Filozofia masonerii: Seydel

Filozofia masonerii: Seydel

Poniżej zamieszczamy dwudziesty siódmy rozdział książki Filozofia Masonerii u progu Siódmego Tysiąclecia prof. Andrzeja Nowickiego

Rudolf Seydel, ur. 1835, zm. 1892, filozof, teolog, działacz masoński, profesor filozofii w Lipsku. Przyjęty do masonerii w 1853 r. Kiedy w 99 rocznicę urodziny Fichtego, 19 maja 1861 r. utworzono w Poczdamie Związek Wolnomularzy Niemieckich (Jerein Deutscher Maurer), Seydel został przewodniczącym.

Ważniejsze prace: System filozoficzny Schopenhauera (Schopenhauers philosophisches System, dargestellt und beurtheilt, Leipzig 1857); Mowy o wolnomularstwie dla osób myślących lecz nie będących masonami (Reder uber Freimaurerei an denkende Nichtmaurer, Leipzig 1859. wyd. 2, 1860); Rozwój metafizyki u najstarszych filozofów jońskich (Der Fortschritt der Metaphysik unter den altesten ionischen Philosophen, Leipzig 1861); Katolicyzm a wolnomularstwo. Odpowiedź na oskarżenia Kettelera wysunięte przeciwko masonerii (Katholicismus und Freimaurerei, Leipzig, 1865); Logika czyli nauka o wiedzy z uwzględnieniem zagadnienia stosunku między filozofią a teologią (Logik oder Wissenschaft von Wissen, Leipzig 1866; Nauka o szczęściu (Gluckseligkeitslehre, hasło w Encyklopedii); Prolegomena do etyki filozoficznej (Prolegomena zurphilosophischen Ethik, 1867); Niemiecki Związek Protestantów (Der deutsche Protestanten verein, wykład inauguracyjny na zjeździe Związku protestantów w Lipsku, 1867); Religia a religie (Die Religion und die Religionen, wykłady w Związku Protestantów, Leipzig 1872); Krytyka materializmu i światopoglądu mechanistycznego (Widerlegung des materialismus und der mechanischen Weltansicht, Berlin 1873); O wierze i niewierze, z odniesieniem się do Davida Straussa i Paula Heysego (Uber Glaube und Unglaube, Dresden 1874); Ewangelia Jezusa i jej stosunek do nauk Buddy i legendy Buddy (Das Evanrekutiyon Jesu in seinen l erhżltnissen zu Buddha-Lehre und Buddha- Sage, Leipzig 1882) – praca recenzowana m.in. przez Aleksandra Świętochowskiego).

Główne dzieło: Etyka czyli nauka o tym co powinno istnieć (Ethik oder Wissenschaft vom Seinsollendef, Leipzig 1874). Pierwszą pracę z dziedziny etyki wydał Seydel pod tytułem: Reden uber Freimaurerei an denkende Nichtmaurer (Mowy o wolnomularstwie dla osób myślących lecz nie będących masonami, Leipzig 1859, wyd. 2, 1960). Czternaście lat później, już jako profesor filozofii na Uniwersytecie w Lipsku, wiele tych samych myśli powtórzył w książce pod tytułem: Ethik oder Wissenschaft vom Seinsollenden (Etyka czyli nauka o tym co powinno istnieć, Leipzig 1874, s. XI, 1-386). Wspominając o tym na pierwszej stronie przedmowy, że młodzieńcza praca o wolnomularstwie ukazuje się jeszcze raz w wielu miejscach dojrzałego systemu etyki, Seydel informuje w ten sposób czytelników, że to co przekazuje im do czytania jest, w jego intencjach, zarysem etyki masońskiej.

