Szubrawcy a masoni

kodeksszubrawcow2
Towarzystwo Szubrawców było to stowarzyszenie moralne zorganizowane na podobieństwo masonerii, działające w latach 1817-1822 w Wilnie, a następnie 1899-1914. Celem Towarzystwa była walka z obskurantyzm, ciemnotą, bezmyślnym naśladowaniem mody i próżniactwem szlachty, jej stosunkiem do chłopstwa. Towarzystwo publikowało satyryczne artykuły w „Wiadomościach Brukowych” i „Tygodniku Wileńskim”, odwołując się w swojej publicystyce do antyklerykalnych tradycji okresu oświecenia.

Członkami Towarzystwa byli m.in. Kazimierz Kontrym, Jakub Szymkiewicz, Michał Józef Römer, Jędrzej Śniadecki, Ignacy Chodźko, Jan Chodźko, Tomasz Zan, Stanisław Worcell, Antoni Gorecki, Ignacy Fonberg, Józef Sękowski, Jan Bogusław Rychter, Michał Baliński, Leon Borowski, Filip Golański. Wszyscy posługiwali się pseudonimami zaczerpniętymi z mitologii litewskiej. Większość z nich należała do lóż masońskich.

Po kilku latach istnienia musieli zaprzestać działania wskutek represji policyjnych.

W 1899 r. inny wybitny wolnomularz wileński, Tadeusz Wróblewski, reaktywował w Wilnie Towarzystwo Szubrawców (Neoszubrawcy), które spotykało się w “Gospodzie pod Rekarzem”, czyli w mieszkaniu Wróblewskiego. Organizacja została rozwiązana w 1914 r.

Poniżej fragment książki prof. Józefa Bielińskiego Szubrawcy w Wilnie (1817-1822): zarys historyczny (1910), ukazujący jej odniesienia do wolnomularstwa ówczesnego.

*

Było to w r. 1816. Na ulicach Wilna pojawiło się pisemko, raczej świstek, który zaciekawił niezmiernie publiczność. Sam tytuł „Wiadomości Brukowe” był niezwykły; niezwykłą była i treść: codzienne wydarzenia, na które tysiące osób patrzyły — zostały ujęte w zręczną, żartobliwą formę po literacku opracowaną; — one to zachwyciły publiczność i niezmiernie zaciekawiły, wywołując różne domysły kto mógł być autorem, albowiem pod artykułami podpisu nie było. Gdy świstek ten kilkakrotnie się ukazał, a za każdym razem z niesłabnącym interesem był rozchwytywany i wywoływał nadzwyczajną chęć do czytania, wśród tych nawet: „którzy przedtem zaczynając od rannej młodości, żadnej nigdy dla rozrywki, lub oświecenia nie czytali książki”; — wówczas inicjatorowie tego sensacyjnego wydawnictwa, z lekka uchylili przyłbicę. Było to grono ludzi wesołych i dowcipnych, różnego wieku i stanu, stojących na czele ówczesnej inteligencji, pełnych, prócz dowcipu, zalet towarzyskich i obywatelskich. Ci, zupełnie przypadkowo, bez żadnego planu, a głównie dla własnej zabawy — podawali kilka żartobliwych uwag nad teatrem, nad modnym wówczas mesmeryzmem i to stanowiło treść kilku pierwszych numerów „Wiadomości Brukowych”. Byli zręcznymi obserwatorami z nawyknienia; gdy zauważyli, że pisemko ich takie dodatnie wrażenie sprawiło i rozwinęło czytelnictwo, postanowili przedsięwzięcie swe, dorywcze i bezprogramowe, ująć w pewne formy i uczynić je pożytecznym dla ogółu.

Zaczęli się więc zbierać na „literackie posiedzenia” z dobrym rezultatem i pierwszym skutkiem tych poufnych narad było pociągnięcie do pracy społecznej większej liczby towarzyszów miejscowych i korespondentów z różnych stron; po wtóre, postanowiono, aby pisemko „Wiadomości Brukowe” wychodziło periodycznie i stale, jako pisemko tygodniowe: na koniec, zdecydowano ułożyć dla siebie pewne przepisy postępowania rodzaj statutu, przy tym nazwali się Szubrawcami, co miało według nich oznaczać: ludzi skromnych i ubogich pod względem uzdolnienia literackiego i zasług społecznych. Ten statut, czyli kodeks, żartobliwie ułożony, przepisywał różne obrzędy. Naczelne miejsce zajęła łopata, na której, podług gminnej wieści, można latać ponad ziemią, zaglądając wszędzie, a więc i tam, gdzie okiem zwykłego śmiertelnika nic dojrzeć nie można; ta łopata, według wyjaśnień Szubrawców, miała oznaczać powagę i być równocześnie symbolem rozmyślania. Dzbanek wody zdrojowej na stole prezydialnym w czasie posiedzenia, był oznaką wstrzemięźliwości. Na tych posiedzeniach rozprawiano o tym wszystkim, co bezpośrednio tyczyło się społeczeństwa: więc dobrych i złych stron jego życia; wskazywano środki, jakie należałoby przedsiębrać przeciwko tym, którzy tamują prawidłowy rozwój organizmu narodowego, a których „prawa (obowiązujące) dosięgnąć nie mogą” (…)

Wolnomularze litewscy z wielu względów bardzo nas interesują, a przede wszystkim ze względu na bliskie pokrewieństwo z szubrawcami, dlatego kilka chociaż słów jesteśmy zniewoleni im poświęcić.

