Mały książę – wolnomularz idealny?

b612

Fontanna w Museum of The Little Prince w Hakone (Japonia) w postaci Asteroidu B-612 Małego Księcia, Wikimedia Commons
Sześć czy siedem lat temu napisałam deskę na temat wolnomularskich wątków w „Małym księciu” Antoine de Saint-Excupery. Przeczytam ją z pewnymi skrótami i dopiszę nowe zakończenie, gdyż po tych latach „Mały książę” pozostał małym księciem, lecz ja stałam się już inną osobą.

Dopiero niedawno dowiedziałam się, że wielki pisarz francuski Antoine de Saint-Exupery był naszym bratem, i że pewne słowa z „Małego Księcia” umieszczone zostały w poczesnym miejscu domu lożowego Wielkiego Wschodu Francji na Rue Cadet. Postanowiłam raz jeszcze sięgnąć po jedną z moich lektur dzieciństwa i odszukać — jeśli są – idee masońskie na jej kartach.

Po powtórnej lekturze tej książki jestem już pewna, że całe dzieło przesiąknięte jest ideami masońskimi.

Po pierwsze — dociera do Czytelnika poprzez symbole. Symbolem jest przecież mały chłopiec wędrujący po światach ziemskich i pozaziemskich rozmawiający z roślinami, zwierzętami, ludźmi wreszcie. Symboliczna jest róża wyrastająca na malej planetoidzie; symboliczne postaci Króla, Bankiera, Latarnika.

Po drugie — w książce jak na dłoni uwidacznia się triada masońska: Wolność-Równość-Braterstwo.
WOLNOŚĆ. Mały Książę jest postacią wolną absolutnie. Nie podlega ograniczeniom rodzinnym, narodowym, państwowym. Więcej — nie podlega ograniczeniom praw fizyki, może przecież poruszać się w Czasie i Przestrzeni.
RÓWNOŚĆ. Książka przesycona jest także ideą równości. Mały Książę jak równy z równym rozmawia nie tylko z Królem czy Bankierem. Jako równych sobie traktuje składniki natury: Różę, Żmiję, Lisa. Dla tytułowego bohatera nie ma stworzeń lepszych i gorszych, wszyscy czują, przeżywają strach, radość i dumę. Wszyscy są ważni.
BRATERSTWO. Poszukiwanie przez Małego Księcia przyjaźni to nic innego jak chęć szukania bratniej duszy w całym świecie i poza nim.
Co istotne — wszystkie te wartości są nierozłączne od siebie. Absolutna wolność niesie za sobą samotność, a braterstwo bez równości może przerodzić się w takie stosunki jak Króla z jego „poddanymi”.
ŚWIAT POZORÓW
Pewien turecki astronom jako pierwszy i jedyny odkrył asteroid, który nazwał B-612. Swoje odkrycie ogłosił na Międzynarodowym Kongresie Astronomów w 1909 r. Nikt jednak mu nie uwierzył, bowiem miał bardzo dziwne ubranie. Gdy ten sam astronom pojawił się na kolejnym kongresie ubrany w elegancki frak, cały świat mu uwierzył. Tacy są bowiem dorośli – pisze Saint-Exupery, dedykując swoją książkę przyjacielowi, gdy ten „był małym chłopcem”. I podaje następny przykład: Gdy powiemy dorosłym, że wiedzieliśmy piękny dom z czerwonej cegły, z geranium w oknach i gołębiami na dachu — nie potrafią sobie go wyobrazić. Trzeba im powiedzieć, że widzieliśmy dom za sto tysięcy. Wtedy krzykną: Jaki to piękny dom! Mówiąc w języku masońskim, ten dom za sto tysięcy jest symbolem metali, które przytłaczają ludzką egzystencję i jej duchowość: żądzy bogactwa, dominacji i władzy; metali, które stają się istotą, mimo że są jedynie powierzchownością.

