W obłoku ezoterii i na ubitej ziemi

Karol Wojciechowski, 25.02.2007

bargielowski

Wolnomularstwo.pl, uzyskawszy zgodę Daniela Bargiełowskiego, udostępnia on-line IX rozdział I tomu jego trylogii Po trzykroć pierwszy poświęconej postaci gen. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. Rozdział nosi tytuł „W obłoku ezoterii i na ubitej ziemi”: porusza problematykę związku generała z polskim środowiskiem ezoteryków skupionych wokół Towarzystwa Teozoficznego, Liberalnego Kościoła Katolickiego, zakonu egipskiego dawnych misteriów oraz wolnomularstwa mieszanego „Le Droit Humain” .

Należy wspomnieć, że do tej pory mieliśmy bardzo często do czynienia z mylnym, pełnym utożsamianiem teozofii z wolnomularstwem mieszanym. Tak więc w książkach znanego polskiego antymasona współczesny „Le Droit Humain” nazywany jest masonerią teozoficzną. Powody tego leżą głównie w historii. Na początku XX w. teozofowie postanowili nawiązać współpracę z tym odłamem masonerii z racji licznej obecności kobiet w swoich szeregach. Taki układ, jak również inne czynniki spowodowały, iż zakon podzielił się wewnętrznie jakby na dwa nurty. Pierwszy – racjonalistyczny – skupiony głównie wokół lóż we Francji i w Belgii na pierwszy plan wysuwał etyczny i społeczny charakter sztuki królewskiej, kontynuując dzieło swoich założycieli – Marii Deraismes oraz Georgesa Martina. Drugi – ezoteryczny – nie ignorując do końca problematyki społecznej, akcentował zdecydowanie misteryjną stronę symboliki i rytuału wolnomularskiego, a w swych dążeniach nawiązywał do mistycznych poszukiwań XVIII w. wolnomularstwa. W tym nurcie przodującą rolę przy interpretacji doktryny wolnomularskiej odgrywała teozofia, choć należy podkreślić, że zakon pozostał całkowicie niezależny od organizacji teozofów. Nurt ezoteryczny, mimo że pojawił się w „Le Droit Humain” nieco później, z czasem uzyskał w zakonie pozycję dominującą.

Swój międzynarodowy rozwój masoneria mieszana zawdzięczała głównie ożywionej działalności teozofów, którzy zakładali loże w wielu regionach świata – w krajach Ameryki Północnej, Południowej, w Indiach, oraz w części krajów europejskich. Wśród nich znalazła się Polska, której loże weszły w skład nie – jak większość w tym rejonie – federacji holenderskiej, lecz angielskiej – największej zresztą liczebnie – by z czasem utworzyć federację samodzielną. Również w Polsce zakon oparł się głównie, choć nie w całości, na środowiskach teozoficznych, co zaważyło na wyborze obrządku dla tego rejonu. Należy w tym kontekście nadmienić, iż głównym rytem międzynarodowego zakonu mieszanego „Le Droit Humain” stał się obrządek szkocki dawny i uznany, niemniej pozostawiono również furtkę dla innych opcji. Możliwości były jednak ograniczone i pozwalały na użycie odmiennego wariantu raczej w stopniach symbolicznych oraz w tzw. szczeblach pobocznych (side degrees). Dlatego też w krajach romańskich funkcjonowały i nadal funkcjonują obok siebie symboliczne loże rytuału szkockiego oraz francuskiego, zaś w stopniach powyżej 3 obowiązuje ryt szkocki dawny i uznany. Co ciekawe – nie ma podziału władz dla lóż błękitnych i stopni wyższych – zakon stanowi piramidalną całość, na czele której stoi Wielki Mistrz pełniący zarazem funkcję Wielce Potężnego Wielkiego Komandora.

W teozoficznych lożach „Droit Humain” postanowiono pójść jeszcze dalej. Aby przybliżyć inicjację wolnomularską teozofii, w duchu tejże doktryny ezoterycznej dokonano zupełnie nowego opracowania symboliki i rytuału wszystkich 33 stopni rytu szkockiego. Zadania tego podjął się znany teozof Charles Webster Leadbeater. Całość jego ezoteryczno-masońskich przemyśleń została zawarta w książce pt. Hidden Life in Freemasonry. Wprowadził on także pewne istotne novum – świętojański obrządek “Lauderdale” , który zastąpił rytuał szkocki w trzech stopniach podstawowych. Nie był to jednak typowy obrządek anglosaski praktykowany przez loże brytyjskie i amerykańskie w różnych wariantach (Emulation czy York), lecz zreformowany w duchu teozoficznym rytuał emulacyjny w wersji pochodzącej z Bristolu. Poza elementami, których często brakowało we francuskich lożach – jak Biblia na ołtarzu oraz chóralne śpiewy na chwałę Wielkiego Architekta Wszechświata, dodano także palące się kadzidełka oraz pusty fotel pośrodku kolumny północnej symbolizujący miejsce zajmowane przez Prawdziwego i Niewidzialnego Wielkiego Mistrza Wszystkich Wolnomularzy (hrabiego de Saint-Germain lub księcia Rakoczego). Zgodnie z tradycją anglosaską miejsce mistrza ceremonii i eksperta zajęli odpowiednio dwaj diakoni, a drzwi świątyni z każdej strony strzeżone były przez strażnika. Wedle teozoficznej interpretacji wszystkim urzędnikom lożowym przypisano określony pierwiastek w człowieku np. ciało eteryczne, mentalne, wola, miłość itp.