Następnie Seydel uprzedza możliwe pytanie: po co wydawać jeszcze jedną pracę z dziedziny etyki, skoro na rynku księgarskim istnieje wiele znakomitych opracowań na ten temat”. Odpowiedź na tę wątpliwość rozrosła się do rozmiarów obszernej rozprawy pod tytułem: Historisch-kritische Anknupfung (Nawiązanie historyczno-krytyczne, s. 1-92); stanowi ona krytyczne omówienie prac takich autorów jak: Kant, Schelling, Hegel, Schleiermacher, Herbart, Schopenhauer, Wirth, Stahl, Baader, Fischer, Rothe, Fichte, Krause, Weisse, Trendenburg, Xaver Schmid, Ulrici, Chalybaus, Fichte (syn) i Ritter – dwudziestu teoretyków epoki, do których Seydel nawiązuje, choć wszystkim zarzuca, że nie potrafili zbudować „mocnego fundamentu” (sincere Grundlegung, s. VII) pod swoje rozważania etyczne. Najbliższym z tych myślicieli był jego nauczyciel, Christian Hermann Weisse (1801-1866), profesor filozofii w Lipsku. Seydel słuchał jego wykładów z etyki w semestrze zimowym 1858-1859 i prowadził z nim długie rozmowy oraz utrzymywał kontakt korespondencyjny do jego śmierci, a potem wygłosił i wydał drukiem obszerne wspomnienie pośmiertne; sporządził także i opublikował pełną bibliografię jego prac drukowanych. Głównym dziełem Weissego Philosophische Dogmatik, filozoficzna dogmatyka kościoła ewangelickiego w 3 tomach (Leipzig 1855- 1862) a Seydel w swojej książce również deklaruje, że jest protestantem, rozumiejąc przez protestantyzm zasadę wolności badań w dziedzinie religii; katolicyzm narzuca gotowe dogmaty, protestantyzm zachęca do wspólnego poszukiwania prawdy (gemeinsame freie Siichen, s. 276).

Niemal wszystkim swoim poprzednikom zarzuca Seydel, że etyka jest dla nich nauką o tym, co istnieje. Popełniają na przykład ten błąd, że biorą za fundament pojęcie istoty człowieka i domagają się, aby człowiek był w pełni tym, kim jest (s. 3,4). Weisse był jednym z nielicznych, którzy wyraźnie stwierdzili, że przedmiotem etyki jest to, czego jeszcze nie ma; to, co jeszcze nie jest rzeczywiste (ein noch nichl wirkliches, noch nicht Seiendes, s. 58). Twierdzenia etyki dotyczą tego, „co powinno istnieć” (das Seinsolende), a więc tego, co jeszcze nie istnieje i co dopiero powinno zostać urzeczywistnione.

Okazuje się, że wielki współczesny filozof Ernst Bloch (1885-1977), twórca „filozofii jeszcze nie” (Ontologie des Noch Nicht Seines) miał poprzedników ; zanim jeszcze Bloch się urodził, Weisse i Seydel posługiwali się charakterystycznym dla niego narzędziem pojęciowym „jaszcze nie” (noch nicht) Kantowskiej „etyce obowiązku” przeciwstawia się Seydel podział etyki na trzy wielkie obszary: jednym z nich jest nauka o cnocie czyli „dobrej woli” (Tugedlehre, s. 158-216), drugim nauka o dobrach (Guterlehre, s. 217-308), a dopiero trzecim – nauka o obowiązkach (Pflichtenlehre, s. 309-386); pierwsza dotyczy podmiotu, druga przedmiotu, a trzecia działania, które sprawia, że podmiot wytwarza przedmiot (s. 154). Seydel nie ceni „dobrej woli” jeśli jest ona tylko potencjalną i nie przejawia się w działaniu; nie ceni też działania, jeśli nie prowadzi on do wytworzenia wartościowego przedmiotu. Wynika stąd wniosek, że nie „dobra wola i nie „obowiązki” są tym, co najważniejsze w etyce, ale „to, co powinno być wytworzone” (das zu schajfetide Sein, s. 188).