Autor nie szczędzi mocnych słów światu i ludziom, którzy nigdy nie marzą, nie wąchają kwiatów, nie patrzą w gwiazdy twierdząc, że nie są to sprawy poważne. Mówi w pewnej chwili Mały Książę: – Znam planetę, na której mieszka pan o czerwonej twarzy. On nigdy nie wąchał kwiatów. Nigdy nie patrzył na gwiazdy. Nigdy nikogo nie kochał. Niczego w życiu nie robił poza rachunkami. I cały dzień powtarza tak jak ty: Jestem człowiekiem poważnym, jestem człowiekiem poważnym. Taki człowiek dla Małego Księcia nie jest człowiekiem lecz grzybem, który nie żyje, tylko wegetuje.

OSWOIĆ KOGOŚ
Planetoidy i ich mieszańcy: Król, i Bankier, Pijak czy Latarnik to symbole samotności i wyobcowania. Samotni są ludzie, zajmujący się wyłącznie samym sobą, nie widzący nic poza swoimi problemami często wydumanymi i nieistotnymi.
Zrzucony na Ziemię Mały Książę poczuł się także bardzo samotny. Szukał przyjaciół.. Niezwykle cennych wskazówek udzielił mu Lis. Nie mógł się bawić z Małym Księciem, bowiem — powiedział — nie jest oswojony. – Co znaczy „oswoić”? dopytywał się Mały Książę. „— Jest to pojęcie zupełnie zapomniane — powiedział lis. — „Oswoić” znaczy „stworzyć więzy”. Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty także mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeśli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować, Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie”.
W wypowiedzi mądrego lisa znajdujemy stosunek samego autora do naszej cywilizacji z jednej strony globalnej wioski, z drugiej — samotnego tłumu. — Poznaje się tylko to, co się oswoi — mówi lis do Małego Księcia. — Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe, A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół.
A jak „oswoić” kogoś, kogo chce się mieć za przyjaciela? — Mowa jest źródłem nieporozumień — rzecze lis. – Dobrze się widzi tylko sercem, bowiem najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Lis dał jeszcze jedną wskazówkę swemu małemu rozmówcy: – Ludzie zapomnieli o tej prawdzie. Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś.

ŚWIAT IDEALNY
Jaki świat idealny rysuje się z kart Małego Księcia? Oto świat ludzi, którzy nie są samotni w tłumie, którzy nie ranią się słowem, odczuwają istotę spraw, a nie tylko ich pozór; świat ludzi współczujących i odpowiedzialnych za swoje czyny; świat ludzi bliskich sobie i życzliwych. Czy zdaniem autora istnieje gdzieś taki świat?, bowiem Mały Książę nie widzi go na Ziemi.

Pomogą nam tu kolejne słowa mądrego lisa, który poradził księciu jak ma go oswoić. Otóż — mówi lis, Potrzebny jest obrządek. — Co to znaczy „obrządek”? — spytał Mały Książę. To także coś całkiem zapomnianego — opowiedział list. — Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin.
A może opisując swój świat pożądany, Saint-Exupery opisywał także idealną lożę masońską?; lożę skupiającą ludzi życzliwych i bliskich sobie; szanujących się nawzajem i swoje uczucia?; odpowiedzialnych za świat wraz z całą naturą i będących pożytecznymi dla tego świata?; podających się zwyczajowemu rytuałowi czyli obrządkowi, dzięki któremu „pewien dzień odróżnia się od innych, a pewna godzina od innych godzin”?…

Suplement napisany po latach – uśmiechajmy się

Niedawno po wielu miesiącach powróciłam cieleśnie i duchowo do loży, której poświęciłam 15 lat swego życia. W ubiegłym roku poprosiłam o urlop. Musiałam zatrzymać się, spojrzeć w siebie, pomyśleć: gdzie jestem, w jakim miejscu jestem, dokąd i z kim chcę iść dalej. Musiałam pobyć sama. No i wróciłam.
Czekałam na przystanku na autobus. Po kilku minutach przyjechał. Weszłam, skasowałam bilet i niedaleko dojrzałam jedyne wolne miejsce. Gdy usiadłam, siedząca obok młoda dziewczyna ogarnęła mnie swoim pięknym uśmiechem i rzekła: – Czy my się nie znamy?…