Nie zagłębiając się w szerokie wywody kiedy i gdzie zawiązały się stowarzyszenia wolnomularskie, zatrzymamy się na tym pewniku, że od chwili powstania Wielkiego Wschodu Narodowego Polskiego za sprawą Ignacego Potockiego — wszystkie loże Korony i Litwy zjednoczyły się 26 lutego 1784 r. i odtąd loże litewskie, ewentualnie wileńskie, rozwijały się pod naczelnym kierunkiem wielkiego mistrza, aż do upadku Rzeczypospolitej. Ukazem cesarza Pawła masonia została skasowaną wszędzie, a zatem i na Litwie w r. 1797. Z pozostałych szczątków owych lożowo-wolnomularskich wytworzyła się w Wilnie „assocjacja” polityczna tajna, jako oddział „konfederacji narodu polskiego”, zawiązanej w Krakowie w styczniu 1796 r. Ta ostatnia organizacja wzięła znów początek z deputacji paryskiej, sformowanej przez Jakobinów polskich. Gdy się formowały te oddziały, wiedział o nich dobrze rząd pruski, z pewnych względów tolerował je i pozwalał na ich rozwój. Dla należytej informacji, śledził każdy ich krok za pośrednictwem członków, będących równocześnie na usługach rządu.

Od rządu pruskiego dowiedział się Repnin o asocjacji wileńskiej i członków jej Jana Nartowskiego, ks. Michała Dłuskiego, ks. Ciecierskiego i innych osadził najpierw u Bazylianów w Wilnie, później wysłał do Petersburga, gdzie skazani na knut i Sybir. Cała ta sprawa nie dość jest wyjaśnioną. Niedobitki masonów na Litwie przycichli przez cały czas panowania Pawła, a nawet w pierwszych latach panowania Aleksandra, chociaż młody monarcha sprzyjał masonii otwarcie i odwołał dekret banicyjny swego ojca.

Gdy niebezpieczeństwo minęło, loże wileńskie rozpoczęły posiedzenia, lecz wskutek wypadków wojennych 1812, wszystkie posiedzenia zostały zawieszone z obawy nienarażania się rządowi, czy też z braku inicjatywy — dość na tym, że przez całe trzy lata nieczynne były. Dopiero z wiosną 1816 roku: Norwid, Sobieski, Hoffmann i Chodźko, przybywszy do Wilna, porozumieli się ze starym masonem, prałatem Dłuskim i skłonili wileńskich braci najpierw do otwarcia dawnej loży „Gorliwy Litwin”, a następnie lóż innych, jak „Dobry Pasterz”, „Szkoła Sokratesa”. Odkryła też swe prace dawna loża prowincjonalna „Doskonała Jedność”. Pierwszym mistrzem wskrzeszonej loży „Gorliwy Litwin” był biskup Puzyna, a I dozorcą archidiakon Dłuski. Niebawem cała prawie kapituła i grono profesorów i urzędników wileńskiego uniwersytetu, znalazło się na „Obrazach” lożowych, które ks. Załęski ogłosił i dał nam możność sprawdzenia, kto z wydatnych mężów wileńskich pracował w tych lożach i jakie zajmował stanowisko w hierarchii masońskiej.

Po kongresie wiedeńskim w różnych dzielnicach Polski powstały różne loże, lub też dawniej istniejące, jak w Księstwie Warszawskim, przystąpiły do organizacji i reorganizacji na nowych już zasadach. Jak niegdyś chwałą Napoleona, tak teraz cesarza Aleksandra brzmiały loże, mowy mistrzów i mówców, deski rysunkowe wielkiego warsztatu i w. Wschodu. Ten kult do Aleksandra był szczery, przestrajał powoli loże z natury kosmopolityczne w narodowo-patriotyczne towarzystwo. Wdzięczność za to, co się z rąk Aleksandra otrzymało, wzbudzała nadzieję, że się od niego otrzyma wszystko: Polskę od morza do morza; radość z wolności, jaką się cieszyła jedna cząstka Polski, zamieniła się wkrótce w gorące pragnienie uzyskania tej wolności dla Polski całej. A gdy się przekonano, że to wskrzeszenie w drodze legalnej uskutecznić się nie da; przy tym, gdy przybyły powody nieukontentowania z samowoli w. Księcia, z zaprowadzenia cenzury i wybryków tajnej policji — przemyśliwano, aby gdzieindziej szukać lekarstwa na te dolegliwości; znaleziono je w konspiracji.

Ukonstytuowano w Warszawie dnia 4 maja 1816 r. Nowy Wschód z kierunkiem centralistycznym. Zaczęły się mnożyć loże w różnych miejscowościach w Królestwie, na Litwie i Rusi, zawsze pod egidą Wielkiej Kapituły. Erekcja wileńskiej kapituły nastąpiła z wiosną 1817 r., która przede wszystkim dawniejszych masonów jak prof. Mianowskiego, Szymkiewicza, prof. Rustema, biskupa Puzynę, Kontryma i innych, posunęła na wyższe stopnie, a Jakuba Libelta mianowała prezesem Kapituły niższej, czyli szkockiej — była to „Doskonała Jedność”. Ta loża była wskrzeszona kilka miesięcy przedtem, w r. 1816.

