Czesław Miłosz o masonerii

Wilna nie da się wyeliminować z dziejów kultury polskiej, a to ze względu na Mickiewicza, na Filomatów, Słowackiego, Piłsudskiego. Nieraz zastanawiałem się nad pewnym podobieństwem Wilna mojej młodości i Wilna sprzed górą stu lat, które miało najlepszy uniwersytet w Imperium z łaski Aleksandra I-go. Wtedy to było miasto masonerii – właściwie rozgromienie Filomatów zbiega się czasowo ze zwróceniem się Aleksandra przeciwko masonerii w całym cesarstwie. Filomaci mieli swoje masońskie powiązania przez Kontryma, bibliotekarza uniwersytetu. O lożach masońskich w moim, nowszym, Wilnie wiedziałem, i organizacja tajna “Pet”, do której zostałem przyjęty będąc uczniem gimnazjum, też swoje powiązania miała, politycznie zwrócona była przeciwko endecji. Ale kiedy nie tak dawno temu spotkałem mego byłego profesora, jednego z najmłodszych profesorów prawa u nas, Stanisława Swianiewicza, dowiedziałem się od niego, że lóż masońskich było dużo i prawie wszyscy profesorowie do jakichś lóż należeli.

W ogóle masońskość Wilna w jego relacji (a on jest człowiekiem absolutnie prawdomówny) mnie zdumiała. Czy można w tym dopatrywać się jakichś trwałych powołań Wilna, nie wiem. W każdym razie już w szkole średniej trafiłem do czegoś w rodzaju “loży” – tego słowa używam nie w znaczeniu dosłownym, tylko na oznaczenie spiskowań elity, do której trzeba być przyjętym. I ta elita była usposobiona pogardliwie do “dobrze myślących”, tj. do całego splotu: polskiego nacjonalizmu, Sienkiewicza, korporacji studenckich w deklach etc. Taką “lożą” był też Akademicki Klub Włóczęgów, w którym znalazłem się zaraz po wstąpieniu na uniwersytet, a nieco później, podczas wielkiego, choć krótkotrwałego przybrania fali lewicowej we wczesnych latach 1930-tych, K.I. czyli Klub Intelektualistów, rodzaj komórki koordynującej i planującej posunięcia, tudzież urządzającej dyskusje w lokalu Związku Prawników czyli studentów prawa. W tych “lożach” widzę dziedzictwo romantyczne – marzenie o zbawianiu ludzkości “od góry”, przez tych, którzy “wiedzą lepiej”.

Czesław Miłosz do Tomasza Venclovy, Dialog o Wilnie, Kultura 1979, nr 1-2

*

Janusz Kryszak: Pan wielokrotnie pisząc o uniwersytecie i Wilnie tamtych lat przedwojennych pisał, że było to miejsce specyficzne także przez brak wyraźnej granicy między wiekiem XIX a XX, że odnosiło się wrażenie, że dalej trwa jeszcze wiek XIX, z tamtymi profesorami, z tamtą atmosferą.

Czesław Miłosz: Tak, to była bardzo wyraźna kontynuacja – to były ostatecznie te same mury, nie wiem, czy te same ławy, prawdopodobnie te same, i kontynuacja innego rodzaju: Wilno było miastem masonerii. Na przełomie XVIII i XIX wieku – Towarzystwo Szubrawców, powiązania filomatów z masonerią; przecież wczesne utwory Mickiewicza są masońskie jak Oda do młodości, czyli oda masońska. I istniała jakaś kontynuacja tej masonerii w XIX i w XX wieku. Można tu wspomnieć takie rodziny masońskie jak Romerów, czy Puttkamerów, ale w XX wieku, za czasów mojej młodości była już też nowa tradycja masońska, bo w początku stulecia działał mecenas Wróblewski, działał Abramowicz – to byli przedstawiciele tak zwanej ideologii krajowej, to znaczy patrioci Wielkiego Księstwa Litewskiego. I za moich czasów uniwersytet też był podobno masoński – ja nie wiem, ale mówiono mi, że w salach wieczorem odbywały się posiedzenia masońskie. Należałem w szkole do tajnej organizacji, która się nazywała Pet i miała swoje początki w Zarzewiu, w Zecie, raczej w ideologii narodowej, Ligi Narodowej…

A skąd ta nazwa Pet?

Nie wiem. Ale ta organizacja u nas miała wyraźne, jakieś ukryte inspiracje masońskie, podobnie jak filomaci przez Kontryma – masona w Wilnie – mieli powiązania masońskie. Ja nie wiem, ale w każdym razie należeliśmy do tej organizacji razem ze Stanisławem Stommą, który mnie wciągnął. Wilno było takim bardzo dziwnym miastem, także pod tym względem – tej masonerii. Niedawno ze Stommą rozmawiałem i właściwie my nie wiemy, kto dokładnie stał za tą organizacją. Tylko, że to była organizacja wyraźnie antynacjonalistyczna i wyraźnie, powiedziałbym, liberalna, co było wtedy nie tak znowu pospolite.

Czyli masoneria wpływała w pewien sposób na ukształtowanie dość specjalnego rodzaju inteligencji polskiej, właśnie o tradycjach liberalnych, racjonalistycznych, co Pan tak mocno akcentuje w swojej tradycji.

Tak, naturalnie, tradycja racjonalistyczna, niewątpliwie.

“Kwartalnik Artystyczny” 2005 nr 3 (47)

Czytaj więcej:

Szubrawcy a masoni – Józef Bieliński

Zenowiusz Ponarski: O masonerii na Litwie słów kilka

Zenowiusz Ponarski: Masoni nad Wilią

Piotr Chmielowski: Liberalizm i obskurantyzm na Litwie i Rusi (1815-1823)

opracował Kamil Racewicz

Wpisał: Administrator
04.04.2009.