kościelne celują np. w działalności wśród biedoty czy w jakichś bardziej wyspecjalizowanych sferach, OD kierunkuje się głównie na górne warstwy społeczne. Działa także wśród nizin społecznych, takie były jego początki, lecz główny profil jest tutaj dość klarowny.

W swej działalności OD podpisuje kontakty, po pierwsze, ze zwykłymi świeckimi, po drugie z innymi organizacjami i instytucjami społecznymi. Wierny, który podpisał umowę z OD jest tym samym w zakresie życia religijno-społecznego de facto wyjęty spod władzy lokalnego ordynariusza i wchodzi niejako pod dwie jurysdykcje: Diecezji i Prałatury, które są od siebie niezależne. Druga kategoria kontraktów OD dotyczy tzw. dzieł apostolstwa korporacyjnego, gdzie OD obejmuje daną korporację, jak podają, „stałej formacji w wierze katolickiej i w duchu Opus Dei”. Podpisanie umowy o tzw. formację wiąże się z wejściem pod jurysdykcję prałata OD w zakresie jego „kompetencji” ascetycznych, formacyjnych i apostolskich. Wśród dzieł korporacyjnych są szkoły, uniwersytety, ośrodki promocji kobiety, przychodnie lekarskie, szkoły dla rolników, instytuty kształcenia zawodowego, domy studenckie, kluby dla dzieci, rozmaite kursy, setki fundacji itd. Zob. więcej… W Warszawie taką placówką jest np. przedszkole i szkoła stowarzyszenia STERNIK, opierająca się na edukacji spersonalizowanej, z oddzielnym pionem szkoły żeńskiej i męskiej. Inną placówką związaną z OD jest tzw. Akademia Familijna, która prowadzi kilkumiesięczne kursy wychowawcze dla rodziców. W ten sposób, w niektórych krajach, zwłaszcza słabo rozwiniętych, OD kształtuje elity społeczne.

Metody i formacja

W formacji udzielanej przez OD podkreśla się nie tylko treści biblijne czy katolickie, ale i tzw. „ducha Opus Dei”. W tym ostatnim tkwi clou swoistości formacji OD w stosunku do innych organizacji katolicko-kościelnych. „Duch OD” głosi natomiast gorliwość religijną, konserwatyzm, ascezę i hierarchizm. Jest to też duch ogólnie odmienny od tzw. ducha soborowego. Jego skuteczność polega na tym, że duch ten wionie nie tyle z ambony i kazań, lecz niejako „od środka”, w sposób dyskretny, poprzez poszczególnych świeckich formowanych w specjalnych placówkach i w szczególny sposób. Stawia się głównie na młodych, zabiegając o to, by proces formacji opusdeistycznej rozpoczął się możliwie wcześnie i trwał do końca życia.

Członkowie OD to świeccy, którzy nie tylko przechodzą intensywną formację religijną i takąż intensywnością zobowiązują się żyć, ale i są aktywizowani do społecznej działalności w różnych środowiskach i organizacjach, aby ducha OD rozszerzać w możliwie wielu sferach życia społecznego. Przy ogólnej niemrawości Polaków w realizacji społeczeństwa obywatelskiego i przejawianiu postaw społecznie zaangażowanych, ta praktyka OD ma znaczenie fenomenalne dla ogólnospołecznej ekspansji idei i wpływów Prałatury. Tzw. dzieła apostolstwa OD polegają nie tylko, ani nawet nie przede wszystkim, na tworzeniu ściśle związanych z OD organizacji społeczno-gospodarczych, lecz głównie na przenikaniu środowiska i różnych organizacji „duchem OD” poprzez zaangażowanych członków Dzieła. Zatem, naturalnie nie na liczebności i masowości polega siła OD, lecz na docieraniu do ludzi zaangażowanych, do elity, i stymulowaniu takiegoż zaangażowania wśród ogółu członków, i na tej fali wspieranie ekspansji ideologii i organizacji. W Drodze Escriva pisze: „Zaniedbujesz się, ty? Czyżbyś był człowiekiem stada? Przecież urodziłeś się po to, żeby rozkazywać!”.

Poprzez to szczególne zaangażowanie świeckich w działalności Kościoła, czasami pisze się o tym jako o idei wyprzedzającej swą rewolucyjnością dzieło soborowe, a następnie jako realizację idei soborowej. Jest to jednak duże uproszczenie i można powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z czymś nowym, ale formalnie tylko będącym zbliżonym do idei soborowej, faktycznie zaś będące jej poważną reinterpretacją. Jak bowiem można w świetle zasad soborowych odczytać takie pouczenie zawarte w Drodze: „Być posłusznym to droga bezpieczna. Być ślepo posłusznym przełożonemu to droga do świętości. Być posłusznym w swoim apostolstwie to jedyna droga, bowiem w dziele Bożym umysł powinien być posłuszny lub odejść”.