Wielki Warsztat zatwierdził d. 18 stycznia 1817 r., przywiedzione wyżej zmiany w loży „Doskonała Jedność”, a we wrześniu t.r. loża ta otrzymała ustawy ogólne W. Wschodu i instrukcje dla lóż prowincjonalnych; otrzymała także zawiadomienie o dokonanym rozdziale władzy dogmatycznej przy kapitułach i politycznej przy lożach prowincjonalnych i W. Wschodu.

Litewska masonia liczyła w r. 1818 lóż 10 w pełnej akcji, braci 700. Duchowieństwo występuje przeciw niej na ambonie, prałat Dłuski broni jej listem „Rabina z Lizbony do rabina w Brześciu”, w którym Jezusa Chrystusa mieni być masonem reformatorem. To wystąpienie Dłuskiego oburzyło wielu, ale zakaz rządowy zamknął usta kaznodziejom.

Mimo widocznej opieki rządowej, między masonami powstały rozterki, niezgody, które w niemałej części sprowadziły najpierw rozłam, a następnie upadek. Przyczyn zebrało się wiele, a początek rozterki datuje się od chwili, gdy przystąpiono do rewizji ustawy z r. 1784, obowiązującej dla wszystkich lóż, rozsiadłych w dawnych granicach Polski. Według tej ustawy zarząd zewnętrzny zakonu należał do W. Wschodu, a względnie do W. Warsztatu; władza zaś dogmatyczna do Kapituły Wielkiej. Tymczasem podczas zaburzeń wojennych 1812-1814 r. Kapituła Wielka wykonywała także administracyjny zarząd, którego, po przywróceniu normalnych stosunków w 1815 r., z rąk wypuścić nie miała ochoty; reprezentanci lóż kapitulnych zasiadali na W. Wschodzie zarówno z deputatami lóż symbolicznych z równymi prawami jak tamci i zabierali głos także w prawodawstwie. Było to nadużycie niebezpieczne, bo przy coraz większej liczbie kapituł, zarząd zakonu mógłby przejść zupełnie w ich ręce, co się wyraźnie sprzeciwiało duchowi zakonu. Komisja więc prawodawcza zredagowała „Ustawę związkową” w ten sposób, że o kapitułach ani wzmianki nie ma, a pełnomocnikom kapituł na W. Wschodzie przyznany tylko głos doradczy. To się znów nie podobało W. Wschodowi, dlatego rozkazał zredagować nową ustawę, według której przyznano Kapitułom nie tylko władzę dogmatyczno-mistyczną, ale i prawodawczą.

*

Niezależnie od tych legalnych usiłowań reformy, próbowano zreformować masonie gdzie indziej, nierównie radykalnie. Nas przede wszystkim interesuje Wilno, dlatego tylko o masonach litewskich, dążących do reformy, niżej mówić będziemy.

W lożach „Dobry Pasterz” i „Doskonała Jedność” pracowali: Groddeck, Żukowski, Strumiłło, Libelt, Wagner, Doboszyński, Malewski i w. innych; w loży „Gorliwy Litwin”: Mikołaj Mianowski, Rustem, Jakub Szymkiewicz, Kontrym i wielu innych. Szanowni i zasłużeni skądinąd ci ludzie pojmowali masonie jako instytucję „oświecenia i dobroczynności” i ze spokojnym sumieniem sprawowali funkcje kapłańskie (widzieliśmy, że nieomal cała kapituła wileńska z biskupem Puzyną na czele, do lóż należała) i praktyki religijne, tak dalece, że za zmarłych braci odprawiali żałobne nabożeństwo w kościele ks. Augustianów (Seminarium główne uniwersyteckie), na które mistrz loży Michał Romer okólną „deską rysunkową” wszystkich braci zapraszał. Takim masonem dobrej wiary był lekarz Jakub Szymkiewicz, zaszczycony stopniem IV kawalera Wschodu, miłośnik kielicha, dlatego autor najlepszej rozprawy „o pijaństwie”, współtwórca Towarzystwa Szubrawców i współredaktor „Wiadomości Brukowych”. Cel masonii wydał mu się zacny i wzniosły, ale organizacja jej przestarzałą i szkodliwą.

Na sesji loży uczniowskiej „Gorliwego Litwina” d. 16 marca 1818 r. wystąpił z projektem reformy mniej więcej tej treści: Na Litwie istnieje 10 lóż, braci 700, z tych 350 mistrzów, którzy wyekspensowali dotąd na zakon swój wolnomularski najmniej 50.000 rubli srebrnych, które na podniesienie rolnictwa bardzo by się przydały — tymczasem po nich śladu nie ma. Nie widać też rzeczywistego duchowego owocu z robót lożowych; jest to więc stowarzyszenie zanadto kosztowne, a pożytku mało lub wcale nie przynoszące. Wielka jest ofiara, wielkie poświęcenie, wzniosły cel i cnoty masona, ale przeszkadza temu rytuał, stopnie i przysięga, a nade wszystko tajemniczość niedorzeczna; reforma więc potrzebna. Następnie złożył Szymkiewicz projekt reformy w kilku paragrafach zawarty. Powstało niemałe zamieszanie wśród zgromadzonych, szczególnie wówczas, gdy za Szymkiewiczem oświadczyło się siedemnaście głosów z mistrzem kapituły profesorem Mianowskim na czele. Uratował położenie namiestnik Dłuski, który nie dopuścił do dyskusji, zawiesił posiedzenie i dał znać do Warszawy.