Nie wiedząc jeszcze o istnieniu Seydla, którego książkę przeczytałem dopiero w grudniu 1995 r., innymi drogami doszedłem do utworzenia podobnego pojęcia jako centralnej kategorii filozofii warsztatu. 20.10.1987 r. Przyjąłem dla niego nazwę: „projekt dzieła, którego jeszcze nie ma” (por. A. Nowicki: Zadania filozofii warsztatu i jej miejsce w systemie filozofii kultury, w: Filozofia warsztatu, Lublin 1991, s. 9). Wprowadziłem to pojęcie 07.05.1989 r. pisząc, że „celem, dla którego prowadzi się dialog, jest zawsze jakaś res creanda czyli rzecz (albo stan rzeczy), którą chce się wytworzyć” (por. A.Nowicki: Spotkania w rzeczach, Warszawa 1991, s. 413).

Pozwoliłem sobie o tym wspomnieć, ponieważ „odkrycie”, że Seydel sto kilkanaście lat przede mną posługiwał się pojęciem „das zu schaffende Sein” podnosi go wysoko w moich oczach i pozwala mi zrozumieć entuzjazm, z jakim o Seydlu pisali Josef Gabriel Findel i Bronisław Ferdynand Trentowski.

Podobnie jak inni myśliciele będący współtwórcami „filozofii masonerii” Seydel uważa różnorodność za szczególnie wysoką wartość, także w etyce. Etyka Seydla ma bowiem wymiar społeczny: „bytem, który należy stworzyć” (das zu schaffetide Sein) jest przede wszystkim powszechna braterska wspólnota (Gemeinschaft), w której rozwija się zarówno indywidualna inicjatywa jednostek jak wymiana treści kulturalnych i związana z tą wymianą radość dawania i brania. Seydel zauważa, że bez różnorodności wspólnota taka nie mogłaby istnieć; jaką radość mogłoby dawać wymienianie się jednakowymi treściami”? „Istoty, które byłyby dla siebie tylko zwierciadlanymi odbiciami samych siebie, nie miałyby niczego, czym mogłyby się wzajemnie uzupełniać; życie w takiej wspólnocie nie miałoby żadnego motywu, sensu ani celu” (s. 226). Dotyczy to zarówno stosunków między jednostkami jak stosunków między narodami. Pożądana jest kulturalna różnorodność narodów, aby wymiana treści kulturalnych mogła je wzajemnie wzbogacać; ideałem jest „kulturalna wspólnota ludzkości” (Culturgemeinschaft der Menschheit, s. 378), która nie polega na ujednoliceniu wszystkich ludzi, ale na respektowaniu i rozwijaniu kulturalnych odrębności.

Seydel krytycznie podchodzi do masońskiego hasła „równości”, widząc w nim zagrożenie dla pożądanego zróżnicowania ludzi. W tym kontekście wysuwa interesującą myśl dotyczącą prawa własności. Rzeczy powinny należeć do tych ludzi, którzy potrafią najlepiej z nich korzystać w sposób pożyteczny dla całego społeczeństwa (s. 298, 302).

To, że najcenniejsze instrumenty muzyczne powinny być własnością wirtuozów, trzeba oczywiście zaakceptować. Można też dodać, że ci, którzy potrafią tworzyć arcydzieła, powinni mieć do swej dyspozycji najdoskonalsze narzędzia i najcenniejsze surowce, a drukarnie powinny należeć do związków pisarzy i uczonych, a więc tych, którzy posiadają najwyższe kwalifikacje do tego, żeby na dobrym papierze drukowane były piękne, mądre, szlachetne teksty.