Dużo mniej subtelne są metody samej formacji, na poziomie rodzinnym i w placówkach OD. Formacja to proces, który można by dookreślić eufemistycznym przymiotnikiem – intensywny. W punkcie 208 Drogi Escriva pisze: “Błogosławmy cierpienie. Miłujmy cierpienie. Uświęcajmy cierpienie… Wychwalajmy cierpienie”. Wbrew jednak rozpowszechnionemu przekonaniu o stosowaniu przez numerariuszy obficie środków fizycznego umartwiania ciała, takich jak włosiennica, dyscyplina i szereg innych umartwiających ciało praktyk, OD zapewnia, że ma to charakter fakultatywny, choć uznawane jest za formę doskonalenia i zbliżania się ku Bogu, poniekąd na wzór zwyczajnych świętych praktykujących w zakonach regularne samoudręczanie. Z jednej strony te praktyki można potraktować jako coś praktycznego – środek chrześcijańskiego doskonalenia i przybliżania się do Boga, a z drugiej jako coś symbolicznego, jako część rytuału odgrywającego męczeństwo pierwszych chrześcijan czy ukrzyżowanie Chrystusa.

Ta skomplikowana mieszanka umartwiania i poniżania, co możemy ująć w eufemizm trenowania ciała i jego kiełznania z jednej strony, a pielęgnowania mentalności elitarystycznej z drugiej, kształtuje średniowiecznymi metodami ludzi skutecznych, twardych i karnych.

Omertà czy dyskrecja?

Chciałem zwrócić uwagę na to, że nie powinniśmy opisywać OD jako organizacji tajnej. Sami bronimy się przed taką łatką i w przypadku OD jest ona dokładnie tak samo nieuzasadniona. OD działa dyskretnie, ale nie tajnie. Trafnie zauważa tę różnicę Pierre Emonet, który w 1982 r. w jezuickim czasopiśmie szwajcarskim „Choisir” pisał: „Są potężni. Mają swoich ministrów w rządach, w tym także dyktatorskich, mają swoje gospodarcze imperium, gazety i studia radiowe. Ich metody są tak dyskretne i skuteczne, że sprawiają wrażenie tajnych i groźnych”.

Organizacja działa formalnie i legalnie w Polsce, na podstawie prawa kanonicznego, ustaw o stosunkach Państwa z Kościołem Katolickim oraz Konkordatu. Jest prawdą, że jedynie część członków jest publicznie znana, a wielu woli zachowywać dyskrecję, co jest jednak uzasadniane tym, że członkostwo w OD to osobista droga do świętości, sprawa czysto duchowa, która jest częścią prywatnego i intymnego życia i nie stanowi powodu do publicznych manifestacji. Działalność społeczna OD preferuje podobnie, jak w przypadku masonerii, dyskrecję tudzież realizację celów bez obwieszania się szyldami OD. Zdaje się jednak, że jest to dalej posunięte niż w masonerii. Wedle opublikowanych w 1970 r. przez Hiszpana Jesusa Ynfante Constitutiones Opus Dei, czyli wewnętrznego regulaminu, dyskrecja była obligatoryjna. Cytuję: „Brak dyskrecji mógłby stanowić dużą przeszkodę w pracy apostolskiej lub przysporzyć trudności w kręgu własnej rodziny naturalnej czy też sprawowaniu urzędu lub wykonywaniu zawodu. Dlatego numerariusze czy supernumerariusze bardzo dobrze zdają sobie sprawę, że zawsze muszą zachować mądre milczenie odnośnie nazwisk innych członków; nikomu też nie wyjawiają swojej przynależności do Opus Dei”. Nie wiadomo w jakim zakresie do dziś te regulaminy są aktualne, w każdy razie podawane są z pewnością nazwiska członków pełniących funkcje w ramach Prałatury.

