Loża P2, Opus Dei i Watykan

wolnomularstwo.pl

Publikujemy kontrowersyjny materiał dotyczący jednej z najbardziej drażliwych dla masonerii spraw: o włoskiej loży P2. Tajemnej organizacji, która zaczęła swą historię jako loża masońska, by później podryfować w kierunku patologii, afer i kryminału. Po odejściu od ideologii i zasad wolnomularskich “loża” P2 straciła swój masoński status (stała się “nieregularna” i “dzika”, “antylożą”), Wielki Wschód Włoch cofnął swoje uznanie, lecz faktem jest, że pomimo tego, organizacja ta wiele złego uczyniła wolnomularstwu, gdyż do dziś casus tej quasimafijnej organizacji jest eksponowany przez wrogów masonerii, jako “prawdziwy”, “ujawniony” wizerunek wolnomularstwa. Jest to naturalnie skrajna patologia, zjawisko nic niemające wspólnego z masonerią. Nie mamy powodów, aby nie pisać o “czarnych kartach” masonerii, bo i takie z pewnością odnaleźć można. Tym łatwiej nam to przychodzi, że jest ich zdecydowanie niewiele i stanowią one faktyczny margines życia lożowego. Dyskusja o tego rodzaju zjawiskach powinna także szczególnie uwrażliwić wszystkich wolnomularzy na to, aby zwracać szczególną uwagę nawet na zalążki potencjalnie złych zjawisk czy tendencji sprzecznych z ideałami wolnomularskimi w relacjach między wolnomularzami czy wewnątrz lóż.

Poniżej fragment książki: Discepoli di Verita’: W cieniu chorego papieża.
*

gelli
Licio Gelli

Loża Propaganda 2 Czcigodnego Mistrza Licio Gelli była lożą „krytą” (tzn. super tajną) o charakterze anykomunistycznym. W jej skład wchodzili masoni z elity, którzy przeniknęli do najważniejszych włoskich urzędów, sprawujących sekretną władzę polityczno-biznesową. Silna trwałymi związkami atlantyckimi, rozrosła się i utrwaliła we Włoszech w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, jako prawdziwe „państwo w państwie”, podczas gdy Opus Dei kształtowało się jako „kościół w kościele”.

Dzięki braterstwu, od wielu lat bankierzy katolicko-masońscy Michele Sindona i Roberto Calvi – obaj należący do P2 – prowadzili interesy z finansami watykańskimi zarządzanymi przez „masonerię kurialną”. Finansista katolicko-masoński Umberto Ortolani, prawdziwy strateg związku P2–Watykan, oraz sam Licio Gelli w murach watykańskich czuli się jak u siebie w domu. Szef P2 wspomina o swoich „dobrych relacjach z ważnymi prałatami, między innymi z kardynałem Alfredo Ottavianim i Giovanni Benellim: „Miałem dostęp do prywatnych apartamentów papieża (Pawła VI), w Castel Gandolfo i na Watykanie”, przypominając, że bywał przyjmowany przez papieża Montiniego „podczas audiencji publicznych i prywatnych”. Sam Ortolani został obdarzony przez Pawła VI tytułem Dżentelmena Jego Świątobliwości.

Wielu innych członków P2 było związanych lub utrzymywało relacje z frakcją, która dominowała w Kurii rzymskiej: od biznesmena Luigi Bisignaniego, aż do generała Giuseppe Santovito (szefa Sismi, włoskiej tajnej służby wojskowej). Pod tajnym kierownictwem P2, w 1977 watykański IOR (Instituto Opere Religiose – Instytut Dzieł Religijnych) – za pośrednictwem Banco Ambrosiano (Banku Ambrozjańskiego) Calviego – osiągnął kontrolę akcyjną nad grupą wydawniczą Rizzoli – “Corriere della Sera” (Kurier Wieczorny). Czcigodny z P2 pisze w swoich wspomnieniach: „IOR odegrał decydującą rolę w zakupie akcji grupy Rizzoli, nad którą chciał przejąć kontrolę… IOR był zainteresowany przejęciem kontroli nad grupą Rizzoli, aby kontrolować „Corriere della Sera”, największy dziennik włoski. Operacja miała przebiegać w największej dyskrecji, celem uniknięcia negatywnej reakcji opinii publicznej. Cena akcji Rizzoli została zatem ustalona, biorąc pod uwagę ich właściwą wartość, znaczenie, jakie miało dla IOR przejęcie kontroli nad „Corriere dela Sera”, oraz pewną kwotę za utrzymanie operacji w tajemnicy”.

