Ruch laicki, wolnomyśliciele, masoni

Kontakt z masonerią francuską, jej częścią liberalną konkretnie rzecz biorąc, znalazłam już w nowych warunkach społeczno-politycznych w 1993 r. We wrześniu tego roku zostałam uczennicą wolnomularską w paryskiej loży Róża Wiatrów, jednej z wielu lóż Wielkiej Żeńskiej Loży Francji rozsianych po całym świecie. Nasze grono, inicjowanych nad Sekwaną Polek powiększało się stopniowo. Po siedmiu latach rzucone ziarna wzeszły nad Wisłą. W sobotę 4 listopada 2000 r. zostały zapalone światła w warszawskiej loży PROMETEA, pierwszej w historii masonerii loży kobiecej w Polsce, której jestem członkinią.

Z wolna powracały też moje stare zainteresowania publicystyką światopoglądową (redagowanie i wydawanie pisma specjalistycznego, związanego z rynkiem ubezpieczeniowo-finansowym, wielce satysfakcjonujące zawodowo, okazało się zupełnie nie wystarczające pod względem duchowym).

Na początek nieco wspomnień. 23 lata temu, w 1987 r. byłam świeżo upieczonym doktorem nauk politycznych, obronionym na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmowałam się wówczas m.in. historią ruchu wolnomyślicielskiego i od dwóch lat publikowałam szkice na ten temat w tygodniku „Argumenty”, związanym z Towarzystwem Krzewienia Kultury Świeckiej. Usystematyzowane i poszerzone eseje zebrałam w książeczkę, którą w tak zwanej małej poligrafii wydano nakładem TKKŚ (rok później otrzymałam za to nagrodę im. Tadeusza Kotarbińskiego Za zasługi dla ruchu laickiego w Polsce). Towarzystwo obchodziło wówczas okrągłą rocznicę – 80-lecie zorganizowanego ruchu wolnomyślicielskiego na ziemiach polskich. W słowie wstępnym nawiązałam właśnie do tej rocznicy:

„Jedną z cech Polaków jest skłonność do świętowania – pisałam. My – ateiści, wolnomyśliciele czy zwolennicy laicyzmu, od tego wzorca w niczym nie odbiegamy. Świętujemy więc w roku 1987 osiemdziesięciolecie powstania zorganizowanego ruchu laickiego na ziemiach polskich.

Okolicznościowe artykuły, przemówienia, szkice publikowane przy świątecznych okazjach są u nas w Polsce przeważnie dość smutnym kompromisem między szacunkiem dla dziejów ojczystych, dążeniem do rozświetlenia zakamarków historii a aktualną sytuacją polityczną.

Jestem głęboko przekonana, że pisanie w ten sposób o dziejach Myśli Wolnej jest tej myśli zwykłym gwałceniem! Nurt wolnomyślicielski cechowała zawsze niepokorność, zadziorność, sprzeciw wobec nietolerancji, dogmatyzmowi myślenia, nie było w nim nigdy jednolitości, boć czy może być jakikolwiek ruch idei tam, gdzie wszyscy myślą to samo i tak samo?

Chcąc więc oddać cześć dziełu kilku pokoleń polskich wolnomyślicieli, nie należy ich historii upiększać i wygładzać. Nikt nie ma monopolu na prawdę, nie mieli jej częstokroć i oni. Warto jednak znać dzieła swych poprzedników; nawet te, które nie wytrzymały próby czasu choćby po to, by uczyć się na nich i nie powtarzać tych samych błędów.

Szkic niniejszy jest – jak mi się wydaje – czymś więcej niż publicystyką, nie pretenduje jednakże do miana pracy naukowej. Na to jest jeszcze zbyt wcześnie. Ruch laicki, mimo że w swych szeregach skupiał zawsze wybitnych naukowców, nie miał nigdy szczęścia do opracowań naukowych – można je wyliczyć dosłownie na palcach jednej ręki. Są one ponadto cząstkowe, żadna nie obejmuje całości historii ruchu. W tej sytuacji wybrałam drogę pośrednią: spróbowałam usystematyzować to co już zostało napisane, uzupełniając o wyniki własnych kwerend, głównie roczników prasy wolnomyślicielskiej i laickiej.

Ocenę mojego wysiłku pozostawiam Czytelnikom.

Mirosława Dołęgowska-Wysocka

Warszawa, grudzień 1987 r.”

Będąc publicystką „Argumentów”, szperając po bibliotekach i archiwach jako historyk prasy polskiej z wykształcenia i zamiłowania, odnajdywałam co rusz ślady działalności masonów i ich organizacji – wolnomularstwa. Ten wątek nie interesował mnie jednak wówczas zupełnie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że był niemile widziany w Polsce Ludowej; nie wiedziałam, że bliskie mi hasła Wolności, Równości i Braterstwa są hasłami nie tylko Rewolucji Francuskiej, ale i wolnomularstwa.

Kontakt z masonerią francuską, jej częścią liberalną konkretnie rzecz biorąc, znalazłam już w nowych warunkach społeczno-politycznych w 1993 r. We wrześniu tego roku zostałam uczennicą wolnomularską w paryskiej loży Róża Wiatrów, jednej z wielu lóż Wielkiej Żeńskiej Loży Francji rozsianych po całym świecie. Nasze grono, inicjowanych nad Sekwaną Polek powiększało się stopniowo. Po siedmiu latach rzucone ziarna wzeszły nad Wisłą. W sobotę 4 listopada 2000 r. zostały zapalone światła w warszawskiej loży PROMETEA, pierwszej w historii masonerii loży kobiecej w Polsce, której jestem członkinią.

Z wolna powracały też moje stare zainteresowania publicystyką światopoglądową (redagowanie i wydawanie pisma specjalistycznego, związanego z rynkiem ubezpieczeniowo-finansowym, wielce satysfakcjonujące zawodowo, okazało się zupełnie nie wystarczające pod względem duchowym).

***

Nie tak dawno odnalazłam na półce napisaną przed 23. laty, na pół zapomnianą książkę o ruchu wolnomyślicielskim i laickim w Polsce. Ku mojej autentycznej radości zaczęłam w niej odnajdywać nigdy nie rozwinięte wątki masońskie: ludzi, idee, organizacje. Postanowiłam rzecz napisać i zredagować na nowo.

Nie ma szerszych opracowań na ten temat. W wydanej 20 lat temu przez Czytelnik książce pt. „Polskie wolnomularstwo 1920 – 1938” jej autor Leon Chajn poświęcił temu zagadnieniu półtorej strony na 565 stronic ogółem. W podrozdzialiku poświęconym Stowarzyszeniu Wolnomyślicieli Polskich (str. 340–341) pisał m.in.: „Ważnym terenem wolnomularskiej penetracji były organizacje wolnomyślicielskie. Wolnomyślicielstwo – powstałe jako część wielkiego ruchu radykalno-mieszczańskiego, walczącego z przeżytkami feudalizmu – było wiernym sojusznikiem wolnomularstwa. Na tym terenie walczono wspólnie o szkołę świecką, o oddzielenie Kościoła od państwa, o gminę bezwyznaniową, o śluby cywilne, o laicyzację zakładów opiekuńczych, o etykę świecką itp.”