Dowartościowanie dyskrecji w metodach działania tym różni członka OD od innej organizacji katolickiej, że nie uprawia się w stosunkach interpersonalnych propagandy czy agresywnego epatowania własnymi przekonaniami, wydaje się to być dalekie od metod naszych partii chrześcijańsko-tradycjonalistycznych, jak najdalsze od Młodzieży Wszechpolskiej czy Radia Maryja. OD nie dąży przecież do stworzenia sekty w ramach Kościoła czy zamknięcia się ze swoimi wyznawcami w ciasnych okopach ortodoksji. Nie. Ich metody podporządkowane są idei przenikania duchem OD całego życia społecznego. W ramach posiadanych możliwości, oczywiście. W głównym dziele OD, napisanej przez Escrivę Drodze, która miała stać się superbestsellerem, w rozdziale pt. „Taktyka” radzi on: „Czy pragniesz wznieść się wysoko i błyszczeć jak gwiazda na niebie? Lepiej stać się pochodnią, podpalającą z ukrycia wszystko, co się do ciebie zbliży. To twoje dzieło apostolskie i po to żyjesz na ziemi. Nie uważaj nikogo za nieprzyjaciela. Niech wszyscy będą twoimi przyjaciółmi. I ci po prawicy, którzy uczynili ci dobro albo uczynić chcieli. I ci po lewicy, którzy ci zaszkodzili albo próbowali zaszkodzić. Niech twoje powołanie pozostanie niezauważone…”. Nieco innymi słowami wyjaśnia tę metodę w pkt. 397: “W sprawach wiary i zachowania się bądź nieustępliwy, lecz łagodny. Jak stalowa maczuga otulona miękkim pokrowcem. Bądź nieustępliwy, ale nie zawzięty i szorstki”. Z kolei w pkt. 643 czytamy: „Nie ujawniaj sekretów swojego apostolstwa. Czy nie widzisz, że świat pełen jest samolubnych bezrozumników?”, a w pkt. 655 pisze bezpośrednio o znaczeniu dyskrecji: „Nie ma tu dość miejsca, abym mógł wyjaśnić znaczenie ‘dyskrecji’. Może nie jest ona ostrzem twojej broni, ale przynajmniej jej trzonkiem”.

Czy Dzieło to katolicka sekta?

W związku z formami oddziaływania OD na członków towarzyszącymi już samej rekrutacji, a później intensywnej formacji, często przeciwnicy OD zarzucają im podobieństwo do kultów lub sekt, zwłaszcza dotyczy to byłych członków, oczywiście numerariuszy, czyli członków rzeczywistych i najbardziej zaangażowanych. Mnożą się różne książki, programy i strony internetowe dotyczące metod OD. Największą witrynę internetową poświęconą ujawnianiu czarnej strony OD – ODAN, czyli Opus Dei Awareness Network – stworzyła i prowadzi matka, która swoją córkę, byłą numerariuszkę OD, wyciągnęła z organizacji przy pomocy specjalisty od sekt. Bardzo sugestywna jest analiza typologiczna OD przy zastosowaniu modelu BITE, opracowanego przez czołowego tropiciela sekt i kultów Steve’a Hassana, który obejmuje sfery wywierania wpływu na ludzi w zakresie kontroli zachowania, kontroli informacji, kontroli myśli i kontroli emocjonalnej (zob. How Opus Dei is Cult-Like).

OD zarzuca się szereg podobieństw do typowych organizacji kultowych, jak bezwzględne podporządkowanie, kult jednostki, izolacja od rodziny, daleko posunięta kontrola życia i spędzania czasu wolnego, techniki psychomanipulacyjne. Sądzę, że nie można tutaj wydawać prostych ocen i werdyktów. OD nie jest organizacją dla każdego, jest bardzo specyficzne. Nierealne jest przekonanie, że w każdym przypadku, dzięki intensywnemu treningowi, OD może sobie ukształtować członków mieszczących się w ramach tzw. ducha OD. Do OD należy się po prostu urodzić, trzeba mieć odpowiednio ascetyczną mentalność, potrzebę intensywnego życia religijnego, potrzebę porządku i podporządkowania, umiłowanie prostoty i dyscypliny. Osoba o takich predyspozycjach mentalnych nigdy nie wyjdzie z OD zawiedziona i w przekonaniu, że została oszukana. To będzie organizacja idealnie skrojona do jej potrzeb, która będzie dla niej bezpieczną przystanią i pewną opoką. Ludzi z pogranicza, którzy mają pewne predyspozycje do Dzieła Bożego być może uda się wychować w procesie formacji, zwłaszcza jeśli rozpocznie się ona odpowiednio wcześnie. Ale będzie też pewna część takich osób, które trafią do OD przypadkowo, na fali jakiegoś kryzysu psychicznego czy światopoglądowego z którego po pewnym czasie się otrząsną. Wówczas obudzą się i mogą skonstatować, że znaleźli się w „katolickiej sekcie”, tak jak inni podobnie twierdzą np. o neokatechumenacie czy ruchach oazowych. Dla mnie to jednak jest kwestia nie nieetycznej psychomanipulacji, lecz zbłądzenia pod niewłaściwy adres.