Gdy delegat W. Wschodu (Ludwik Plater) przybył dla rozpatrzenia się i zażegnania rozłamu, reformiści w liczbie 17 nie chcieli recesu podpisać — więc wykreśleni zostali. Dlatego to w „Obrazie” na rok 1819, 1820 i 1821 nie znajdujemy głośnych profesorów wileńskich.

Ignacy Chodźko, opisując masonerię na Litwie, zanotował i tę głośną sprawę, ale podaje za inicjatora reformy nie Szymkiewicza, lecz Kontryma. Większej doniosłości była reforma masonii w duchu konspiracyjno-patriotycznym. Pierwsze ślady spotykamy już w r. 1814 między wojskowymi; w następnych latach więcej nierównie było powodów do niezadowolenia; zorganizowało się nie jedno towarzystwo tajne — a o wszystkich pisze Askenazy w monografii „Łukasiński”. Ponieważ jest to ostatnie kompetentne słowo, przeto odsyłamy czytelnika do tej książki, a sami udajemy się, na Litwę, nazajutrz po rozłamie w loży „Gorliwy Litwin”.

Ci, którym nie podobały się tajemniczość, rytuały, stopnie, przysięgi — żywiej zakrzątnęli się około Towarzystwa Szubrawców, od roku już wegetującego; około „Towarzystwa wspierania niedostatnich uczniów”, „Towarzystwa Typograficznego”— powstałych właśnie w czasie owego rozdwojenia w loży „Gorliwy Litwin”. Praktyczni, chcieli za swe pieniądze mieć coś donioślejszego, przynoszącego więcej pożytku ubogim, aniżeli platoniczne westchnienia do Wielkiego budowniczego, i symboliczne, obrzędowe posiedzenia.

Między masonami w loży prowincjonalnej „Doskonała Jedność” spotykamy Tomasza Zana, inicjatora i założyciela związków tajnych między młodzieżą uniwersytecką.

W innym miejscu opisując te związki, zaznaczyliśmy, że pod względem organizacji były zbliżone do masonii, lecz że nie były masońskimi. Nie zostały przede wszystkim założone wskutek uchwały lożowej, ani nie podlegały jurysdykcji Wschodu lub innej loży; całe podobieństwo polegało na pewnej identyczności statutu. Coś podobnego zauważyliśmy rozpatrując się w urządzeniach Szubrawców, o tym niebawem mówić będziemy.

W tym samym czasie, gdy w Warszawie nie mógł się W. Wschód ostatecznie załatwić z nową konstytucją, gdyż stanowczy znalazł odpór wśród deputatów przybyłych w tym celu — Metternich przekonywał cesarza Aleksandra w Lublanie o szkodliwym wpływie Masonów na sprawy państwowe i przekonał go tak skutecznie, że ukazem sierpniowym 1821 roku wszystkie loże masońskie w Cesarstwie i Królestwie zostały zamknięte, a znajdujący się w służbie publicznej zobowiązani byli do składania deklaracji, że nie należą i na przyszłość należeć nie będą do lóż masońskich i w ogóle do żadnych związków tajnych.

Na Litwie ogłosił generał-gubernator Korsaków ukaz cesarski we wrześniu, a wszystkie loże zostały zamknięte w październiku 1821 roku. Fundusze, jakimi rozporządzały, przelane zostały do Towarzystwa dobroczynności, a archiwa znalazły przytułek w archiwum gubernialnym wileńskim. Nie tak się działo w Warszawie. Wielki mistrz Różniecki wespół z Nowosilcowem fundusze rozkradli, a archiwum rozproszyło się między prywatne osoby, lub też uległo zniszczeniu.

ORGANIZACJI TOWARZYSTWA. — KODEKS SZUBRAWSKI

Organizacja Towarzystwa wzorowana była na organizacji loży masońskiej, łatwo to sprawdzić, porównawszy urządzenie, hierarchie, obrzędy. W szczegóły wdawać się nie możemy dla braku miejsca, lecz w kilku słowach wykażemy podobieństwa i różnice.

Co do loży. Loża obitą jest (kolor zależał od stopnia loży, np. loża w. mistrza była obita czarno, inne loże I-o i II-go stopnia jak ta, którą opisujemy, była niebieską) niebiesko, równie jak tron, ozdoby jego złote. Ołtarz, do którego wschody przykryte kobiercem niebieskim, na ołtarzu trzy świece w trójkąt od trzech części świata, wyjąwszy północy; kompas, księga ewangelii i trzy drewniane młotki. Po prawej stronie tronu, słońce, po lewej księżyc, trzy miejsca na prawo poniżej tronu, stół przykryty niebieskim suknem, na nim ustawy i księga budownicza leży, dwie kolumny spiżowego koloru ustawione, jedna na południe, druga na północ; na południowej duże B, na północnej duże J. Kolumny te mają podstawy i kapitele ozdobione jabłkami granatkami.