Leon Chajn pisał to na podstawie opracowania francuskiego, pracy P. Chevaliera pt. „Histoire dla la Franc-Maconerie” wydanej w 1974 r. w Paryżu i moim zdaniem bezzasadnie uogólnił doświadczenia masonerii liberalnej, związanej zwłaszcza z Wielkim Wschodem Francji na całą masonerię, a przynajmniej nie zaznaczając wyraźnie, że pisząc o wolnomularstwie, pisze tylko o jednym jej odłamie. A jest to kwestia ważna, bowiem nie cała bynajmniej masoneria włączyła się tak czynnie jak francuska w walkę o świecki, republikański kształt państwa. Na tym tle od lat 70-tych XIX wieku toczyły się ostre spory światopoglądowe, zwłaszcza między wolnomularstwem anglosaskim a francuskim liberalnym.

Początek tych zasadniczych różnic, to „wyrzucenie” przez Wielki Wschód Francji ze swoich dokumentów programowych Wielkiego Budownika Wszechświata, czyli dopuszczenie do swoich szeregów ludzi niewierzących. Przytoczę w tym miejscu fragmenty popularnego opracowania na temat masonerii pióra Andrzeja Niemojewskiego, który inicjowany (prawdopodobnie w jednej z lóż paryskich WWF) w roku 1906, po powrocie do Polski wydał własnym sumptem broszurę pt. „O masonerii i masonach”. Niemojewski nie stara się być bynajmniej obiektywny i bierze stronę odłamu liberalnego twierdząc, że wolnomularze niemieccy czy angielscy zastygli w starych, dawno przeżytych formach działaniach.

„W dzisiejszej masonerii można zauważyć trzy kierunki: niemiecki, francuski i angielski – pisze. W Niemczech nowe dążenia znalazły sobie inne formy. Loże niemieckie cechuje pewna ‘duchowa anemia’. Duchowieństwo niemieckie odsunęło się od lóż, tak samo uczeni. Osiem Wielkich Lóż niemieckich liczy ogółem około 50.000 członków. Boos przyznaje [Heinrich Boos, Geschichte der Fraimaurerei, Aarau, 1906], że dziś wolnomularstwo w Niemczech ‘nie jest w modzie’. Fakt ten da się tylko wytłumaczyć ogólnym położeniem państwa. Niemcy znajdują się w fazie silnej reakcji. Z jednej strony widźmy uszeregowany rząd, kapitalizm, agrariuszy, z drugiej strony socjalizm. Pomiędzy tymi dwoma obozami niemiecki wolnomularz nie umie znaleźć sobie miejsca.

Zupełnie inaczej rzecz się przedstawia w postępowej Francji. Tam walka postępu z reakcją wre na całej linii, a nie popełnimy zbyt wielkiego błędu, jeżeli powiemy, że masoneria niezmiernie się przyczyniła do przeprowadzenia zasady oddzielenia kościoła od państwa. Masoneria francuska, idąc za postępem wiedzy, zmieniła także swoje poglądy na dawną teorię o ‘Wielkim Budowniku Światów’. Bóg bezosobowy prowadził w prostej linii do panteizmu a ‘panteizm jest tylko ugrzecznionym ateizmem’, jak twierdzi Ernest Haeckel. Boos pisze: ‘Od roku 1870 wolnomularstwo krajów romańskich nie wyłączając Belgii, popadło w niecny liberalizm i dziki radykalizm. Dnia 10 września 1877 roku Generalne Zgromadzenie Wielkiego Wschodu Francji usuwa z ustawy swojej wiarę w Boga i w nieśmiertelność duszy, skutkiem czego Wielka Loża Angielska zerwała wszelkie kontakty z Wielką Lożą francuską. Konserwatywna Anglia, wielowieczna ojczyzna deizmu, nie mogła się zgodzić na tak radykalne stawianie kwestii. Ale postępowa Francja zapragnęła przerwaną nić braterstwa nawiązać. W miesięczniku masońskim „L’Acacia”, wychodzącym w Paryżu (nr 35, z listopada 1905 r.). pojawia się na miejscu naczelnym list otwarty Mistrza Hirama do króla angielskiego Edwarda VII, protektora masonerii angielskiej, aby zachciał wpływów swych użyć w kierunku przywrócenia zgody, albowiem cały spór jest wynikiem prostego nieporozumienia. Wielki Wschód Francji nie narzuca nikomu niewiary w Boga i nieśmiertelność duszy, tylko dopuszcza tę niewiarę, jak dopuszczał wiarę. Zasada tolerancji nie została zatem naruszona. Jaki skutek wywarł ten list otwarty, nie jest nam wiadome” – kończy ten wątek rozważań Niemojewski.

Prawie po 100 latach to „nieporozumienie” między dwoma odłamami masonerii trwa nadal, będąc zdaniem piszącej te słowa sporem nie tylko anachronicznym, ale wręcz szkodliwym, zwłaszcza wobec wyzwań, które przed całym, starzejącym się w wielu częściach świata wolnomularstwem, stawiają nowe czasy, czyli XXI wiek.

Rozdział I

PRZED I WOJNĄ ŚWIATOWĄ

Patrząc z szerszej perspektywy historycznej na ruch wolnomyślicielski i laicki w Polsce, dwie kwestie zdają się bezsporne: po pierwsze – niepokorni, myślący antydogmatycznie ludzie są nie na rękę każdej niedemokratycznej władzy, czego dowodem kolejne daty rozwiązywania organizacji wolnomyślicielskich: 1907, 1928, 1936, 1951; po drugie – ruch ten nie został wniesiony do Polski z zewnątrz czy w jakikolwiek sposób narzucony.

“Ważne jest, aby w świadomości społeczeństwa polskiego głęboko ugruntowała się prawda, że ateizm, myśl wolna nie są produktem obcym, importowanym do Polski zwłaszcza w ostatnich latach, ale mają w naszym kraju kilkusetletnią tradycję – mówił w wywiadzie dla “Argumentów” (nr 11/1987) prof. dr hab. Andrzej Nowicki, kierownik Zakładu Filozofii Kultury UMCS w Lublinie, główny animator reaktywowania tego ruchu w 1957 r. “Należy pokazywać jak głęboko jesteśmy zakorzenieni w tradycjach polskiej myśli wolnej — postulował – Klonowiców, Modrzewskich, Koperników, Łyszczyńskich, Dembowskich, Krzywickich, Kotarbińskich, Witwickich. Nie jest prawdą, że naród polski był zawsze narodem fanatycznych katolików. Poważny wkład w kulturę polską wnieśli innowiercy z kilkunastu innych wyznań, a także wolnomyśliciele, ateiści, krytycy religii, szermierze walki o tolerancję, kulturę dyskusji, naukowy pogląd na świat”.