Jest czymś oczywistym, że intensywna tzw. formacja duchowa musi się opierać w dużym stopniu o ingerencję w sposób myślenia czy postrzegania świata, lecz fakt, że wielu członków Dzieła nie odbiera tego, jako czegoś nieetycznego, czegoś, co ogranicza ich wolność i osobowość (pomimo, że są to w dużej mierze przecież ludzie inteligentni), nie oznacza, że zostali oni doskonalej zindoktrynowani czy skuteczniej zmanipulowani, lecz że mieli oni mentalne podstawy do miękkiej internalizacji tzw. ducha OD. Reszta odrzuci go jako ciało obce i niezdrowe. Należy oczywiście wyjaśnić, że moja opinia nie oznacza, że uważam, że jest jakaś ogólna predyspozycja mentalna, która uzasadnia przyjmowanie nieprawdy, ukrywanie istotnych informacji o charakterze członkostwa i samej organizacji. Nie, i jeśli takie rzeczy mają miejsce w OD, jak czasami twierdzą byli członkowie, to jest to z pewnością element nieetyczny w OD. Mój sceptycyzm natomiast odnosi się do nazbyt łatwego dawania przez media i odbiorców wiary w wyznania byłych członków jakiejś organizacji, którzy często poprzez zawiedzione osobiste oczekiwania i brak osobistych predyspozycji do charakteru danej organizacji, mają tendencje przedstawiania tej organizacji w sposób zdeformowany i przerysowany.

Bywa, że do czynienia z tym ma także masoneria. W światku antymasońskim wielką popularnością cieszą się książkowe wyznania byłych masonów, czasami najwyższych stopni, którzy „demaskują masonerię”, a jednocześnie tym różnią się o morza publikacji „domorosłych demaskatorów”, że na ogół wprawdzie są mniej sensacyjne, ale jednak łatwiej im się ufa, choć przecież są to obrazy standardowo przerysowane i zdeformowane. Jednym z takich „demaskatorów” był Jim Shaw, który najpierw zdobył wszystkie stopnie wtajemniczenia w rycie szkockim masonerii, a następnie wydał cieszącą się popularnością także wśród naszych rodzimych masonologów książkę pt. „Śmiertelna pułapka”, którą doskonale a zarazem kąśliwie podsumował Tadeusz Cegielski na łamach czasopisma „Ars Regia”: „Rozwlekła, śmiertelnie nudna opowieść o Amerykaninie, który pomylił adresy i miast wstąpić do seminarium duchowego wstąpił w szeregi wolnomularstwa. Doszedłszy do najwyższych stopni wtajemniczenia stwierdził, iż masoneria nie jest religią, zaś loża Kościołem. Zaszokowany tym faktem wystąpił ze Stowarzyszenia, następnie zaś podyktował swoje wspomnienia „zawodowemu” już antymasonowi, Tomowi C. McKenney’owi. Książka sprawić musi spory zawód tym wszystkim, którzy – jak wzmiankowany wyżej S. Krajski – spodziewają się, iż w trzydziestym trzecim stopniu Rytu Szkockiego Dawnego Uznanego adeptom ukazuje się Lucyfer lub przynajmniej kopyto Belzebuba. (…) Autorzy Śmiertelnej pułapki zaliczają się do grupy tych, którzy nie mogą pogodzić się z faktem, iż masoneria nie jest religią i że nie posiada żadnych tajemnic – przynajmniej w potocznym tego słowa znaczeniu. Obowiązkowa lektura dla wszystkich ubiegających się o przyjęcie do loży w nadziei poznania tajemnic Boga i Szatana”. Jest tutaj bardzo trafnie ujęty problem konieczności posiadania predyspozycji osobistych do określonych organizacji.

Sądzę, że podobną „demaskację” seminariów duchownych napisałby ktoś, kto miast do masonerii wstąpiłby przez pomyłkę do seminarium, by po bezproduktywnym strawieniu sporej części swego życia dojść do przekonania, że duch zakonu i jego duch rozchodzą się na poziomie fundamentalnym. Stąd też moja ostrożność w wydawaniu opinii o psychomanipulacyjnym charakterze OD. Uważam po prostu, że istnieją predyspozycje mentalne do zakonów kościelnych, do wyznawania bądź nie religii, do działalności w stowarzyszeniu, do przynależności do tzw. sekt, wreszcie do realizacji się w ramach masonerii czy OD. Nie wierzę w białe, niezapisane karty ludzkie, które dowolna organizacja czy instytucja może sobie wziąć i ulepić na modłę swych założeń. Istnieje oczywiście możliwość kształtowania i doskonalenia, ale nie z każdej gliny ulepić można coś sensownego. Z drugiej strony istnieją natomiast pomyłki, nietrafione strzały, wadliwe rozpoznania. Psychomanipulacja i sekty destruktywne też oczywiście istnieją, lecz na pewno nie podpada pod to wszystko, co zawiodło pewien promil swoich członków. Uważam, że jednostce ludzkiej powinna być przyznana jak największa wolność w zakresie samostanowienia o sobie, także w zakresie zrzeczenia się części swojej wolności, jeśli taki kaftanik jest dla kogoś wygodniejszy niż jakaś luźna koszula.

Jako ciekawostkę, na marginesie omawiania zarzutów o sektowość OD, można podać, że formacją Dzieła objęty jest również redaktor prowadzący czołowy polski antysektowy serwis internetowy, który występuje również z krytyką masonerii.

