Wątek masoński w powieści “Wojna i pokój” Lwa Tołstoja

Autor: Karol Wojciechowski

„Wojna i pokój” jest bez wątpienia najgłośniejszą powieścią rosyjskiego pisarza Lwa Tołstoja. Akcja jej rozgrywa się w początkach XIX w. i w zasadniczym trzonie toczy się wokół wydarzeń związanych z najazdem Napoleona na Rosję, choć opisuje również wcześniejszy okres pokoju. W powieści autor zawarł swoje własne poglądy na historię dowodząc, że jej bieg zależny jest od ślepego fatum, którego wykonawcami nie są genialni wodzowie, ale masy, z którymi przywódca winien się zintegrować. Szczególnie wiele miejsca poświęcił osobie generała Kutuzowa. Również na zasadzie kontrastu pisarz przedstawił modele rodzin patriarchalnych – Rostowów, opartej na zasadzie wzajemnej życzliwości i współpracy oraz Bołkońskich, rządzonych autorytarnie przez jednego człowieka. Ukazany został też przykład możliwej współpracy szlachty i chłopstwa w momencie zagrożenia oraz ogólna pochwała dla wojny sprawiedliwej, którą może być tylko wojna toczona w obronie ludu.

Należy jednak podkreślić, że przez powieść przewija się olbrzymia ilość wątków, nie tylko wojennych, lecz również miłosnych, etycznych i społeczno-politycznych – krzyżujących się ze sobą na rozmaite sposoby. Ukazany został w niej bardzo zróżnicowany obraz społeczeństwa rosyjskiego tamtej epoki, zwłaszcza w obrębie samej arystokracji. To kilkutomowe dzieło doczekało się tłumaczeń na różne języki świata, jak również aż trzech adaptacji filmowych, z których najnowsza została nakręcona w 2007 r. jako wspólna produkcja kilku państw europejskich, w tym Polski. Nie wdając się w szczegóły odnośnie oceny tych ekranizacji warto podkreślić, iż w każdej z nich wątek masoński, zajmujący niemałą część powieści, kiedy traktuje ona o losach Pierre’a Bezuchowa, pominięty został kompletnym milczeniem. Niniejsza deska ma za zadanie wypełnić tą lukę, by rzucić więcej światła na problem roli wolnomularstwa w ówczesnej Rosji i oddziaływanie jego idei na poszczególne jednostki na przykładzie historii jednego z bohaterów powieści Lwa Tołstoja. Z konieczności opracowanie to nosi ona formę dość szczegółowego streszczenia treści książki w ustępach odnoszących się do masonerii, ponieważ pominięcie tak licznych wątków nie pozwoliłoby spojrzeć na problem bardziej dogłębnie. Dla ułatwienia w licznych miejscach streszczenie poszczególnych fragmentów książki zostało uzupełnione komentarzem historycznym.

wp_warandpeace

Pierwsze kroki i dalszy rozwój lóż w Rosji do pocz. XIX w.