Po latach prof. Andrzej Nowicki mógł dopisać do tej listy i masonerię, której został członkiem w roku 1994, aby ukoronować swoją drogę masońską tytułem Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Polski. „Formalnie moja przynależność do masonerii trwa zaledwie dziesięć lat – mówił w wywiadzie udzielonym „Res Humanie”, pismu związanemu z Towarzystwem Kultury Świeckiej, następcą TKKŚ (nr 4-5/04). Cóż to jest przy trzydziestu latach aktywnej, reformatorskiej działalności masońskiej najwybitniejszego z polskich masonów Bronisława Trentowskiego, pełniącego najwyższe funkcje w jednej z lóż Wielkiego Księstwa Badenii. Ale w rzeczywistości, biorąc pod uwagę postawę i poglądy, jestem masonem od siedmiu dziesięcioleci. […] Z filozofii masonerii najbliższa mi jest idea braterstwa narodów, ceniąca różnorodność języków, ras, narodów, otwarta na wartości tkwiące w innych kulturach. Kogo te sprawy interesują, może znaleźć więcej informacji w mojej książce „Filozofia masonerii u progu siódmego tysiąclecia” (Gdynia 5997)”.

Dodajmy do wymienionej tu listy nazwisk, że niezwykle istotną rolę w dobie kształtowania się zorganizowanych form ruchu wolnomyślicielskiego odegrali wybitni polscy uczeni reprezentujący różnorodne dyscypliny naukowe jak i poglądy polityczne, poczynając od liberalno-burżuazyjnych po socjalistyczne. Wymieńmy więc przyrodników i lekarzy, jak: Benedykt Dybowski, Odo Bujwid, Romuald Hinkiewicz, religioznawców jak Ignacy Radliński, geografów jak Anna i Wacław Nałkowscy, fizyków jak Stanisław Kalinowski, pedagogów jak Jan Władysław Dawid, Adam Marburg, Władysława Weychert-Szymanowska, wreszcie – ekonomistów jak Zygmunt Heryng. Z ruchem wolnomyślicielskim od jego zarania związani byli Stanisław Brzozowski, Stanisław Witkiewicz, Stefania Sempołowska, Iza Moszczeńska, Stanisław Miciński, Andrzej Niemojewski, Janusz Korczak Gustaw Daniłowski, Andrzej Strug, Jerzy Wasowski. Cztery ostatnie nazwiska to nazwiska ludzi związanych z ruchem masońskim.

Wolnomyślicielstwo jako ruch filozoficzny i społeczny zrodziło się w okresie Oświecenia. Sam termin “wolnomyśliciel” wiąże się – choć nie tylko – z nazwiskiem angielskiego myśliciela Johna Tolanda (1670-1722). Świetny leksykon “Gefingelte Worte” (Kurt Boetteher i inni, Lipsk 1981), podaje, że po ukazaniu się książki J. Tolanda “Christianity not Mysterious” (1696) został on nazwany “wolnomyślicielem” w liście z 1697 roku irlandzkiego filozofa Williama Molyneux do Johna Loocke’a; w 1711 r. J.Toland miał określić się jako “wolnomyśliciel”. W dwa lata później wydano rozprawę Anthony’ego Collinsa (ucznia Locke’a) “A Discourse of Freething”, która po raz pierwszy wymieniała “wolnomyślność” już w samym tytule.

Generalnie biorąc przez wolnomyślicielstwo w okresie Oświecenia angielskiego rozumiano deizm oraz brak ortodoksji religijnej. Znacznie dalej od angielskiego poszło wolnomyślicielstwo francuskie szerzące przekonanie o konieczności zniesienia religii jako warunku obalenia feudalizmu, wiarę w potęgę rozumu i oświaty oraz w usankcjonowane przez rozum ustawodawstwo jako czynnik dechrystianizacji. Głoszono także radykalny antyklerykalizm idący w parze z przekonaniem o możliwości administracyjnego, rewolucyjnego zniesienia Kościoła i religii (to, co przejęli później blanquiści, tak potępieni przez Fryderyka Engelsa).

Zorganizowany formalnie ruch wolnomyślicielski pojawia się na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wieku XIX (powszechnie wymienia się holenderską “Jutrzenkę” z 1857 r., jednakże dotyczy to jedynie Europy kontynentalnej). Znacznie wcześniej rozwijały się brytyjskie stowarzyszenia wolnomyślicielskie – “zetetyczne”, jak się określały; istota nazwy sprowadza się do roztrząsań prowadzonych w warunkach pełnej swobody, rozważań spoza dogmatów i nacisków.

Pierwsze stowarzyszenie tego typu zrodziło się w siedem miesięcy po śmierci Napoleona, a w rok po urodzeniu się Engelsa. Na początku grudnia 1821 r. w stolicy Szkocji powstało Zetetyczne Stowarzyszenie Edynburskich Wolnomyślicieli, które już 12 grudnia wysłało list z podpisem Jamesa Affliecka (zapewne sekretarza) do Richarda Carlile’a, wybitnego edytora periodyków oraz książek o charakterze wolnomyślicielskim, w latach 1819-1825 osadzonego w więzieniu w Corchester i stamtąd prowadzącego bardzo ożywioną działalność inspiratorską, propagandową oraz wydawniczą. Można sądzić, że list ten jest pierwszym dokumentem publicznym – bo bezzwłocznie, 18 stycznia 1822 r. ogłoszonym przez Carlile’a w zredagowanym z celi więziennej piśmie “Republican” – pierwszego stowarzyszenia wolnomyślicielskiego; pierwszego w ogóle i z założeń, i z nazwy.

W latach dwudziestych XIX wieku za Kanałem La Manche podobnych stowarzyszeń powstało wiele, choć ich działalność była z reguły krótkotrwała. Powstawały też nowe stowarzyszenia o charakterze wolnomyślicielskim, które nie ujawniały tego w swych nazwach (np. Zrzeszenie Wszystkich Klas Wszystkich Narodów czy Unia Anty-Prześladowcza). Tak więc istniał nieprzerwany łańcuch związków wolnomyślicielskich. W 1866 r. założono Krajowe Stowarzyszenie Świeckie istniejące po dziś dzień z krótką przerwą w latach 1872-1876. Najdawniejsze pisma wolnomyślicielskie to miesięcznik – ongiś tygodnik – “The Freethinker”, założony w 1881 r.; ponadto kwartalnik – ongiś miesięcznik – o dwukrotnie zmienianym tytule, lecz przy zachowania numeracyjnej ciągłości tomów — “New Humanist” założony w 1885 r. i od 1899 r. wydawany przez Rationalist Press Association.