Polskie Dzieło

Pierwszy polski ośrodek powstał w 1990 r. Aktualnie działają na terenie całego kraju. Mają ok. 300 członków, przy czym na stronach OD podkreśla się, że „dane te mają ograniczone znaczenie”. Poza ścisłym członkostwem, istnieje również krąg oddziaływania OD, który stanowi ok. 1000 współpracowników Dzieła (udzielają wsparcia finansowego i osobistego), kilka tysięcy uczestników prac formacyjnych, 20.000 prenumeratorów biuletynu OD. Ok. 180 polskich księży ukończyło studia na uczelniach OD w zakresie teologii, prawa kanonicznego, filozofii kościelnej lub komunikacji społecznej. Aktualnie istnieje w Polsce 14 ośrodków Prałatury: w Warszawie, Szczecinie, Krakowie i Poznaniu, i wciąż powstają nowe. Najprężniej rozwijają się w środowiskach akademickich, w kilku miastach posiadają już kilka akademików, lecz docelowo planowane jest powołanie prowadzonej przez OD uczelni. Aktualnie OD jest jedną z najprężniejszych organizacji kościelnych w Polsce i prawdopodobnie w najbliższych latach czeka ją kariera jeszcze większa.

Fartuszek a włosiennica

Tak jak każda organizacja działająca niezupełnie jawnie, tak jak każda organizacja silna i wpływowa, doczekało się OD swojej czarnej legendy, teorii spiskowych i fantastycznych spekulacji. Wiele z tych opowieści łączy OD z masonerią, przynajmniej w zakresie podobieństw, a bywa, że i organizacyjnie lub personalnie. Czasami miało to całkiem realne konsekwencje. Otóż już w latach 40. Escriva został postawiony przed Trybunałem do Ścigania Masonerii, gdzie oskarżono go o …herezję i spiskowanie przeciw Kościołowi. Ówczesny generał jezuitów, Włodzimierz Ledóchowski, twierdził wówczas: „Są tam przejawy ukrytych tendencji zdobywania świata w formie chrześcijańskiej masonerii”. Brało się to zapewne z rewolucyjnych jak na owe czasy metod ewangelizacyjnych.

Należy wyjaśnić, że te różne zarzuty nie opierały się na plotkach czy pomówieniach, lecz miały całkiem mocne podstawy. Otóż, wszystkie dotychczasowe dekrety i enuncjacje papieskie przeciw masonerii szczególnie akcentowały znaczenie tajności. Zakres potępienia nie odnosił się tutaj wyłącznie do masonerii, lecz do wszelkich organizacji sekretnych. Podkreśla się otóż, że organizacja sekretna jest sprzeczna z prawem naturalnym, a to dlatego, że prawo naturalne ma dopuszczać tylko dwie społeczności: państwo i kościół. Wszystko co jest autonomiczne i niezależne w stosunku do nich, jest niezgodne z prawem naturalnym. A niezależność powstaje właśnie przez tajność, więc organizacje sekretne są niezgodne z prawem naturalnym. Z tych zasad kościelnych wynikało samo przez się, że OD jest na pograniczu herezji i wiązało się to właśnie z aktami dawniej wymierzonymi w masonerię. Kościół bał się nie tylko organizacji sekretnej zewnętrznej, którą postrzegał jako wrogą sobie, ale i takiej organizacji w swoim łonie. Wiedziano bowiem, że z natury trudno jest zapewnić kontrolę nad taką organizacją i również z natury wykazuje ona dwie tendencje:

a) tworzenia „Kościoła w Kościele”,

b) opanowywania Kościoła.

Już w 1910 r. Ks. E. Barbier w książce Infiltracja Kościoła przez masonerię, przestrzegał przed pokusą tworzenia w ramach Kościoła organizacji wzorowanych na masońskich: „Pokusa uciekania się do organizacji tajnych czy to religijnych, czy politycznych i religijnych zarazem, może być spora dla jednostek aktywnych i niespokojnych w czasach społecznej dezorganizacji, nacisku jakobińskiego, gdzie wolność dobra jest skrępowana na tysiące sposobów, gdzie zewnętrzne moce sprzymierzyły się, aby zniweczyć wszelkiej próby zbawiennego przeciwdziałania (…) Zwykły zdrowy rozsądek wskazuje – wyrokuje dalej ks. Barbier, że jeśli pod pretekstem łatwiejszego i bezpieczniejszego osiągnięcia celu szuka katolik dróg podziemnych i tajnych, to działanie takie wcześniej lub później zakończy się podążaniem obok dzieci ciemności”.

We Włoszech w roku 1986 powołano specjalną komisję parlamentarną w celu zbadania „knowań katomasonerii”. Po samobójstwie Aloisa Estermanna, szefa papieskiej gwardii, pośród szeregu różnych domniemań, jakie poczęły się szybko tworzyć, opublikowano także teorię, która głosiła, że śmierć Estermanna była wynikiem walki o władzę w gwardii papieskiej między Opus Dei a …masonerią.

