Duchowość a religijność – czy są tożsame?

Duchowość nie zakłada (aczkolwiek nie wyklucza) istnienia boga lub bogów, jest raczej skierowana do wewnątrz człowieka. Oczywiście może ona uzewnętrzniać się, na przykład w stosunku człowieka do innych ludzi, w twórczości, a ściślej w jej wytworach – dziełach literackich, malarstwie itp.
Religijność – celowo używam tego terminu – unikam określenia człowiek wierzący, albowiem każdy z nas w coś wierzy, może to być wiara niereligijna, np. w prawa natury, w przyrodzone dobro istniejące w drugim człowieku (ta wiara stoi akurat w sprzeczności z doktryną chrześcijańską zakładającą istnienie grzechu pierworodnego).
Wracając do religijności:
zakłada ona istnienie bytu zewnętrznego wobec człowieka – boga (bogów) śledzącego nasze postępowanie i w zależności od naszych uczynków rozdzielającego kary lub nagrody. Duża część tych kar i nagród jest przeniesiona na okres po śmierci człowieka, przez co niesprawdzalna. Można zaryzykować stwierdzenie, że jest to taktyka oparta na strachu. Z drugiej strony pozwala ona człowiekowi religijnemu na wiarę w to, że po śmierci zostanie nagrodzony (lub lęk, że zostanie ukarany). Owoce duchowości – przeciwnie do religii – mogą być konsumowane tu i teraz, do tego nie muszą opierać się na lęku. Ponadto duchowość nie wymaga istnienia kasty pośredników (kapłanów) czerpiących realne zyski z tego lęku i udzielających przepustek do raju.
Po drugie, religijność zakłada wspólnotę przeżyć – grupa ludzi ma wspólnego boga (bogów). Mogę sobie co prawda wyobrazić religię, w której każdy człowiek ma własnego, osobistego boga – ale czy ten bóg różniłby się bardzo od tego, co ateista lub agnostyk nazywa sumieniem? Ponadto, co wtedy z rajem i piekłem? Też jednoosobowe? Duchowość jest bardziej sprawą między mną a mną, niż między mną a bogiem.
Na koniec pewna prognoza. “Krzywa religijności” (moje prywatne określenie) w rozwiniętych społeczeństwach spada, sprzyja temu zresztą rozwój wiedzy. Pioruny, epidemie, trzęsienia ziemi itp. przestały być już objawem gniewu bożego, nie są natomiast znane (przynajmniej mojej osobie) zjawiska, których wytłumaczenie przestało być domeną nauki a zostały wyjaśnione przez religię. W tych samych społeczeństwach “krzywa duchowości” na szczęście zaczęła przyrastać, coraz rzadziej rozwiązujemy problemy za pomocą wojen, rzezi i prześladowań. Może w miejscu przecięcia się tych krzywych wyłoni się coś nowego, jak zwornik łączący dwa łuki w gotyckiej katedrze? Wolnomularstwo z jego ideałami mogłoby odegrać tu istotną rolę, być może już w niedalekiej przyszłości… Jest to oczywiście bardzo optymistyczna prognoza, jej spełnienie wymagałoby większej niż dotąd otwartości wolnomularstwa, “wyjścia do ludzi”, oczywiście w granicach rozsądku, by nie zagubić tego, co w wolnomularstwie jest cenne (a nawet bezcenne). Niestety z tą otwartością wypadnie chyba poczekać do czasu, aż jej odbiór będzie możliwy u większej niż obecnie części ludzi. Na razie działajmy nadal w dyskrecji, tak jest lepiej dla nas i dla świata. Poza tym współczesny świat musi wygasić pożary fanatyzmu i fundamentalizmu (nie tylko islamskiego), by dopiero potem zacząć pielęgnować i podlewać róże duchowości.

Krzysztof S. – Loża Galileusz