Przysługujące wybitnym artystom i uczonym prawo własności do narzędzi i tworzywa ma swoje moralne uzasadnienie w tym, że twórcza praca w dziedzinie sztuki i nauki pomnaża skarby kultury będącej potencjalnie wspólną własnością całej ludzkości. Jednakże absolutyzacja przesłanek leżących u podstaw tego rozumowania prowadzić może także do uzasadnienia nikczemnych programów i praktyk politycznych. Absolutyzując zasadę, że naturalne prawo własności do określonego tworzywa przysługuje tym, którzy potrafią je najlepiej wykorzystać, może służyć do usprawiedliwienia wojen zaborczych i podbojów kolonialnych. Łatwo bowiem dowieść, że biały kolonizator potrafi lepiej zagospodarować ziemię, surowce i siłę roboczą niż miejscowa ludność nie posiadająca wykształcenia, wiedzy technicznej, narzędzi kapitałów. Żyjąc w okresie ekspansji kolonialnej państw europejskich, Seydel nie zdobył się w swoim traktacie etycznym na jednoznaczne potępienie panowania kolonialnego. Najwyraźniej ograniczoną postępowość jego poglądów widać w rozważaniach nad wojnami. Podejmując ocenę wojen z etycznego punktu widzenia Seydel uważa, że do wojen sprawiedliwych należą nie tylko wojny obronne (Verteidigungskrieg), ale „etyczne motywy” przyświecają także „wojnie cywilizacyjnej” (Civilisationskrieg) i „wojnie misyjnej” (<Missionskrieg), a więc wojnom zaborczym toczonym pod hasłami niesienia Cywilizacji i religii chrześcijańskiej do krajów niecywilizowanych (s. 375). Myśl ta obwarowana jest rozmaitymi zastrzeżeniami; szczytne hasła mogą często być tylko pretekstem.

Można usprawiedliwić „zniszczenie i wytępienie (Zerstsrung und Ausrottung) niepoprawnej, pustoszącej, okrutnej dzikości, której istnienie okrywa hańbą ludzkość (einer unverbesserlich wikten, greuelwllen Wildheit, dereń Existenz die Menschheit schandet, s. 375)”, ale z drugiej strony uszczęśliwianie na siłę tych, którzy wcale tego nie chcą, jest zarozumiałą głupotą; ludzie, których chce się wytępić, też mają prawo do istnienia; „sztuczne, dokonywane przemocą przyspieszanie rozwoju danej kultury treściami kultury obcej wytwarza tylko karykatury, które dla „cywilizowanych” takimi metodami ludów stają się tylko przeszkodą na drodze do rozwinięcia własnej indywidualności kulturalnej” (s. 375). Być może właśnie owe zastrzeżenia stanowią rzeczywistą treść tego fragmentu, który prócz tego zawiera jeszcze dwa inne, cenne wątki.

Jeden z tych wątków – snuty sto dwadzieścia lat temu – stał się dopiero dziś niezwykle aktualny. Seydel przewidywał, że kiedyś zostanie zorganizowana” powszechna wspólnota narodów” (Universalgemeinschaft der Volker, s. 375) i do niej będzie należało rozwiązanie konfliktów pomiędzy należącymi do niej narodami. Aby mogła to czynić skutecznie, powinna dysponować siłą zbrojną, która potrafi obronić zagrożony kraj przed napastnikiem. Wtedy była to utopia, dziś są to realne problemy stojące przed Organizacją Narodów Zjednoczonych i to nie tylko w Azji i w Afryce, ale także w samym sercu Europy (próba zaprowadzenia pokoju w krajach byłej Jugosławii).

Drugim wątkiem jest problem „coraz większej humanizacji wojny” (immer gróssere Humanisiefingdes Kriegs, s. 376) na przykład przez zakaz stosowania broni chemicznej, bombardowania obiektów cywilnych, represji wobec kobiet, dzieci i innych osób nie biorących bezpośredniego udziału w działaniach wojennych. Wprawdzie z teoretycznego punktu widzenia pojęcie „humanizacji wojny” jest nonsensowne, ale w praktyce inicjatywy humanitarne łagodzą wiele cierpień i nie wolno ich lekceważyć.

Jeżeli w tym kontekście znalazły się jakieś niezręczne sformułowania, to przecież zasługą Seydla jest to, że nie uciekał od trudnych problemów, które trzeba rozwiązać w tym świecie, w którym rzeczywiście żyjemy.

Kolejna część: Bovio – 30 czerwca 2021

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
marcin Antoni
marcin Antoni
2 miesięcy temu

Autor Filozof Twórca Osoba może Ty może ja ok niech będzie osobą myślącą nie śniącą “czytam książkę ,której to Stanisław Lem NIE napisał nie chciał napisać nie podpisał ba nie zdążył podpisać z serii o Jasio JAsiu JAsiek ” em mememmarcin mem