Ogromną rolę w umocnieniu się czarnej legendy OD ma inny superbestseller – Kod Leonarda da Vinci, którego autor, wytrawny fantasta, nie mógł sobie darować przyprawienia swej fascynującej opowieści diabolicznymi akcentami o OD, za co organizacja odwdzięczyła mu się wciągając Kościół w żywiołową nagonkę na książkę i jej demaskację, czyli darmową reklamą. Powieść ta przysporzyła wiele kłopotów OD, ale z drugiej strony, jak sami podają, także nową falę „powołań”. Sądzę, że przynajmniej część z tych „powołań” opiera się właśnie na fałszywym obrazie OD formowanym w jakiejś mierze na czarnej legendzie. Taki problem bywa też obecny w masonerii, kiedy przychodzą tutaj ludzie kierujący się nie tym, co sami masoni mówią o masonerii, lecz tym, co mówią o niej czarne legendy i teorie spiskowe. Tak więc tego rodzaju fala „powołań” w OD pewnie przyniesie Dziełu falę pośrednich problemów z Kodem Browna.

Jak rzekłem, często organizacja jest jakąś nicią wiązana z masonerią, bywa określana mianem „kościelnej masonerii” lub „białej masonerii”. Niektórzy wyznawcy takiej klasyfikacji uważają, że OD musi być jakoś połączona, przynajmniej personalnie, z masonerią, inni z kolei twierdzą, że OD powstało jako kościelna reakcja na masonerię i działa jako jej przeciwieństwo. Osobiście uważam, że pierwsza teza jest jawnie nieprawdziwa, jest też klasyczną „teorią spiskową”, gdyż przeczy zdrowemu rozsądkowi; druga teza jest raczej nieprawdziwa, choć przecież nie można wykluczyć, że w pewnych okolicznościach czy sferach może dochodzić do, powiedzmy eufemistycznie, konkurencji masonerii i OD.

Naturalnie, przed wszelkimi związkami masonerii i OD bronią się z jednej stronie wolnomularze, a z drugiej członkowie OD. W artykule opublikowanym w „Wolnomularzu Polskim”, Mirosława Dołęgowska-Wysocka protestuje przeciwko pewnym sformułowaniom autorów artykułu opublikowanego w „Trybunie” pt. Czarna pajęczyna, gdzie doszukuje się podobieństw między OD i masonerią. Autorka wskazuje tam na szereg fundamentalnych różnic między istotą i organizacją OD i masonerii, które na ogół umykają tym, którzy piszą o „katolickiej masonerii”.

Różnice

1. Otóż, w zakresie różnić pomiędzy masonerią a OD słusznie wskazuje się, że OD jest skrajnie scentralizowana, a masoneria jest zdecentralizowana. Jak podkreślał mason Bronisław Trentowski: „Podstawą ‘wolnomularstwa’ i główną jego siłą jest decentralizacja, która obejmuje cały świat i zapewnia każdej loży samorząd”. Polskie obediencje wolnomularskie są niezawisłe i niepodporządkowane organizacyjnie żadnej zagranicznej władzy. Natomiast w OD struktura władzy układa się w piramidkę z wierzchołkiem w Rzymie.

2. Nieprawdą jest nie tylko to, że OD i masoneria to organizacje tajne, jak pisała „Trybuna”, ale i twierdzenie, że OD jest stowarzyszeniem. Centralizacja i brak samorządu są sprzeczne z ideą stowarzyszenia. OD początkowo był instytutem świeckim, a następnie prałaturą personalną. Instytut świecki to jedna z kościelnych form życia konsekrowanego (uświęconego, związanego ze ślubami), coś pośredniego między zakonem a życiem świeckim. Ta forma organizacyjna została wprowadzona w Kościele przez Piusa XII w 1947 r. W instytucie świeckim często skupia się członków związanych celibatem, lecz inaczej niż zwykli zakonnicy nie odchodzą oni od zwykłego życia świeckiego i zawodowego. Ich tzw. formacja duchowa, intensywnością zbliżona do zakonnej, ma być następnie bezpośrednio wcielana w życiu społecznym i zawodowym. Jest to forma życia kościelnego w której formacja quasizakonna ma bezpośrednio oddziaływać na struktury społeczne, niejako „od wewnątrz”. Na Soborze Watykańskim II wprowadzono kolejną formę organizacyjną Kościoła – prałatury personalne. I obecnie taki właśnie status posiada OD. Zmiana formy oznaczała przede wszystkim uniezależnienie się od lokalnych władz kościelnych i zwiększenie organizacyjnego prestiżu OD, gdyż jest to swoista forma arcybiskupstwa. Co do istoty jednak, OD wciąż zachowuje charakter instytutu świeckiego (podkreślam jeszcze raz: nie formalnie, gdyż po zmianie statusu nie podlega już papieskiej Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, lecz Kongregacji Biskupów). Jest to więc prałatura personalna zbliżona do instytutu świeckiego, która de facto kreuje „Kościół w Kościele”. Zupełny ewenement w Kościele.