Członek P2, Fulberto Lauro, generał Guardia di Finanza (Gwardii Finansowej), przesłuchiwany przez komisję śledczą parlamentu włoskiego wyznał, że do loży Gelliego należeli również „kardynałowie i biskupi”. Według generała karabinierów Franco Picchiotti, sekretarza organizacyjnego P2, w loży Gelliego byli „również kardynałowie”. Mason Pier Capri, osobisty przyjaciel szefa P2, tak mówił o watykańskim spotkaniu między Czcigodnym sekretnej loży i domniemanym masonem, kardynałem Antonio Samore’:

„Pewnego dnia Gelli poszedł odwiedzić [kardynała Samore’] w jego biurze w sekretnym Archiwum watykańskim. Klęcząc, ucałował pierścień kardynała, a potem uścisnął jego dłoń, dotykając ją niepewnie trzy razy palcem wskazującym, w rozpoznawczym pozdrowieniu masońskim…

Pozostał na klęczkach, podczas gdy kardynał cofnął dłoń zmieszany i niezdecydowany. Nie trwało to jednak długo, gdyż Samore’, wyciągnął ręce i pomógł Czcigodnemu wstać. Następnie pocałował go trzy razy zgodnie z masońskim rytuałem. „Drogi bracie”, powiedział dostojnik. Gelli, jak zwykle grał z wielką przebiegłością. Przekazał mu z pierwszej ręki kilka wiadomości, dopiero co zaczerpniętych z uprzywilejowanych źródeł. Niektóre z nich dotyczyły samego kardynała… Oczywiście dostojnik był pod wrażeniem, by nie rzec wstrząśnięty. W tym momencie Gelli dokonał jednego ze swoich mistrzowskich posunięć. Rzekł: „Książe Kentu nie jest zadowolony z tego, jak „oficyna” wypełnia swoje obowiązki i uważa, że wiąże się to z osobowością Czcigodnego Mistrza…. Byłoby interesujące, gdyby eminencja zajął jego miejsce. Loża Ecclesia musi mieć nowego przywódcę. Ja mogę postarać się, aby bracia wybrali eminencję, ale by to uczynić muszę poznać nazwiska braci z Ecclesia. Muszę spotkać się z nimi dyskretnie z każdym z nich, celem przekonania ich, by głosowali na waszą eminencję”.

Według Capriego (reżysera i pisarza, którego nazwisko znajdowało się na liście członków P2), Licio Gelli był od dłuższego czasu zaangażowany w dzieło „dialogu pojednania między Kościołem katolickim i masonerią, pracę, w której również ja miałem duży wkład”, pomimo „wyraźnego zamknięcia w stosunku do masonów” ze strony „pewnych środowisk Kościoła”, które „utrudniały wszelkimi środkami jakikolwiek dialog z masonami”. Na liście watykańskich prałatów, domniemanych masonów, opublikowanej przez „Op” (Opus Dei), razem z wieloma fałszywymi nazwiskami były „również prawdziwe”, to znaczy nazwiska prałatów faktycznie „związanych z lożą watykańską, Licio Gellim i P2”. Według Carpiego, również „niektórzy kardynałowie i wielu biskupów należało do P2”.

Przysięga składana przy wstępowaniu do P2 brzmiała: „Na mój honor i na moje sumienie uroczyście przysięgam nie ujawniać z żadnego powodu tajemnic inicjacji mularskiej”. Oficjalnie Kościół karał jeszcze przynależność do masonerii ekskomuniką.