Profil ideowy tych stowarzyszeń był bardzo złożony. Skupiały one zarówno liberalną burżuazję, jak i plebejuszy, do których zdążyły już dotrzeć idee socjalistyczne. W wolnomyślicielskich publikacjach z tego okresu pojawiają się obok siebie takie nazwiska jak Buchner, Darwin, Comte oraz Blanqui, Proudhon, a później Marks. Proces wydzielania się wolnomyślicielstwa socjalistycznego zaczyna się pod koniec XIX wieku.

***

W specyficznej sytuacji polskiej, zorganizowany ruch wolnomyślicielski, tak samo jak odrodzenie lóż masońskich, rozwiązanych przez cara na początku lat 20-tych XIX stulecia, mógł zrodzić się dopiero po wybuchu rewolucji lutowej 1905 r. w Rosji. Na początku okresu, którym bliżej przyjdzie się nam zajmować dalej, zarówno słowo „wolnomyśliciel” jak i mason, często było utożsamiane i funkcjonowało w polskim społeczeństwie bynajmniej nie w pozytywnym kontekście. Pisał o tym w swej przedmowie do wydanej w 1906 r. książki, szkicu o charakterze popularnym pt. „O masonerii i masonach” wspomniany już Andrzej Niemojewski: „Ktokolwiek w Polsce walczy o wolność sumienia, o wolność nauki, o wolność polityczną, społeczną i ekonomiczną, tego prędzej czy później okrzykną za Masona (pisownia z dużej litery oryginalna, wys.). Masonem nazywają uczonego, który wykłada, że plemię ludzkie istnieje na ziemi znacznie dłużej, niż to uczy ksiądz podczas wykładu religii. Masonem nazywają socjalistę, który dowodzi, że stan robotniczy nie powinien z taką uległością znosić swej niedoli, jak to radzi ksiądz w czasie każdego niemal kazania. Masonem nazywają ludowca, który głosi, że chłop polski w walce o byt ma przeciwko sobie zbratanego księdza z panem, czemu przeczą pan i ksiądz. Masonem nazywają każdego bezbożnika, którego bezbożność nieraz tylko polega na tem, że nie chce księdza całować w rękę a natomiast chce za tańsze pieniądze mieć ślub. Masonem wreszcie nazywają każdego czupurniejszego ucznia, gdy nie chce spowiednikowi wręczyć kartki, będącej niejako policyjną kontrolą przy konfesjonale. W ten sposób wyraz mason połączył się w jakąś wielką rodzinę wolnomyślnego uczonego, socjalistę, ludowca, bezbożnika targującego się o ślub i ucznia, opierającego się stosowaniu sposobów policyjnych do konfesjonału”.

Książkę, z której powyższy cytat zaczerpnęłam, a nabyłam w jednym z warszawskich antykwariatów w roku 2004, Niemojewski wydał własnym sumptem, w ramach Wydawnictwa Myśli Niepodległej. Przyjdzie nam do tego wątku powrócić, bowiem wokół tego właśnie wydawnictwa, założonego w 1906 r. skupili się założyciele pierwszego polskiego stowarzyszenia wolnomyślicieli.

Prace przygotowawcze trwały ponad rok. Mniej więcej dwa miesiące przed planowanym na 8 grudnia 1907 r. I zjazdem wolnomyślicieli polskich, którego głównymi organizatorami byli wspomniany wcześniej Andrzej Niemojewski, Iza Moszczeńska i Ludwik Krzywicki, do warszawskiego generała-gubernatora wpłynęło pismo od księdza biskupa kujawsko-kaliskiego Stanisława Zdzitowieckiego. W tłumaczeniu na język polski brzmiało ono następująco:

“Redaktor czasopisma ‘Myśl Niepodległa’ Andrzej Niemojewski zamieszkały w Warszawie, a o ile mi wiadomo zagraniczny poddany, wspomnianym pismem i różnego rodzaju broszurami, w których obala nie tylko chrześcijańską naukę lecz nawet wiarę w Jedynego Boga i wszelką religię, wywiera najbardziej zły i zgubny wpływ zwłaszcza na kształtującą się młodzież, obecnie zaczął wydawać popularne książeczki dla roboczego ludu w rodzaju katechizmu, który mam zaszczyt niniejszym załączyć. Łatwo pojąć jakiego rodzaju wątpliwości zasiał śród nieukształconych, ciemnych mas ludowych i bez tego już nadto obałamuconych polityczną i socjalistyczną propagandą. W tych dniach Niemojewski zjawił się w osadzie Raków pod Częstochową i swojego pióra broszury rozpowszechniał wśród robotników. Przypuszczam, że potrzebne na to wydanie pieniądze otrzymuje on od zagranicznych masonów, albowiem jak widać z pism, przyjmował doniosły udział w ostatnim kongresie masonów w Pradze czeskiej. Na podstawie wyżej wyłuszczonego i biorąc że żadne państwo nie może istnieć bez moralności, a tej ostatniej jedyną i główną podstawą i przedmurzem jest religijność narodu, mam zaszczyt najpokorniej upraszać Waszą Ekscelencję, czy Wasza Ekscelencja nie uznałaby za możliwe jąć się odpowiednich środków, aby położyć koniec zgubnej działalności Niemojewskiego, tego głównego wodza niemoralności i nieprzejednanego wroga religii, co w znacznym stopniu obezwładniłoby jego propagandę, a w konsekwencji przyczyniłoby się do uspokojenia w kraju szarpanego bandytyzmem, grabieżą i zabójstwami” .

“Bandytyzm, grabież i zabójstwa” to oczywiście synonimy dogasającej wówczas rewolucji. W piśmie tym, nazwanym przez prasę postępową zwykłą denuncjacją, nie chodziło jak widać wyłącznie o religię, wiarę Boga, lecz także o bardzo ziemskie sprawy. Nie było to czymś wyjątkowym u ks. Biskupa, kiedy bowiem po Rewolucji Październikowej ujawniono carskie archiwa, znaleziono tam dość obfitą korespondencję – nie tylko biskupa Zdzitowieckiego zresztą, także i arcybiskupa warszawskiego Wincentego Chościaka Popiela, czy biskupa kieleckiego Tadeusza Kuklińskiego z urzędnikami rosyjskimi.

Zarówno postępowanie polskich biskupów, jak i wszystkie wydane w tym czasie listy pasterskie znalazły całkowitą aprobatę w encyklice Piusa X skierowanej do “Arcybiskupów i Biskupów Polskich podległych berłu rosyjskiemu”. Papież wskazywał w niej, iż “jest najgłówniejszą rzeczą, aby Polacy wyznania wiary katolickiej, które jako dziedzictwo po dziadach i pradziadach z Bożą zachowują pomocą, nadal zawsze jak zasługuje, szanowali i kładli ponad wszelkie inne sprawy”. Przypomniał też słowa swego poprzednika Leona XII, który – w 1894 r. pisał, iż “poddani powinni dochowywać niezmiennie wierności i uszanowania panującym, jako Bogu wykonującemu władzę przez człowieka, (…) święcie zachować karność państwową, trzymać się z dala od niegodziwych knowań i wichrzeń, unikać rokoszów, wszystkie siły wytężać ku utrzymaniu pokoju i sprawiedliwości. Papież potępił nie tylko socjalistów i rewolucję socjalną, potępił także dążenia narodowej demokracji (głoszącej nb. gorliwie wierność Kościołowi), a także strajk uczniów i studentów walczących o polską szkołę.