Różnice organizacyjne mają charakter drugorzędny, kluczowe natomiast znaczenie mają różnice ideowe i konstytucyjne, które są zupełnie pomijane przez dziennikarzy piszących o masonerii, którzy bardzo często utożsamiają masonerię z jakąś karykaturalnie pojmowaną tajnością, a nie z tym, co stanowi esencję masonerii. Redukowanie masonerii do pewnych jej form postrzeganych zresztą w krzywym zwierciadle, to takie nadużycie, jakby dziś zredukować demokrację do demokracji proceduralnej.

3. Masońskie praktyki przewidują afirmację człowieka i wydobycie form czysto humanistycznych na wierzch, a nie ich kiełznanie, poniżanie i umartwianie pod hasłem „walki z namiętnościami”. Tytułowe zestawienie fartuszka i włosiennicy wiele nam już na ten temat mówi. Są to elementy zakładane na siebie, posiadające znaczenie rytualne. Dla masona to fartuch – symbol pracy, i białe rękawiczki – symbol czystości i prawości. Dla członka OD takim strojem jest włosiennica – służąca do gnębienia grzesznego ciała. Masoni nie umartwiają się dla chwały Wielkiego Architekta tudzież profitów osobistych, gdyż preferują bardziej harmonijne i mniej drastyczne środki służące doskonaleniu własnej osoby. Humanistyczny profil tego doskonalenia wyklucza jakiekolwiek elementy sadomasochistyczne.

5. Masoneria nie jest religią, ani quasireligią, nie ma własnej teologii, przekonań religijnych, doktryny filozoficznej i religijnej. OD jest związane z ortodoksyjnie pojmowaną jedną tradycją religijną.

6. Masoneria to nurt progresywny. OD jest ultrakonserwatywne. Masoneria głosi konieczność i realizuje poprawianie i udoskonalanie stosunków społecznych, chce jednoczyć i zbliżać ludzi w ich różnorodności. OD zakłada takie doskonalenie społeczeństwa, które sprowadza się do podporządkowania ludzi jednej ideologii – jest to model jedności poprzez stopienie różnorodności, uniformizację.

7. Masoneria jest humanistyczna i homocentryczna, natomiast OD głosi teocentryzm.

8. Trud formacji OD tak się ma do masońskiego ciosania kamienia, jak trud układania puzzli do trudu pracy rzeźbiarza. Doskonalenie się i podążanie w kierunku światła w masonerii, zwłaszcza od stopnia mistrzowskiego, tak się ma do opieki i przewodnictwa duchowego realizowanego w ramach OD, jak wyprawa rowerowa do przejażdżki rowerem na bagażniku, gdzie liczy się przede wszystkim to, aby się nie wiercić. Generalnie w kształtowaniu jednostki w ramach masonerii nie ma miejsca na prowadzenie za rączkę, dłużej niż przez chwilę, natomiast w OD stale i intensywnie podkreśla się walory dziecięctwa duchowego. Wizja doskonalenia człowieka jest w OD wyreżyserowana po najdrobniejsze szczegóły. Inaczej jest w masonerii, gdzie chodzi nie tyle o to, aby do czegoś się dostosować, lecz aby coś w sobie odkryć.

9. Masoneria preferuje osoby intelektualnie i psychicznie dojrzałe, zależy jej bowiem na przyjmowaniu takich jednostek, które członkostwo w stowarzyszeniu wolnomularskim nie traktują jako eksperymentu, lecz coś, co naturalnie wynika z ich dojrzałości i osobowości. Z kolei OD preferuje ludzi maksymalnie plastycznych, często młodych lub przeżywających rozterki psychiczne. Na marginesie zauważyć można, że średnia wieku członków OD jest znacznie niższa niż masonów. Jest to sytuacja, która wymaga znacznie pogłębionej refleksji…

Fundamentalne różnice między OD a masonerią można by jeszcze mnożyć, ale warto powiedzieć także o podobieństwach.

Podobieństwa

1. Podobnie jak organizacje masońskie, OD ma charakter zamknięty. Nie jest to organizacja dla każdego chętnego, nie można po prostu przyjść i się zapisać. Proces rekrutacji jest dość skomplikowany i długi. Nie traktuje się tego jako zgody na realizację celów OD czy wyniku zainteresowania, lecz jako wyraz „powołania”. Z drugiej jednak strony w stosunku do ludzi, których OD ocenia jako potencjalnie bardzo wartościowych dla organizacji, podejmowane są wyrafinowane środki mające na celu włączenie do Dzieła Bożego. Dzieło zasadniczo nie przyjmuje na podstawie aplikacji, lecz wyłącznie poprzez zaproszenie, naturalnie głównie poprzez znajomych.