ImageRównież Opus Dei nakazywało sekretność, sankcjonowaną przez precyzyjne normy wewnętrzne, według których jego członkowie musieli „zachowywać zawsze ostrożne milczenie, jeśli chodzi o nazwiska innych członków. Nie mogą również wyjawić nikomu swojej przynależności do Opus Dei, również w przypadku ewentualnego odejścia ze zgromadzenia”.

Hierarchiczna i autorytarna struktura, sztywny podział wewnętrzny, paramilitarna terminologia, integryzm religijny z przejawami fanatyzmu, poświęcenie na rzecz prozelityzmu i indoktrynacji, czyniło z Opus Dei organizację podobną do sekty. Sekty religijnej bardzo szczególnej: kierowanej przez hierarchię duchownych, lecz złożonej w większości z laików (przede wszystkim mężczyzn, choć również i kobiet), podzielonych na „numerariuszy”, „supernumerariuszy”, „przyłączonych”; osób należących w większości do wyższej klasy społeczno–kulturowej, realizujących motto: „Szukając Boga w pracy i codziennym życiu”; rozgałęzionej na 80 krajów i posiadającej wielki wpływ na środki masowego przekazu; silnej ogromnym kapitałem zarządzanym przez autonomiczne fundacje (założone przez jej członków, ale formalnie nie należące do organizacji) oraz bankierów i finansistów sympatyzujących z Opus Dei.

Frakcja masońsko–kurialna związana z P2 i Opus Dei, które zaczęły toczyć ze sobą „świętą wojnę” o władzę, w cieniu Jana Pawła II, mimo że były zażartymi wrogami, miały liczne analogie strukturalne: tajemniczość, podział, poświęcenie dla sekretnej władzy, skłonność „elitarną” oraz infiltrację. Rzeczywiście, Opus Dei nazywano „białą masonerią”.

Dwie frakcje walczące o władzę doczesną na szczytach Kościoła: masońsko-kurialna, która ją posiadała, i Opus Dei dążąca do jej przejęcia, z decydującą pomocą Jana Pawła II. Watykanista hiszpańskiego dziennika „El Pais”, Juan Arias, opowiadał a propos, znaczącą rozmowę między generalnym przełożonym salezjanów, ojcem Egidio Vigano’ i polskim papieżem:

„Kiedy papież dowiedział się, że rodzina salezjańska liczyła sto tysięcy członków na całym świecie, wykrzyknął: Zatem jesteście potężniejsi od Opus Dei, które liczy siedemdziesiąt tysięcy”. Na to ojciec Vigano’ odpowiedział: „Nie, Wasza Świątobliwość, my nie jesteśmy potężnymi, ale pokornymi i niespokojnymi pracownikami”. Papież odrzekł: „Lecz, jak powiada święty Tomasz, aby czynić dobro Kościoła potrzebna jest władza”.

W doskonałej harmonii z Opus Dei, Jan Paweł II nie wierzył w „biedny Kościół biednych” – przeciwnie, pojmował go jako superpotęgę „Wikariusza Jezusa Chrystusa”, bogatą w środki materialne, zdolne umożliwić „narzucenie swojej obecności w świecie”. Wikariuszowi Rzymu, kardynałowi Polettiemu, który narzekał na brak pieniędzy, Ojciec Święty powiedział: „Kiedy trzeba, pieniądze się znajdą”.

Ze swej strony frakcja masońsko-kurialna, starała się wcielić istotę Kościoła-Instytucji i czuła się przez to wyznaczona do zarządzania władzą polityczno-finansową („Papież przemija, Kuria rzymska pozostaje”).

***

W Rzymie, pewnego dnia między marcem a czerwcem 1981 roku, szef sekretnej loży masońskiej P2, Licio Gelli, pokazał Vanniemu Nistico’ (szefowi biura prasowego Psi oraz członkowi P2) kilka zdjęć, które „przedstawiały papieża Wojtyłę całkowicie nagiego na brzegu jego basenu [w Castel Gandolfo]”. Według Nistico’, Gelli powiedział wówczas: „Jest problem ze służbami bezpieczeństwa. Jeśli papieżowi można zrobić takie zdjęcie, to jakże łatwo można do niego strzelić”.