Przy każdej kolumnie taboret dla dwóch dozorców, trzy wielkie światła, ustawione na środku loży w trójkąt, jak na ołtarzu, pomiędzy niemi ołtarz. Wchodzi się po trzy kroki naprzód, stawiając nogę prawą naprzód, lewą za nią, na kształt węgielnicy.

Symboliczne znaczenie niektórych szczegółów umeblowania loży. Słońce. Oświecone niech będą czynności nasze, mówi Mason, wystawione na światło dzienne dla wszystkich braci cnotliwych.

Księżyc. Oświeceni niech będą mistrzowie, którzy dają dowody gorliwości dla wolnomularstwa.

Trójkąt i kompas. To droga cnoty masona: roztropność i stałość.

Troje drzwi przedstawiają troje drzwi i okien w Świątyni Salomona.

Kolumna południowa, mądrość, przy niej czeladnicy odbierają zapłatę.

Kolumna północna, cnota, przy której uczniowie odbierają zapłatę.

Równowaga. Oznacza również masonów.

Młotek i dłuto przypomina, że powinniśmy być dotknięci niedolą braci.

Kielnia służy do zakrywania i zrównania chropowatości błędów braci. (Ten opis loży, jak również wszystkie szczegóły, podane o masonach, wzięte są z dzieła Załęskiego. Do pierwszego wydania dołączone są ważne tablice z rysunkami umeblowania loży i symbolicznych znaków masońskich.)

Co do Izby schadzek Szubrawców, według ich opisu. Przed mównicą stół po staropolsku dywanem przykryty. Na stole gąsior wody z napisem: aqua fontis, szklanka, dzwonek, oraz książki geografii, historii i karty. Drzwi prowadzące do Izby mają na wpół odsłonięte zasłonki, jako znak, że nie każdemu wolno wchodzić do grona. Na boku półki z książkami, zawierającymi skład powszedniej strawy szubrawskiej. Nad głównym widokiem w powietrzu unoszący się geniusz w postaci niewiasty z trąbą i pochodnią. Na głowie ma czapkę kroju narodowego; nad głową mały płomyk oznacza naturę geniusza. Z boków wysunięta łopata i pomiotło, szubrawskie machiny zdobyte na czarownicach, służące teraz do zbierania materiałów do „Wiadomości Brukowych”.

Na schadzkach strażnik porządkowy z pomocnikiem, piastujący te godła swych dostojności urzędowych, przypominają członkom grono schadzki składającym, szanowanie ozdób szubrawskich, którymi są powaga i milczenie, a do tego stosuje się godło na łopacie: tacere qui nescit, nescitloqui. Pod głównym widokiem są skały, na których z lewej strony wyrasta wawrzyn, cel nadziei szubrawskiej, a z drugiej strony buja paproć, roślina emblematyczna, której własności dawniej tajemnicze odkrył szlachcic z podróży łopatnej na Rosie Świętojańskiej pod Wilnem (o czym jest rzecz w „Brukowych Wiadomościach”). Niżej na skale stępa ruska, także zdobycz szlachcica na czarownicach latających do Kijowa, służy teraz na machiny podobne jak łopata i pomiotło. Obok stępy naczynie, zwane Hydria z napisem Sobrietas (trzeźwość, umiarkowanie w piciu), zdobyte, jak wieść niesie, przez starożytnych szubrawców w Capitolium. Przy Hydrii Latarnia Diogenesa w rozwalinach Aten niedawno przez jednego Rustykana znaleziona.