2. Podobnie, jak masoneria, OD zakłada miękki model rozszerzania w społeczeństwie swych idei. Jest to model opierający się na praktyce, przykładzie, perswazji, odżegnujący się od metod inwazyjnych, indoktrynacyjnych i agresywnych. Te ostatnie sprawiają wrażenie zewnętrznych, narzucanych, te pierwsze mają się rozszerzać jakby od środka i dyskretnie.

Tutaj dochodzimy do znaczenia dyskrecji. Dyskrecja posiada swe głębokie uzasadnienie metodologiczne, mówiąc inaczej: w pewnych warunkach bywa po prostu niebywale skuteczna. Bywa także kontrowersyjna, bywa podatna na nadużycia, ale jest skuteczna. Zespołowa troska powinna tylko nadać jej właściwe ukierunkowanie. Najbardziej nieocenionym środkiem dyskrecja jest zwłaszcza w warunkach zewnętrznie niesprzyjających.

Większość masonów wolałaby pewnie zatrzeć wszelkie podobieństwa między wolnomularstwem a OD. Podkreślając pryncypialne różnice nie powinniśmy jednak uciekać od ukazania pewnych charakterystycznych podobieństw w pewnych aspektach (zwłaszcza w wymiarze społecznym). Osobiście sądzę, że Escriva znał zalety masonerii i był pod wrażeniem jej skuteczności. Sądzę, że dla Kościoła chciał przyswoić pewne formalne przejawy masonerii i pewne jej właściwości metodologiczne, wierząc, że będą one nie tylko płodne, ale i wręcz nieodzowne w trudnych dla Kościoła czasach. Przecież od XVIII w. To nie Kościół nadawał ideowy ton Europie.

Czy tworząc w ramach Kościoła organizację dyskretną, koncentrującą się na elitach, postrzegał to jako równowagę dla wpływów i oddziaływania masonerii, czy to miała być odpowiedź na masonerię i swoista konkurencja dla niej, jak się często słyszy? Być może, ale trafniejszy wydaje mi się wniosek, że patrzył on bardziej ogólnie. OD jest po prostu trafną odpowiedzią na wszelkie trudne warunki dla Kościoła. Jest skuteczne tam, gdzie tradycyjne środki Kościoła zawodzą. Postawienie na OD przez Jana Pawła II z punktu widzenia Kościoła było moim zdaniem decyzją właściwą strategicznie.

Z drugiej strony nie chciałbym przecenić wpływów OD, aby nie ulec tendencji do demonizowania tej organizacji wśród tych, którzy nie mają powodów jej kochać. Jeśli chodzi o Europę, OD posiada spore wpływy w kilku bardziej katolickich krajach, ale nie sądzę, aby w na kontynencie europejskim Dzieło Boże miał świetlaną przyszłość. Absolutnie nic nie wskazuje, że tendencja laicyzacyjna i dechrystianizacyjna Europy może zostać powstrzymana. Nieco inaczej przedstawiają się perspektywy OD w sferze kościelnej – tutaj może ono odgrywać rosnącą rolę, gdyż klimat sprzyja Dziełu. Równie atrakcyjnym polem penetracji Dzieła jest Polska – kraj katolicki niedotknięty w większym zakresie bakcylem posoborowym, którzy przecież także stanie oko w oko z tendencjami laicyzacyjnymi.

Podsumowanie

Nie powinniśmy postrzegać OD jako konkurencji w ścisłym tego słowa sensie. Wolnomularstwo to droga dla ludzi o zupełnie odmiennej konstytucji psycho-intelektualnej, o zupełnie innej mentalności niż ci, którzy są klientelą OD. Z pewnością natomiast gorąco życzylibyśmy sobie, aby to nasza wizja, czy może trafniej – nasz duch, przenikał życie społeczne, a nie duch OD. Duch masoński i duch OD nijak nie dadzą się ze sobą pogodzić. Nie może być oczywiście mowy o jakimś konfrontacyjnym czy destrukcyjnym nastawieniu masonów do OD. Mason buduje a nie niszczy. Nasze podejście do życia, społeczeństwa i problemów powinno być więc nade wszystko konstruktywne i twórcze, tak jak to ładnie, w stricte masońskim duchu i symbolice, wyraził Padre Escriva w Drodze:

„Krytykować, niszczyć – nie jest trudno. Byle czeladnik murarski potrafi uszkodzić szlachetny kamień pięknej katedry. Budować – oto zadanie, które wymaga mistrzowskiej ręki”.

*

Deska przedstawiona w loży “Wolność Przywrócona” na Wschodzie Warszawy w dn. 11 października 6005 R.P.Ś