Wydarzenie z „zakazanymi” zdjęciami Ojca Świętego były sprawą masońską. Opowie o tym w sądzie członek loży P2, Bruno Tassan Din (administrator oddelegowany Rizzoli – Corriere della Sera, grupy wydawniczej kontrolowanej przez P2):

„Suma [170 milionów] została przez nas wydana na zakup serii zdjęć papieża, który kąpał się w stroju kąpielowym w basenie w Castel Gandolfo. Zdjęcia zostały zrobione z ukrycia przez agencję niejakiego Bertolini, a Gelli i Ortolani [adwokat kato–mason Umberto Ortolani] ogromnie na nas naciskali, abyśmy zakupili wspomniane zdjęcia, których publikację – jak twierdzili – trzeba było za wszelką cenę zablokować. Zainteresowanie to wcale nas nie zdziwiło, jako że wiedzieliśmy o ich zażyłych relacjach z Watykanem.

Ortolani był Dżentelmenem papieża, i kiedy byłem jego gościem w luksusowej willi na ulicy Grottaferrata, zwierzył mi się. Pokazując mi wielki salon obiadowy Ortolani powiedział, że kiedyś spotkało się tam aż trzynastu kardynałów, jego gości, którzy zdecydowali, w swego rodzaju prekonklawie, wybór kardynała [Giovanni Battista] Montini, który następnie przybrał imię Pawła VI, na papieża.

Jak wspomniałem, Gelli i Ortolani byli szczególnie zainteresowani zakupem zdjęć, twierdząc, że ich [ewentualna publikacja] mogłaby postawić w trudnej sytuacji papieża Wojtyłę również [w związku z] wewnętrznymi walkami na Watykanie. Zakupiliśmy zatem zdjęcia, które osobiście doręczyłem Gelliemu”.

Zdobywszy kłopotliwe zdjęcia dzięki Rizzoli, loża P2 dostarczyła je Ojcu Świętemu. „Gelli doręczył świętokradcze zdjęcia Giulio Andreottiemu, który zaniósł je papieżowi”. Szef P2 potwierdza: „Uznałem, że należy dostarczyć Jego Świątobliwości zdjęcia, które pokazywały go kąpiącego się w basenie z dwóch powodów. Po pierwsze, aby zapobiec ich publikacji [i skandalowi]. Po drugie, co było jeszcze ważniejsze, aby wykazać, że podobnie jak fotografowie mogli zbliżyć się na odpowiednią odległość dla ich obiektywów, tak z jeszcze większą łatwością, mogliby to uczynić ludzie o złych intencjach”.

„Zakazane” zdjęcia papieża w basenie rzeczywiście dotarły na Watykan. Dwa z nich krążyły, kserowane, w jednej kongregacji kurialnej: na zdjęciach Ojciec Święty, który dopiero co wyszedł z wody, nie był całkowicie goły, ale wyglądał jakby tak było.

W czerwcu 1981 roku agent mason Francesco Pazienza zorganizował „spotkanie Calviego i monsignore Silvestriniego, wpływowego prałata Kurii rzymskiej, którego [Pazienza] opisał jako członka grupy, której przewodził kardynał Casaroli [cordata curiale]. Argument był bardzo delikatny, sprawa „Corriere della Sera”: Calvi chciał powiadomić monsignore Silvestrini, że oddałby „Corriere della Sera” do dyspozycji Watykanu.

Potężna loża P2 (która została określona przez prezydenta Republiki Włoskiej Sandro Pertini, jako „organizacja kryminalna”), związana nierozłącznie ze szczytami frakcji „masońskiej” watykańskiej, miała nóż na gardle: 17 marca, w toskańskim mieszkaniu Licio Gelli, magistratura mediolańska odkryła listę członków. Lista 962 nazwisk została upubliczniona 20 maja, dając początek jednemu z największych skandali w powojennych Włoszech.

*

Tłum. Tomasz Mondan

Wpisał: Administrator
06.02.2006.