Samo wolnomularstwo zjawiło się w Rosji dość wcześnie. Istnieje nawet pewna tradycja, która nie znajduje potwierdzenia w źródłach, że sam car Piotr I Wielki podczas swej podróży do Anglii został inicjowany z końcem XVII w. do jednej z tamtejszych lóż, a następnie przeszczepił je do swego kraju. O pierwszych lożach masońskich w Rosji niewiele wiadomo, poza tym, że rezydowały one w Petersburgu i Moskwie. Pojawiły się one wraz z przybyciem do kraju angielskich i niemieckich kupców oraz wojskowych. Najwcześniejsza informacja o nominacji kapitana Johna Phillipsa na stanowisko Prowincjonalnego Wielkiego Mistrza Rosji pochodzi z 1731 r. Od czasu rządów jego następcy Jamesa Keitha (ok. 1740 r.) masoneria w Rosji wyszła poza szeregi cudzoziemców i poszerzyła swe swą bazę o młodych oficerów rosyjskich ze szlachetnych rodzin. Za rządów carowej Elżbiety wszczęto śledztwo przeciwko wolnomularstwo, zakończone jednak przychylnym dlań wyrokiem. Dalszy, dynamiczny rozwój lóż następuje mniej więcej od 1770 r., kiedy to książę Iwan Jełagin zostaje mianowany Wielkim Mistrzem Wielkiej Prowincjonalnej Loży Rosji działającej pod auspicjami berlińskiej Loży-Matki „Royal York”, który to tytuł zatwierdziła dwa lata później Wielka Loża Anglii. Jełagin w swym pamiętniku wspominał specyficznego ducha wczesnej masonerii rosyjskiej oraz jej celów, wśród których wymienił: samopoznanie, etyczne doskonalenie, cnotę, życzliwość i dobroczynność. Generalnie szybko pojawił się konkurent dla ortodoksyjno – angielskiego systemu Jełagina, przesiąkniętego kultem rozumu, wczesnego oświecenia, deizmu i racjonalizmu. Do Rosji przybył ze Szwecji przez Berlin tzw. obrządek szwedzko-berliński Zinnendorfa, duchowo pokrewny Ścisłej Obserwie, w którym oprócz stopni błękitnych ważną rolę odgrywały wyższe stopnie rycerskie, mające zawierać rzekomą wiedzę tajemną chrześcijaństwa. Dalszy rozwój tego systemu umożliwiła wizyta króla Szwecji i kolejne działania prowadzące do pełnego ukonstytuowania się obrządku szwedzkiego w oryginalnej wersji. W tymże rycie oprócz doskonalenia etycznego i samopoznania nacisk kładziono na poszukiwania duchowe i kontemplację. Niejako w sojuszu z tym obrządkiem prowadzili ożywioną działalność rosyjscy różokrzyżowcy i martyniści: nieortodoksyjni mistycy chrześcijańscy, adepci wiedzy tajemnej, opozycyjni wobec ateizmu, materializmu i tendencji rewolucyjnych. Ogólnie klimat duchowy wolnomularstwa rosyjskiego był bardzo zróżnicowany, a dalsze jego dzieje i ideowe dylematy ujawniają te rozmaite tendencje. W późniejszym czasie nawet pomimo wyraźnej dominacji systemu szwedzkiego zróżnicowanie to nie uległo zatarciu – trwało i pogłębiało się aż do momentu rozwiązania lóż przez cara Aleksandra I. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w artykule pt. „Freemasonry in Russia and Poland”.