Te objaśnienia żywo przypominają „Wykaz Kobierca” nowoprzyjętemu bratu przez Mówcę. Podobieństwo co do symboliki wyraźne: dzban wody źródlanej, szklanka i kompletne podręczniki historii i geografii — oznaczały myśl przewodnią towarzystwa, które postanowiło trzeźwo i zimno przypatrywać się sprawom społeczeństwa i krzewić w nim nauki poważne. Pieczęć towarzystwa: Między dwoma gałązkami dębowymi złożone na krzyż łopata i miotła, a za nimi na środku stępa. Łopata przypomina wyraźnie młotek, symbol wolnomularzy, a zwyczaj odbywania posiedzeń z nakryciem na głowie (o czym niżej) i zdejmowania go przy końcu schadzki, lub w czasie żądania głosu — jest wyjęty z rytuałów masońskich. Co do uroczystego obrzędu przyjmowania nowych członków, obrzęd ten podajemy w streszczeniu, według rytuału masońskiego. Jeżeli ten obrzęd porównamy z podanym niżej obrzędem, opisanym w Kodeksie Szubrawskim, przekonamy się o jego wielkim podobieństwie do masońskiego. Przyjęcie u masonów nowego brata było bardzo skomplikowane. Wszystkie ryty, które czytaliśmy, były bardzo ostrożne i trudne. Przyjmowano tylko ludzi nieposzlakowanej opinii, majętnych, wykształconych i wolnych. Arystokracja rodowa i majątkowa była bardzo pożądana; stan wiejski i rzemieślniczy, wówczas nie był przyjmowany; dziś jest inaczej: we Francji i w innych państwach zakładają loże po wsiach i rekrutują swych członków także z klas pracujących. Kandydat zgłosić się winien do jednego z braci Masonów, ten, jeżeli dopatrzy w nim przymiotów masońskich zaleci go na najbliższej sesji loży (zaletnik szubrawski) mistrzowi katedralnemu i braciom do przyjęcia. Przez dwa tygodnie wszyscy bracia mają obowiązek starać się poznać kandydata, a gdy w nim nie odkryją nic niegodnego Masona, wtenczas mistrz katedralny wyznacza trzech braci śledzicieli, którzy przez cztery tygodnie śledzą bacznie postępki kandydata, dowiadują się pilnie o jego stosunkach familijnych i majątkowych, o jego przeszłości i zdają o tym pisemną relację warsztatowi, to jest urzędnikom loży. Jeżeli zdanie śledzicieli jest negatywne, wtenczas w ciągu dwóch tygodni rada urzędników sformułuje wniosek, który na najbliższej sesji loży większością głosów rozstrzygnięty zostanie. Jeżeli zdanie śledzicieli jest afirmatywne, wtenczas dwóch braci mistrzów „zaręczycieli” poręczyć musi za kandydata i bierze go w swą szczególniejszą opiekę, nazwisko kandydata zapisuje się w księdze budowniczej (protokóle) i następuje balotowanie, które się odbywa tym sposobem: Mistrz obrządków rozdaje najprzód wszystkim braciom po jednej gałce białej i czarnej i o wielości rozdanych gałek oznajmia loży. Następnie w środku świątyni stawia stolik i na nim puszkę, w którą składają decydujące gałki, a drugą puszkę na krześle, gdzie wrzucane są gałki nie decydujące. Mówca przywołuje braci po kolei, poczynając od najmłodszego i rozpoczyna się głosowanie. Przewielebny, to jest mistrz katedralny, zstępuje z tronu i również głosuje, a gdy powróci na miejsce, zapytuje się dozorców, czy wszyscy głosowali. Mistrz obrządków stawia na ołtarzu puszkę decydującą, z której przewielebny mając po jednej stronie mówcę, po drugiej mistrza obrzędów, liczy gałki i o rezultacie zawiadamia zebranych, protokół spisuje sekretarz. Przyjęcie imanimitate vocum, jednomyślnością. Jeżeli jedna tylko gałka czarna mistrz katedralny może ją zamienić na białą; jeżeli w ciągu tygodnia brat ten, który ją, dał powodów swego votum negatywnego piśmiennie nie wyjaśni, albo jeżeli rada urzędników dane powody uzna za nie dosyć ważne, wówczas sprawa pójść musi pod głosowanie loży. Taki sam proceder zachowuje się, gdy dane są dwie czarne gałki, tylko, że termin jest dwutygodniowy. Jeżeli czarnych gałek jest więcej jak dwie, a mniej jak większość, przyjęcie kandydata odkłada się na tyle lat, ile było więcej nad dwie czarnych gałek. Wreszcie, jeżeli większość była czarnych gałek kandydat raz na zawsze od przyjęcia do Masonów wykluczony, o czym donosi się W. Wschodowi, a ten wszystkim lożom.

Nowoprzyjęty ma dwa tygodnie czasu do rozpatrzenia się w ceremoniale, prawach i zwyczajach loży; bracia zaręczyciele będą mu w tym pomocni i dopiero, gdy poinformowawszy się o wszystkim, postanowi zostać Masonem, wykona przysięgę i podpisze ustawy. (…)

Jeszcze jedna analogia. Na podobieństwo Masonów, Szubrawcy dzielą się na trzy grupy, z których najniższą składali rustykanie drugiego rzędu, średnią rustykanie pierwszego rzędu, a najwyższą członkowie tak zwani Urbani. Pomiędzy ostatnimi rozróżniają trzy stopnie: dostojników, urzędników i członków zwykłych nie piastujących żadnego urzędu, niezaszczyconych żadnym tytułem. Mówiąc o urzędach szubrawskich, wykażemy tam podobieństwa i różnice z takimiż urzędami masońskimi. (…)

Na jednym z posiedzeń, które odtąd będziemy nazywać schadzkami, gdyż je tak Szubrawcy nazywali, mianowicie przed 18 czerwca 1817 roku, utworzył się Komitet pod prezydencją Kazimierza Strawińskiego, który się zajął ułożeniem Kodeksu Szubrawskiego. (…)

Kodeks Szubrawski składa się z XVI prawideł i dopełnienia o Rustykanach 1-o i 2-o rzędu.

Pierwsze prawidło poucza, że „Zamiarem towarzystwa jest, nie mając na celu żadnych szczególnych osób, naświetlać szpetność tych przywar i nałogów, które z natury swojej nie mogą być prawem powściąganymi, są jednak dla społeczności bardzo szkodliwe, a u nas od dawna pospolite, i co gorsza, że w powszechniejszym mniemaniu za występki i wady najczęściej nie są poczytywane. Z tego rodzaju są:

1. Używanie nałogowe mocnych napojów z utratą przytomności i zdrowia oraz przymuszanie do tego innych, i puszczanie się na pijaństwo bez względu na czas i miejsce, z zaniedbaniem najświętszych niekiedy obowiązków stanu i powołania i przy tym z ruiną majątku”.