Tekst namiestnika DH z czasów II RP – Władysława Bocheńskiego – pt. Zakon Wszechświatowego Zjednoczonego Wolnomularstwa Le Droit Humain wyraźnie wskazuje, że w Polsce przedwojennej masoneria mieszana preferowała właśnie ezoteryczną wersję sztuki królewskiej. Na wzór angielski czy holenderski przejęto nie tylko zabarwione teozofią rytuały – angielski i OSDiU, ale również stopnie poboczne związane z zreformowanym – oczywiście w duchu teozoficznym – rytem „Royal Arch” . Ponieważ stopień poboczny „Royal Arch” miał swego odpowiednika w 13 stopniu rytu szkockiego władze polskiego DH postanowiły pójść na pewien kompromis i scalić ze sobą stopnie wyższe z pobocznymi. Tak więc „side degrees” praktykowano w warszawskiej loży „Mistrzów Znaku” oraz w Kapitule „Królewskiego Sklepienia”, które – jak się wydaje, choć nie jest to biorąc pod uwagę międzynarodową konstytucję DH pewne – stanowiły szkołę przygotowawczą dla praktykowanych wyższych szczebli rytu szkockiego dawnego i uznanego – 18 („Książę Różokrzyża”), 30 („Rycerz Kadosz”), 31 („Wielki Inspektor Inkwizytor”), 32 („Książę Królewskiej Tajemnicy”) oraz 33 („Wielki Suwerenny Inspektor Generalny”). Warto dodać, że wśród adeptów lóż wyższych oraz pobocznych dominowali raczej teozofowie, a to ze względu na zdecydowanie mistyczno-ezoteryczny charakter tych stopni, które nierzadko odstręczały swą treścią racjonalistów, a tych również w polskim DH nie brakowało. Ich niemała liczba pozwala też snuć domniemania odnośnie obecności innej wersji rytu symbolicznego niż teozoficzno-anglosaski. Niestety, tekst Bocheńskiego nic na ten temat nie mówi, a bardzo duża część archiwów zaginęła, bądź została skonfiskowana, tak więc trudno ustalić w tej materii coś pewnego… Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, iż przez długi czas zdecydowana większosć polskich teozofów w ogólne nie wiedziała nic na temat istnienia w ich kraju lóż mieszanych, co było zresztą zamierzone.

Uśpienie polskiego przedwojennego zakonu “Le Droit Humain” spowodowało przecięcie więzów między teozofią a masonerią mieszaną w Polsce. Odrodzone w latach 90. polskie “Droit Humain” nie nawiązało już do dawnych tradycji teozoficznych, lecz oparło się na nurcie adogmatycznym i liberalnym, dominującym we Francji, skąd zresztą do Polski przybyło. Poza tym jeden z filarów dawnego DH – małżeństwo Bocheńskich – nie brało udziału w reaktywacji placówek mieszanych. Jednakże krótko po tym fakcie Maria i Władysław afiliowali się do Loży „Pierre et Marie Curie”.

Przedstawione w niniejszym rozdziale książki Po trzykroć pierwszy dzieje masonerii mieszanej na tle losów gen. Karaszewicza-Tokarzewskiego pozwalają zobaczyć, jaki „duch” panował w ówczesnym środowisku teozoficzno – masońskim. A wielu znających od środka współczesne „Le Droit Humain” dostrzeże, jakże był to odmienny klimat od panującego obecnie. Tak czy owak nawet w skali światowej stara teozoficzna gwardia wymiera. Ta, która kiedyś swą żywotnością przytłumiła nurt liberalny i racjonalistyczny, przyczyniając się do szybkiego rozwoju zakonu na skalę międzynarodową, obecnie powoli odchodzi do lamusa, ustępując miejsce tradycji pierwotnej, którą zapoczątkowali Marie Deraismes oraz Georges Martin.

Chciałbym na koniec podkreślić, że publikowany tekst wnosi bardzo wiele również do historii wolnomularstwa w Polsce – wciąż liczącej wiele białych plam. Zresztą niesamowita erudycja autora, jego talent pisarski oraz poczucie humoru czynią czytanie rozdziału przyjemnym.

A zatem zapraszam serdecznie do lektury…

Autor: Karol Wojciechowski
25.02.2007.