Encyklika papieska wywołała w społeczeństwie polskim wielkie poruszenie i to wśród nawet najbardziej prawowiernych katolików. Z wielu opublikowanych wówczas artykułów przedstawmy ten, zatytułowany “Rzym przemówił” opublikowany w warszawskim tygodniku “Młodość”. Jego autorką była znana działaczka społeczna i polityczna, publicystka związana wówczas z obozem socjalistycznym, którą już niebawem ujrzymy przemawiającą na zjeździe wolnomyślicieli polskich. Iza Moszczeńska wykazywała, iż encyklika ta jest z punktu widzenia Kościoła niezręczna, lecz dla Polaków jawi się wręcz znakomitym środkiem uświadamiającym, bowiem zdaniem bojowej autorki „rewolucyjnej zawieruchy nie zażegna, oczy ludziom otworzy”.

Wróćmy do przytoczonego listu biskupa Zdzitowieckiego. Wspomniane w nim nazwisko Andrzeja Niemojewskiego nie było bynajmniej obce warszawskiemu generałowi-gubernatorowi. Podobnie było z nazwiskiem Izy Moszczeńskiej i Ludwika Krzywickiego. Wszyscy oni wiedzieli już dobrze, jak wygląda warszawska twierdza od wewnątrz. Krzywicki z Niemojewskim zostali aresztowani po raz pierwszy i osadzeni w 1899 r. za działalność oświatową i socjalistyczną. Po raz drugi aresztowanie nastąpiło już podczas rewolucji 1905. Począwszy od 1904 r. Niemojewski przy walnym udziale Moszczeńskiej zaczął wydawać pismo “Kuźnica”, na łamach której głosili hasła pełnej autonomii Królestwa i zjednoczenia lewicy w walce o konstytucję w Rosji. Jesienią 1904 r. byli już całkowicie zaangażowani w akcje agitacyjną na wiecach mających doprowadzić do. sformułowania żądań, jakie społeczeństwo Królestwa winno wysunąć wobec Rosji i poprzeć je strajkiem. W tym też czasie Niemojewski poddał myśl zorganizowania równolegle z innymi akcjami protestacyjnymi strajku szkolnego.

Grupa “Kuźnicy”, o której mówiono, iż jest “kancelarią wieców polskich”, stała się już po wybuchu strajku szkolnego pod koniec stycznia 1905 r. ważnym ośrodkiem agitacyjnym w środowiskach rodzicielskich. Cała trójka przemawiała na słynnym wiecu w Sali Muzeum i Rolnictwa, który opowiedział się za kontynuowaniem strajku szkolnego. Krzywicki wspominał po latach, jak wielki wpływ wywierał Niemojewski na tłumy. Na wiecu tym powiedział tylko trzy słowa: “Chcemy szkoły polskiej”, po czym wybuchnął taki entuzjazm, że z trudem udało się zaprowadzić spokój, aby uchwalić odpowiednie rezolucje.

Było to już ostatnie publiczne wystąpienie Niemojewskiego w Warszawie w 1905 r. 18 lutego oberpolicmajster warszawski Nolken zaproponował gubernatorowi, aby usunąć go z miasta. W cztery dni później przeprowadzono w mieszkaniu Niemojewskiego rewizję i powiadomiono o usunięciu ze stolicy. Izę Moszczeńską aresztowano na początku marca, Ludwika Krzywickiego w miesiąc później.

Wydalony z Warszawy Andrzej Niemojewski przez Lublin, Wilno (usunięto go z tych miast także po kilku dniach) udał się do Paryża, gdzie wziął udział w XII Kongresie Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Myśli Wolnej. Razem z nim brali udział w zjeździe Mieczysław Wolfke i Ignacy Radliński. Ten ostatni powitał uczestników zjazdu od delegacji polskiej po raz pierwszy biorącej udział w zjeździe “w imię tych, którzy w moim kraju wiodą obecnie bohaterską walkę o byt i niepodległość”.

W Paryżu Niemojewski zetknął się po raz pierwszy z emigracyjną organizacją wolnomyślicielską – Polską Ligą Wolnej Myśli. Była to jedyna polska organizacja podwójnie szczególna: typu federacyjnego, oraz narodowa, ponadpaństwowa. W lipcu 1906 r. w Paryżu powstało jedynie pierwsze jej ogniwo: Sekcja Paryska (sekretarz: Iza Zielińska), wszakże nie roszcząca sobie prawa do zwierzchności nad innymi sekcjami, tworzonymi później.

Oto odezwa Ligi wydana w Paryżu:

“Obywatele

Społeczeństwo polskie, które stoi dziś na progu nowej ery, jedynie wówczas potrafi rozwiązać trudne i odpowiedzialne zadania obecnej doby, jeżeli rozpocznie budowę nowego życia od wyzwolenia własnej myśli, od emancypacji własnej opinii.

Największe wysiłki, najbardziej heroiczne ofiary niesione przez walczący o wolność lud, uwieńczą się niewielkim plonem, skończą połowicznym zwycięstwem – jeżeli lepsza, postępowa część inteligenckiego ogółu nie odezwie się na rytm czynnej walki zgodnym rytmem wolnomyślnej krytyki, bijącej we wszelkiego rodzaju dogmaty, przeżytki, zbutwiałe tradycje i zestarzałe autorytety.

Trzeba, ażeby ogół polski, zbyt długo tumaniony i krzywdzony przez kontuszowych, tonzurowanych i giełdowych szalbierzy, którzy z powodzeniem maskują interesy swej kliki płaszczem ogólnego dobra – ażeby ten ogół pojął, że podstawą wszelkiej wolności jest wyzwolenie myśli z krępujących ją powijaków, że zatem, aby rozpocząć życie godne nowożytnego społeczeństwa, należy przerwać tę gnuśną śpiączkę, która przechodzi już w niepokojący letarg i obniża nas wobec ludów Europy.

Zadaniem Polskiej Ligi Wolnej Myśli jest poprzedzać i uzupełniać zdobycze demokracji drogą ścisłej krytyki, metodą swobodnego badania i intelektualnym szturmem do tych warowni zachowawczych i klerykalnych, które dzięki specjalnym u nas warunkom, trwają po dziś dzień w nienaruszonej swej mocy.