Gdyby Szubrawcy za pośrednictwem swej prasy wyleczyli społeczeństwo polskie z tego brzydkiego nałogu, już by mieli trwałe zasługi — chociaż nie byli pionierami w walce z alkoholizmem. Po czasach Augustowskich, gdy szlachcic jadł, pił, popuszczając pasa i zapominał „o obowiązkach stanu i powołania”, wówczas stali goście „czwartkowych obiadów” energicznie ścigali tych rzekomych obywateli, sprzedających za wejrzenie pańskie i szklanicę wina swój głos poselski. Znane są satyry Krasickiego i Naruszewicza, które, wyznajmy to otwarcie, nie otrzeźwiły ani jednej pijanej głowy, chociaż z przyjemnością przez pijaków były czytywane; a jeżeli na tym punkcie spotykamy trzeźwiejsze pojęcia, już po zejściu ze sceny naszych satyryków, do wytrzeźwienia przyczyniły się wielkie, tragiczne wydarzenia polityczne, które pozbawiły ojczyzny owych, złych obywateli kraju.

W dalszym ciągu naszej relacji, gdy będzie mowa o działalności Szubrawców, niejednokrotnie będziemy mogli wykazać w jaki sposób Szubrawcy wojowali z pijaństwem.

2. „Gry w karty, czekino i bilard, z utratą czasu z odwyknieniem od wszelkiej pracy, z pogorszeniem i oszukaństwem bliźnich, z ruiną własnego zdrowia, a utratą wstydu i majątku”.

Gry hazardowne, pijaństwo i rozpusta tak się rozpanoszyły w Wilnie i w ogóle na Litwie w pierwszej ćwierci XIX wieku, iż stały się klęską narodową w całym znaczeniu tego słowa. Ta zgnilizna owładnęła i młodzieżą, a szczególniej uczęszczającą do Uniwersytetu. Szeroko rozpisuje się o tym Lelewel w listach do rodziny pisanych; wspominają o tym i inni, mniej głośni. Młodzież uniwersytetu innych poglądów i innego postępowania, sekundując Szubrawcom, wzięła się szczerze do pracy i wielkie zasługi położyła w tym względzie — przede wszystkim sama uniknęła niechybnej zguby, wielu ze skazanych na zagładę wyciągnęła z upadku i wykierować ich zdołała na dobrych obywateli kraju.

3. „Pieniactwo, na które chorują ci wszyscy, którzy lat kilkadziesiąt żyjąc ciągle zostają w procederach i sprawy niepokończone w spadkach przyjmują i zostawują. Do pieniaczów także należą, którzy dla punktu honoru, jak i sami niekiedy zeznają, prawują się o rzecz częstokroć małej dla siebie wagi, albo i w krzywdach istotnie wyrządzonych, nie przyjmując zadosyćuczynienia drogą pojednania i ugody, przez prawny proceder chcą tyle uzyskać, ażeby się koniecznie wszystko co do nitki nagrodziło z lichwą, a co skutkiem naturalnej niedoskonałości człowieka, następować nie może”. Pieniactwo jest wadą narodową, a na Litwie jeszcze spotęgowaną wskutek okoliczności, w jakich się ziemianie znajdowali przez dziesiątki lat, co do stosunków ekonomicznych. Wyżej była wzmianka, że jedyny dochód ziemianina to zboże, że to zboże skutkiem przeróżnych koniunktur politycznych zalegało w magazynach, gdyż kupca na niego nie było; że ziemianie wystawieni byli na różne nieprawne wydatki i ciężary, dzięki niesumienności i przedajności urzędników i generałów; że ziemianie płacili podatki nie asygnacjami, jak w całej Rosji, ale monetą brzęczącą — zamiast więc 26-30 kopiejek, to jest wartość rubla asygnacyjnego w całej Rosji, płacili 100 kop., czyli rubla srebrnego; że skutkiem tych wszystkich okoliczności, ziemianin nie mając czym opłacać procentu, nie mówiąc nic już o kapitale, oddawał swe majątki na eksdywizje; że ten proceder w wielu wypadkach doprowadził do ruiny wierzycieli, którzy spadali przy takich eksdywizjach; że eksdywizje urządzano niekiedy bardzo złośliwie, bo ziemianin zagrożony ruiną wystawił świadectwa wierzycieli nieistniejących, a rzeczywiście swych krewnych lub zaufanych ludzi — i tym sposobem, rujnując prawdziwych wierzycieli, ochraniał własną egzystencję. To wytworzyło taki zamęt, moralność publiczną tak oburzyło, że Szubrawcy, prawdziwie po obywatelsku myślący, postanowili położyć kres nadużyciom, ażeby uratować dobre imię i moralność publiczną.

4. „Próżne chlubienie się tytułami ojców, albo dalszych przodków, pokrewieństwem z domami znakomitszymi i majętniejszymi, oraz zabiegi sejmikowe, upędzanie się za urzędami bez chęci i usposobienia do wypełniania obowiązków, z lekceważeniem obywatelstwa, honoru i wykonanej przysięgi”.

Zwalczanie powyższych wad przechodziło możność Towarzystwa. Wady te nie były ani polskimi w ogólności, ani w szczególności litewskimi, są to wady powszechne, tak stare, nieomal jak stany i tak stałe, że i dziś są powszechne w Europie i walka przeciwko nim podjęta żadnych rezultatów nie przynosi.