Tak oto droga powrotna do moich sióstr wiodła razem z jedną z nich. Nigdy nie zapomnę tego uśmiechu na powitanie. Przypadek? Zarządzenie losu? Znak dany od Wielkiego Architekta? Czy to w sumie takie ważne? – byłyśmy razem, jechałyśmy na spotkanie. Czułam się trochę jak córka marnotrawna, powracająca na łono rodziny. Potem były uściski, spojrzenia i wzruszenie. U mnie były także i łzy, choć chyba nie tylko u mnie.

Gdy wróciłam wieczorem do domu, sięgnęłam po niewielką książeczkę, którą kupiłam dosłownie dzień wcześniej, po „List do zakładnika” Antoine de Saint Exupery. Przy niektórych frazach znowu miałam łzy w oczach. Tym razem autor „Nocnego lotu” przemówił do mnie wprost, nie w przypowieści, jak wcześniej w „Małym księciu”.

”Cywilizacja wypływa z człowieka. Przyjmuje postać pragnienia ciepła drugiego człowieka. Po niezliczonych próbach i wielu błędach człowiek odnajduje tę jedyną drogę prowadzącą do ognia. Dlatego też, przyjacielu, tak bardzo potrzeba mi twojej bliskości. Pragnę bliskości kogoś, kto potrafi wznieść się ponad spory rozumu i uszanuje we mnie wędrowca pielgrzymującego do ognia. Wpierw muszę ogrzać się obietnicą naszego spotkania, posmakować przyrzeczonego ciepła.

Dość mam już polemik, fanatyzmu i jednostronnych sądów! Akceptujesz mnie, jakim jestem. Przy tobie nie muszę wyrzekać się siebie, stroić w szaty, medytować świętych ksiąg. Przed tobą nie muszę się usprawiedliwiać, niczego bronić, nie muszę ci niczego udowadniać; przy tobie znajduję spokój…

Nie zważasz na moje niezręczne słowa, mylne sady, widzisz we mnie po prostu Człowieka. Posłańca pewnych wierzeń, zwyczajów i osobistych pasji. I nawet jeśli nie podzielam twego zdania, w niczym cię nie zubażam, lecz wzbogacam. Ciekawię cię tak, jak może ciekawić podróżnik.

Mając potrzebę bycia docenionym, jak każdy inny człowiek, idę do ciebie, bo tylko przy tobie czuję się czysty. Nie osądzałeś mnie po moich czynach ani po moich słowach. To akceptacja mojej osoby taką, jaka jest, sprawiła, że na moje słowa i czyny spoglądałeś pobłażliwym okiem. Dziękuję ci, że przyjmujesz mnie takiego, jakim jestem. Co mi po przyjacielu, który mnie osądza? Jeśli zapraszam przyjaciela do stołu, proszę, by usiadł, jeśli kuleje, nie wymagam, by tańczył.

Drogi przyjacielu, jesteś jak szczyt góry, gdzie oddycha się pełnią piersią! … Potrzebuję cię, by moc głębiej wierzyć, że niebawem nadejdzie epoka uśmiechu. [Bowiem] …Prawdziwa radość to radość przeżywana wspólnie…. Woda sama w sobie nie posiada mocy czarownej, dopóki nie jest darowana gestem dobrej woli. Opieka nad chorym, przygarnięci banity czy nawet przebaczenie niewiele są warte, jeśli nie towarzyszy im uśmiech”.

Uśmiechajmy się siostry do świata, do ludzi, do siebie… Uśmiechajmy się.

Loża PROMETEA na Wsch:. W:. 19 marca 6009 roku Prawdziwego Światła

Wpisał: Mirosława Dołęgowska-Wysocka
30.01.2011.