Kierując ostrze swej krytyki przede wszystkim przeciwko dogmatom religijnym, będącym zaprzeczeniem postępu w potrójnej postaci – jako sankcja społecznej nierówności, jako apoteoza ciemnoty i jako krzewienie etyki opartej na obawie kar zagrobowych, a niegodnej rozumnego człowieka – Wolna Myśl uderzać będzie niby taran we wszystkie zabytki zachowawcze, które zostawiły trwałe piętno na fizjonomii naszego kraju i dziś jeszcze roszczą sobie prawo do kierowania jego losami. Wskazaliśmy istotę Wolnej Myśli i zadania, które ma ona do spełnienia, rzeczą jest publicznego poparcia i współdziałania, aby zapoczątkowane przez nas dzieło emancypacji myśli polskiej przeszło jak najrychlej ze stadium początkowego w stadium trwałego rozwoju” (cyt. za art. pt. Organizacja Wolnej Myśli w Polsce, „Głos Wolnych” nr 2-3/1951, wys.).

W dwa miesiące później, w czerwcu 1906 r. powstaje analogiczny związek w Warszawie, a opieram się na informacji zawartej w warszawskiej “Nowej Gazecie” (nr 350/1906). Jego program był identyczny z programem paryskim. Istotne zmiany zaszły natomiast w Statucie. Otóż § 7 Statutu Ligi Paryskiej głosił, iż członkiem organizacji może być każdy bez różnicy płci i pochodzenia nie odbywający praktyk religijnych. W ten oto sposób komentowała “Nowa Gazeta” przyczyny wprowadzonych zmian: “Bez chrztu nie posiada się metryki, nie można wstąpić do żadnej szkoły, bez zawarcia ślubu w kościele nie można być legalnym małżonkiem i mieć tak zwane legalne dzieci (w Królestwie – przyp. wys.). Uczeń i żołnierz muszą w określonych terminach przystępować do spowiedzi, urzędnik państwowy musi w pewne dni zjawiać się w kościele, dziecko nie otrzyma promocji bez stopnia z religii, a ksiądz mu tego stopnia nie da, jeśli to dziecko nie spełnia przepisanych praktyk religijnych, chociażby zdało świetnie egzamin, z przedmiotów, stanowiących naukę o religii”.

W związku z takim stanem rzeczy odpowiedni paragraf Statutu musiał zostać w Królestwie Polskim zredagowany inaczej, odpowiednio do stanu obowiązującego prawodawstwa, a także panującej w kraju opinii. Brzmiał on następująco:

“Za przedmiot prac i walk swoich Liga obiera dążenie do przekształcenia prawodawstwa w tym duchu, aby ani żaden z jej członków, ani nikt w ogóle nie był zmuszony do praktyk religijnych, które mu dają tytuł na członka społeczeństwa i prawa obywatelskie (jak np. chrzest), lub które pewne akty czysto prawnego charakteru każą mu wykonywać na tle jakiejś konfesji (np. śluby). Liga chce dać oparcie, opiekę i pomoc tym wszystkim, którzy albo dążą do zupełnego zerwania z nimi i jedynie na warunek kładzie, aby żaden z jej członków tych praktyk religijnych dobrowolnie nie spełniał, do których nie zmusza go reakcyjne prawo, także pomagać mu chce i osłaniać przed wsteczną opinią, gdy będzie wolał żyć całkiem bez praw niż z prawami, a bez sumienia”.

Na temat struktury terytorialnego stowarzyszenia mamy tylko szczątkowe informację. 14 kwietnia 1907 r. w Zakopanem np. powstał zespół, mający zająć się legalizacją grupy pod nazwą: Sekcja Zakopiańska PLWM. Prawdopodobnie przekształciła się ona w Sekcję Galicyjską z sekretarzem Ignacym Lauernannem z Krakowa. Do PLWM zgłaszały się grupy polskie z przeróżnych miast Europy od Petersburga i Dorpatu po Monachium i Genewę. Tak więc tworzyły się jakieś zespoły czy koła afiliowane – w skali krajowej.

W roku założenia Polskiej Ligi Wolnej Myśli wyszło w Warszawie pismo pt. “Myśl Niepodległa” redagowane przez Andrzeja Niemojewskiego. Jego pierwszy numer pojawił się l września 1906 roku, ale pomysł zrodził się wcześniej, jeszcze podczas pobytu Niemojewskiego w Paryżu. Prawdopodobnie w rozmowie z emigrantem rosyjskim Piotrem Struwe narodziła się “Myśl Niepodległa”, wspomniana w liście biskupa Zdzitowieckiego.

O celach pisma pisał Niemojewski w liście do znanego działacza ludowego Bolesława Wysłoucha: „Chodzi o wyzwolenie ludzi nauki, pióra i czynu spod klerykalizmu. Chodzi także o wpływ na młodzież, o grupowanie jej i wskazanie celów” (por. w biogramie Niemojewskiego w Polskim Słowniku Biograficznym, wys.).

Andrzej Niemojewski był wówczas w stałym kontakcie z czołowymi polskimi wolnomyślicielami – Janem Władysławem Dawidem, Ignacym Radlińskim, Wincentym Rzymowskim, Janem Baudouinem de Courtenay, którzy pomysł wydawania pisma wolnomyślicielskiego przyjęli z dużym uznaniem. Jego program można ująć następująco: “Gdy dzień historyczny wysunął na plan pierwszy walkę o konstytucję w Rosji o autonomię Królestwa Polskiego, należałoby jasno określić przede wszystkim autonomię człowieka”.

Jak wspomniałam, pierwszy numer pisma ukazał się w Warszawie l września 1906 r., a sfinansował przedsięwzięcie jeden z członków paryskiej Polskiej Ligi Wolnej Myśli. Wokół pisma skupili się najwybitniejsi przedstawiciele polskiego wolnomyślicielstwa, brak natomiast informacji, czy byli oni jednocześnie formalnymi członkami Ligi. Jedną z akcji podjętych przez “Myśl Niepodległą” było ogłaszanie nazwisk osób deklarujących swe poparcie dla utworzenia tzw. Wolnej Gminy (wśród tych nazwisk figuruje także nazwisko Bronisława Skłodowskiego, ojca Marii Skłodowskiej-Curie, natomiast jej siostra, Bronisława ze Skłodowskich Dłuska była członkinią organizacji paryskiej). Po przeszło roku działalności “Myśl Niepodległa” mogła ogłosić, iż 8 grudnia 1907 r. w sali Muzeum Przemysłu i Rolnictwa w Warszawie odbędzie się I zjazd polskich wolnomyślicieli. Wzięło w nim udział 631 uczestników. Byli wśród nich wybitni uczeni jak Ludwik Krzywicki, czy Wacław Nałkowski, byli pisarze, nauczyciele, ale także robotnicy. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że w jego obradach uczestniczyła spora grupa kobiet, gdyż wolnomyśliciele zawsze popierali ich postulaty emancypacyjne. Wszyscy podpisali wcześniej deklaracje żądająca wprowadzenia cywilnych metryk, ślubów i rozwodów, świeckich pogrzebów, szkoły laickiej oraz świeckiej przysięgi w sądach, żądania te znalazły się także w uchwałach zjazdu.