5. „Fałszywe i na słuszne u obcych pośmiewisko, zasługujące mniemanie, jakoby urzędy, mianowicie cywilne, były udziałem prerogatywy stanu lub urodzenia, a nie zaś profesją, wymagającą pracowitego uprzednio usposobienia przez gruntowną i stosowną do każdego rodzaju powołania nauką”.

Szubrawcy zupełnie słusznie wymagali, aby urzędy nie były przywilejem stanu; w sąsiedztwie, w Księstwie Warszawskim, a następnie w Królestwie rzecz ta była już przesądzoną i zamienioną w prawo: że urzędy może zajmować tylko ta osoba, która wykaże odpowiednie kwalifikacje, ewentualnie zda przepisany egzamin; takim sposobem urodzenie nie grało żadnej roli. Były wprawdzie wyjątki, że mniej uzdolnieni, lecz „wysoko” urodzeni zajmowali nieodpowiednie miejsca w urzędzie, ale były to wyjątki rzadkie, a przy tym że społeczeństwo dawało wyraz swemu niezadowoleniu, z czym decydujące sfery musiały się liczyć. Na Litwie żądano podobnych praw, ale przy ówczesnym systemie rządzenia, te żądania przybierały tylko formę satyry, bo innego wyjścia nie było — duża więc zasługa Szubrawców, podjęcie tej sprawy, systematyczne jej przeprowadzenie przez szereg numerów „Wiadomości Brukowych”. Nie uderzali Szubrawcy na klasy, lecz na jednostki nieprzygotowane, a korzystające dzięki urodzeniu z przywilejów niedostępnych dla źle urodzonych. Burzyła się wprawdzie pseudo-arystokracja litewska, o demagogie posądzała lepsze jednostki, lecz przeciw nim nie mogła wyraźnie występować, bo ci obywatele ścigali próżniaków, nieuków, niedołęgów, zajmujących miejsce, które było właściwe dla pracowitych, uczonych, energicznych.

6. „Podobnież fałszywe mniemanie, jakoby można być obywatelem światłym i do urzędów prawo mającym, nie zajmując się nigdy w życiu ksiąg czytaniem, nie szukając ciągle w nich oświecenia się, i żadnych własnych ksiąg nie posiadając”.

7. „Tegoż rodzaju mniemanie, że można być słusznym rozeznawcą i sędzią w sprawie własnej”.

Te dwa punkta są niejako uzupełnieniem tego, o czym była mowa w punkcie 5-m. Tam wykazano, że głupiec dobrze urodzony zajmował urząd; on zaś był tego zdania, że, będąc urzędnikiem, głupcem nie jest, a więc biblioteka jest dla niego zbyteczna; nie miał nawet czasu na czytanie, bo, będąc równocześnie ziemianinem, musiał swój czas dzielić między urzędem a stosunkami sąsiedzkimi, obywatelskimi i towarzyskimi.

8. „Źle zrozumiana miłość narodowości, zależąca na tym, ażeby bez rozeznania chwalić to wszystko co własne i dawne, a poczytywać za czernienie narodu, kiedy się wytykają przywary ogólne. Albowiem przywary są wszędy, ale wytykanie ich znaczy, że je znają w kraju za przywary; pokrywanie zaś ich milczeniem, dowodzi w nich upodobania i wstrętu od poprawy”.

Zdając niżej sprawę z działalności Szubrawców, zwrócimy tam uwagę na ich pojęcia o narodowości i jakie przywary wzięli za cel satyry; tu zaś nadmienić wypada, że ciężką walkę musieli stoczyć z ówczesnym społeczeństwem, również zwolennikiem „wieku oświecenia”, a z poglądów swych wysoce liberalnego. Granica między tradycją a przesądem, jaką zakreślili Szubrawcy, była tak nikłą, że ją z trudnością można było wyszukać; cóż więc dziwnego, że to, co Szubrawcy uważali za przywarę, większość uważała za cnotę — stąd nieuniknione starcia; że zaś nie doszło do wybuchu, to tylko temu należy przypisać, że nie bardzo liczono się z tymi poglądami, że je uważano za masońskie, więc kosmopolityczne, przeto nie dotyczące bezpośrednio sprawy narodowej.

9. „Hojność w obietnicach i łatwość w przyrzekaniu, a nierzetelność w dotrzymaniu słowa; wielkie nakłady na powierzchowną okazałość, a skąpstwo na życie prawdziwie wygodne i ochędożne; w potrzebowaniu cudzej pomocy i usługi, zbytnia uniżoność, a w innych zdarzeniach butność i pogarda dla drugich; i tym podobne przywary dość u nas pospolite”.

Bardzo sprawiedliwa uwaga, że wyliczone przywary były w Polsce dość pospolite — lecz nasuwa się pytanie, a gdzież one były niepospolite? Przywary te stare jak świat, przez wszystkich mędrców, wszystkich wieków zwalczane, ale nie zwyciężone. Łatwo bardzo aklimatyzowały się, stąd ich pospolitość. Szubrawcy nie potrzebowali natężać swego umysłu, aby lekarstwo na te przywary obmyśleć, gdyż znajdowali gotowe materiały i w starej klasycznej literaturze i we współczesnej angielskiej, francuskiej, niemieckiej i polskiej z XVIII w. Od zręcznego wyboru i zastosowania zależała większa lub mniejsza zasługa satyryków wileńskich.

Wpisał: Józef Bieliński
18.03.2010.