Przemówienie inauguracyjne wygłosił znany nam już uczeń prof. Ignacego Radlińskiego – Andrzej Niemojewski. Podkreślił, że wolna myśl nie jest doktryną, ale metodą badania i metodą życia; nie zna gwałtu, lecz tylko przekonuje i kształci. “Do nas bezwarunkowo należy przyszłość – wołał Niemojewski z trybuny. Naszym torem pójdzie świat”. Warto w tym miejscu dodać, że Niemojewski był człowiekiem niezwykle zwalczanym z wielu ambon. Wspomniany przeze mnie poufny list biskupa Zdzitowieckiego do generał-gubernatora Nolkena jest jedynie tego drobnym przyczynkiem. Wcześniej próbowano wręcz zlinczować Niemojewskiego w Krakowie po wydaniu przez niego “Legend” o życiu Jezusa Chrystusa, w których przedstawił Go nie jako Boga, lecz tylko człowieka – reformatora społecznego, pocieszyciela strapionych, uciemiężonych i nieszczęśliwych.

O takich m.in. praktykach mówił na I Zjeździe Ludwik Krzywicki: “W ciągu kilku ostatnich lat dokonało się u nas dziwne odwrócenie wartości. Jeszcze niedawno demokratyzm i tolerancja rozbrzmiewały na ustach wszystkich. Dziś, gdy nadeszła chwila urzeczywistnienia pięknego frazesu, przerzedziły się szeregi demokratów i tolerantów. Tak, byliśmy tolerancyjni, bo potrzebowaliśmy tolerancji. Ale dziś pozbawia się ludzi posad i stanowisk tylko za odmienność przekonań. […] W pewnej miejscowości wyklęto z ambony prelegenta za wykład o budowie oka. W innej, gdy prelegent mówił o tym, że niektórzy uczeni księża za granicą zajmują się badaniami nad człowiekiem przedhistorycznym, miejscowy ksiądz usilnie prosił, by dać spokój szerzeniu takich wiadomości, nasz kler bowiem jest ciemny, a światłość kleru zagranicznego kompromituje go i obniża jego powagę wobec owieczek, które powinny widzieć w nim swój ideał. A więc ideał! – wołał Krzywicki z trybuny zjazdowej. Przypatrzmy się bliżej ideałom tych panów. […]

Teza jedna: nauczyciel wiejski nie powinien być zanadto mądry, bo poprzewraca chłopom w głowie. Teza druga: nauka nie powinna być ani powszechna, ani bezpłatna; nauki przyrodnicze są dla szkół ludowych trucizną, dzieci w szkole ludowej nie należy zbytnio uczyć, bo nie będą chciały potem chodzić za pługiem”. Kończąc swe wystąpienie wołał: “Łączmy się w imię prawdziwej tolerancji, która szanuje cudze przekonania. Bez względu na obozy i partie łączmy się w imię ratowania naszej kultury. Szanujmy cudze przekonania, ale domagajmy się także uszanowania przekonali własnych. Ale domagajmy się przede wszystkim czystych rąk. Niechaj mi wolno będzie postępować wedle swoich widzeń moralnych; niechaj mi nikt moralności nie narzuca. (…) Domagam się dla nas swobody, domagam się dla nas norm prawnych, domagam się tolerancji, która pozwala walczyć drogą duchową, a nie drogą pozbawiania ludzi zarobków, drogą insynuacji i oszustwa. Wiem, że czeka nas ciężka walka, ale my się nie cofniemy” (ten i następne fragmenty zjazdowych przemówień cytuję za „Myślą Niepodległą” nr 48/07).

Iza Moszczeńska, nauczycielka i pedagog, przemówienie swoje poświęciła sprawom oświaty, żądając w konkluzji zniesienia przymusu religii w szkole. “Najprostsze rzeczy są najcięższe do zdobycia – mówiła. Nie ma rzeczy prostszej niż wolność sumienia. […]. A jednak ludzkość tyle cierpiała w imię tej prawdy, każdy naród uważał siebie za naród wybrany, każdy zwalczał drugi w imię jego Boga, aż wreszcie wytworzyła się zasada: czyja władza, tego religia. Więc władza narzucała religię, wiarę i przekonania. Dlaczego? Bo przekonania, których słuszności dowieść nie można, muszą się opierać na sile brutalnej. Toć i u nas, w naszym społeczeństwie istnieją przemoc, zmuszająca do kłamstwa, kłamstwo stało się czymś naturalnym, czymś takim, co opinia publiczna uświęca i zaleca. Otóż z tym “naturalnym” stanem rzeczy musimy walczyć do upadłego. Różni owczarze potworzyli sobie owczarnie. Zaledwie człowiek przyjdzie na świat, już ma być wpisany do jakiejś owczarni. Musi być ostemplowany pieczęcią jakiegoś wyznania. Nie wolno istnieć poza wyznaniem. Nie jest to podział owieczek wedle żłobów, ale wedle wełny, którą się z nich strzyże. A zresztą, wierz w co chcesz, lub nie wierz wcale, byłeś spełniał obrządki i za nie płacił. […]

Winniśmy żądać, aby nikt nie zmuszał dziecka do uczęszczania na wykłady religii, aby nikt nie zmuszał dziecka do spełniania praktyk religijnych, aby nikt policyjnej opieki nad dzieckiem pod tym względem nie roztaczał. Żądam szczerości, a więc żądam najszczytniejszej moralności”.

Już po zakończeniu zjazdu, ta sama autorka pisała o nim w “Panteonie”, organie paryskiej Polskiej Ligi. Myśli (pismo wydawane w latach 1907-1908, redagowane było przez późniejszych znanych publicystów i działaczy demokratycznych, Józefa Wasowskiego i Wincentego Rzymowskiego, zaś stałymi współpracownikami byli Stanisław Brzozowski, Wacław Nałkowski i Ludwik Krzywicki, Ludwik Kulczycki, Leo Belmont, Jerzy Kurnatowski):

“…Wszystkie ambony w Warszawie i na prowincji spożytkowano do agitacji przeciwko bezbożnym krzewicielom, oświaty, nauki, wolnej myśli i wolnej krytyki stosunków społecznych. Wszystkie klerykalne pisma i pisemka szerzą wśród swych czytelników nieufność, pogardę, nienawiść dla ludzi postępowego obozu. W tych warunkach publicznie i jawnie zgromadzić kilkaset osób hołdujących zasadom wolnej myśli, dodać im ducha, zachęcić do wytrwania, otrząsnąć z nich przygnębiające uczucie osamotnienia i płynącej stąd bezsilności było już samo przez się dziełem pożytecznym i doniosłym”.

Iza Moszczeńska pisała także o niespodziance, jaką sprawiła prowincja oraz “lud” (przypuszczalnie rozumie przez to przedstawicieli robotników, choć może i chłopstwa, gdyż postępowi inteligenci – wolnomyśliciele mieli wówczas spore wpływy na królewiacki ruch chłopski, “zaraniarzy”, oceniając, iż “jest to niewątpliwie następstwem pośrednim ruchu rewolucyjnego, bezpośrednim – bujnie krzewiącej się akcji oświatowej”. W dyskusji na I Zjeździe zabrał głos m. in. robotnik Stanisław Borkowski wskazując na fakt, iż “wielu robotników to analfabeci”, zwrócił się więc z apelem do uczestniczącej w zjeździe inteligencji, aby “uczynili wszystko co mogą, by ich książki lud rzeczywiście oświecały. Jasne myśli niechaj wyrażane bywają jasną mową” – apelował do zgromadzonych.

Było to istotnie rzeczą aż nadto wiadomą – kontynuowała Moszczeńska – ilu i jakich przedstawicieli wolnej myśli mamy w literaturze, piśmiennictwie naukowym, wśród inteligencji w życiu publicznym udział biorącej, ale rzeczą zasadniczej wagi było, aby kierunek ten znalazł grunt i poparcie w szerokich masach. Pierwsze próby zapowiadają się obiecująco, co już dużo znaczy – choć wcale nie obala faktu, że walka z fanatyzmem i ciemnotą w większości będzie i długą, i ciężką”.

Po przyjęciu statutu Stowarzyszenia Wolnomyślicieli Polskich I Zjazd przyjął rezolucję:

“1. Zgromadzeni dnia 8 grudnia 1907 roku w Warszawie wolni myśliciele polscy postanawiają, że przyszła ich organizacja winna być apolityczną.

2. Zgromadzeni tamże wolnomyśliciele orzekają, iż nie mają nic wspólnego z masonerią, której organizacja opiera się na zasadzie towarzystwa zamkniętego i na zasadzie sekretu, gdy tymczasem Wolna Myśl występuje zupełnie jawnie, poddaje się wszelkiej kontroli publicznej i nie ma żadnych sekretów.

3. Wolnomyśliciele żądają przywrócenia prawomocności par. 165 i 194 obowiązującego w Królestwie Polskim Kodeksu Napoleona (dotyczące cywilnych ślubów).

4. Aczkolwiek Wolna Myśl obejmuje dziś cały glob ziemski, to jednak dyrektywy taktyczne nie mogą przychodzić zza granicy i wszelka organizacja krajowa musi być przystosowana do warunków miejscowych”.

Dodajmy dla uzupełnienia, że w sprawie apolityczności organizacji wolnomyślicielskich nie było wówczas jednomyślności. W artykule redakcyjnym pt. “Czy wolna myśl może być apolityczna?” wydrukowanym w “Panteonie” stwierdzano stanowczo, że “Wolna Myśl nie może być apolityczna. [….] Bowiem Myśl Wolna apolityczną nigdy nie była i nigdy nią nie jest. […] Żadne zwalczanie dogmatów społecznych, żadna walka o śluby cywilne, równouprawnienie kobiet lub reformy prawne – nie da się odłączyć od postulatów czysto politycznych. […] Polityczna rola Wolnej Myśli zawiera się w laicyzacji urządzeń społecznych i w zrównaniu praw Kościoła z prawami wszystkich wolnych zrzeszeń filozoficznych, etycznych lub obrzędowych”.

Warto tu podkreślić, że rysujące się poważne sprzeczności w łonie ruchu wolnomyślicielskiego nie były bynajmniej specyfiką polską. Generalnie biorąc, zwolennikami i propagatorami polityczności myśli wolnej byli działacze czy myśliciele związani z ruchem robotniczym, zaś przeciwstawne stanowisko zajmowali ludzie związani z obozem liberalnym, lub demokratycznym. Wybiegając zaś nieco w przyszłość dodajmy, że animozje te spotęgują się w latach po I wojnie światowej, doprowadzając w latach dwudziestych XX wieku do rozbicia ruchu wolnomyślicielskiego.

Wracając zaś do wyników Zjazdu warszawskiego. Wybrano na nim komisję w składzie:
· Andrzej Niemojewski- przewodniczący,
· Leo Belmont,
· W. Kołakowski,
· Ludwik Krzywicki,
· Walenty Miklaszewski,
· Wincenty Rzymowski,
· Eugeniusz Sokołowski,
· Wojciech Szukiewicz,
· Stefan Weychert,
· Mikołaj Zahorski.

Niedługo trwała działalność nowo założonego stowarzyszenia. Wraz z upadkiem rewolucji 1905-1907 w Rosji, w tym w Królestwie Polskim, władze carskie likwidowały stopniowo wszystkie wymuszone na caracie, postępowe jej zdobycze -rozwiązywano i zawieszano postępowe stowarzyszenia kulturalne, oświatowe. Podobny los spotkał pierwsze polskie stowarzyszenie wolnomyślicieli już w 1909 r. Była jednak jeszcze inna przyczyna zamarcia jego działalności – stopniowe odchodzenie wielu jego działaczy, w tym najbardziej aktywnego Andrzeja Niemojewskiego i Izy Moszczeńskiej, od głoszonych wcześniej haseł. Z wolna łagodzili oni swój antyklerykalizm, by przejść na pozycje tzw. “antysemityzmu postępowego”, który to termin został ukuty przez Niemojewskiego. Stało się to na przełomie lat 1910-1911.

A. Niemojewski, tak jak do tej pory zwalczał klerykalizm i wszelkie dogmaty religijne, z równą zajadłością zaczął atakować judaizm. Wspominał później jego były towarzysz walki, wybitny socjolog i działacz demokratyczny Ludwik Krzywicki, że Niemojewski “był to sejmikowicz cięty, uzdolniony, człowiek szczery, ale na łasce podmuchów chwilowej uczuciowości. Można o nim powiedzieć, że na co plwał, to później mógł ubóstwiać” .

Ta ewolucja poglądów doprowadziła do rozbratu ideowego z wieloma wcześniejszymi współpracownikami “Myśli Niepodległej”, z której łamów zniknęły nazwiska konsekwentnych liberałów i demokratów, co udowodnili w dalszych latach swej działalności społecznej: Wasowskiego, Belmonta, Rzymowskiego, Krzywickiego i wielu innych. „Myśl Niepodległa” w Polsce międzywojennej zajmowało pozycje umiarkowanie nacjonalistyczne i choć głosiła się nadal niezależnym organem Myśli Wolnej, przez postępowych demokratycznych wolnomyślicieli za taką już nie była uważana. Pismo redagowane przez syna Niemojewskiego – Adama – upadło z przyczyn ekonomicznych wraz z nadejściem wielkiego kryzysu lat trzydziestych, dzieląc los setek mniejszych i większych, ale słabych finansowo gazet i czasopism.

Wpisał: Mirosława Dołęgowska-Wysocka
25.12.2010.