Kamień i rozmowa

Wolnomularstwo w „Wojnie i pokoju” nierozłącznie związane jest z osobą Piotra Bezuchowa, nieślubnego syna hrabiego. Warto zauważyć, iż używa on francuskiej formy swego imienia – „Pierre”. Powstaje przy tym pytanie: dlaczego pisarz użył takiego właśnie imienia dla swego bohatera? Najprostszym wytłumaczenie jest takie, iż może się to wiązać się z jego pobytem w trakcie studiów we Francji i ogólnym zamiłowaniem do francuszczyzny. Jednakże bardziej prawdopodobna jest inna możliwość, która zasadniczo nie stoi w sprzeczności z wersją pierwszą. Mianowicie w języku francuskim – odmiennie niż w językach słowiańskich – słowo „Pierre” ma dwa znaczenia: „Piotr” albo „kamień”. Biorąc pod uwagę przynależność bohatera do wolnomularstwa przekonująca wydaje być się teza, iż autor nie przypadkowo użył właśnie tej formy imienia, której drugie znaczenie odnosi się do centrum symbolizmu masońskiego – kamienia, surowego i obrobionego.
Przygoda Bezuchowa z wolnomularstwem rozpoczyna się od rozmowy ze starszym nieznajomym mającym na palcu z pierścień z wizerunkiem Adama. Ten szczegół natychmiast zwraca uwagę Pierre’a jak również to, że ów starszy pan zna szczegóły z jego życia, jego rozterki myślowe i wie o nieszczęściach, które go spotkały, w tym o nieudanym małżeństwie z Heleną. Zapytany wprost, czy jest masonem – odpowiada twierdząco i zarazem zaprasza głównego bohatera do bractwa. Hrabia waha się jednak, oświadczając, iż jego światopogląd nie pokrywa się ze sposobem myślenia jego rozmówcy. Podróżny oznajmia mu, iż znany jest mu sposób jego myślenia, który wynika jak u większości osób z pychy, lenistwa i ignorancji, i jest jedną wielką omyłką. Na ripostę Pierre’a, iż również on może być w błędzie odpowiada, że nie zna w pełni prawdy, ale że od wielu pokoleń, od czasów praojca Adama wznoszona jest świątynia, która winna stać się siedzibą Wielkiego Boga. Bezuchow usłyszawszy to zaraz wyznaje, iż nie wierzy w Boga, na co stary mason stwierdza, że mówi tak, gdyż nie zna Boga i jest to zarazem przyczyną jego nieszczęścia. Próbuje też udowodnić istnienie Najwyższej Istoty przez fakt mówienia i wspominania o niej przez innych – ten argument, mało przekonujący dla sceptyków, bardzo intryguje Pierre’a, zwłaszcza kiedy podróżny dalej rozwija swoją mowę. Starzec wyśmiewa wątpiącego, iż ten sądzi o sobie, że jest wielkim mędrcem, zaprzeczając istnieniu Najwyższego Bytu, a tymczasem jest on głupszy niż małe dziecię, które bawiąc się częściami zegara nie wierzy w jego konstruktora, ponieważ go nie widziało. Mason przyznaje, że trudno poznać Boga, a on i jego Bracia od prawieków, od czasów Adama aż do czasów im współczesnych pracują dla tej wiedzy i wciąż dalecy są od celu, lecz właśnie w tej niepojętości dostrzegają swoją słabość i Jego wielkość. Dalej, wahającemu się Pierre’owi dodaje jeszcze, że Boga i najwyższą mądrość poznaje się nie rozumem lecz życiem. Nie ma ona nic wspólnego z oficjalnymi naukami, lecz daje możliwość zrozumienia istoty wszystkiego, budowy wszechświata i miejsca, które człowiek w nim zajmuje, a przekazywana jest tylko tym, którzy oczyszczą się i odrodzą wewnętrznego człowieka, do czego też namawia głównego bohatera powieści. Uświadamia mu, że pomimo zdobytego wykształcenia, pozycji i bogactwa, on wciąż jest nieszczęśliwy, ponieważ nie tylko źle postępował z dobrami i nie uczynił niczego dla swych poddanych, ale ożenił się jeszcze z młodą kobietą, a pozostawiając ją samą sobie, nie pomógł znaleźć jej drogi do prawdy i przez to wtrącił w odmęty fałszu i próżniactwa. Nie ma więc się dziwić temu, że nienawidzi swego życia i nie zna Boga. Pierre’a zaczęły przekonywać argumenty starego masona; dostrzegł w nim tego, kto może odkryć przed nim prawdę; jąkając się, przyznał się do błędów swego życia. Podróżny zaraz spytał dokąd udaje się hrabia, a gdy ten odparł, że do Petersburga, polecił mu udać się do hrabiego Willarskiego z prośbą o wstąpienie do zakonu, zastrzegając jednak, że najważniejsza pomoc pochodzi od Boga, jednakże wolnomularstwo okaże jej tyle, ile będzie w stanie; zalecił również, aby Bezuchowa spędził chwile w samotności, zastanowił się nad swoim życiem i nie wracał na błędną drogę. Po tych słowach wyszedł. Mowa nieznajomego wywarła na bohaterze wielkie wrażenie i skłoniła do wielu rozmyślań, aż wreszcie uwierzył w możliwość braterstwa między ludźmi na gruncie cnoty, w jakim to kierunku – jak mu się wydawało – podążała masoneria.

wp_bezuchow

Siergiej Bondarczuk jako Pierre Bezuchow (adaptacja filmowa powieści z 1967 r.)

Pierre dowiedział się później, że tajemniczym mędrcem był Józef Aleksiejewicz Bazdiejew, jeden z najbardziej znanych wolnomularzy i martynistów jeszcze z czasów Mikołaja Nowikowa. Bez wątpienia był on przedstawicielem nurtu określonego mianem prawicy wolnomularskiej, o której prof. Ludwik Hass* napisał: „(…) – owi ‘ortodoksyjni’ wolnomularze, w rzeczywistości, ciemni, fanatyczni mistycy, surowi pietyści i rozzłoszczeni na rzeczywistość obskuranci, ludzie przeciwstawiający się nadal działalności oświeceniowej i humanizmowi, bezwzględni zwolennicy samodzierżawia i porządków pańszczyźnianych.” Oczywiście wypowiedź ta, wyrwana z kontekstu, nie oddaje w pełni poglądów całości tego środowiska, gdyż krzyżowały się w nim różne, także bardziej postępowe poglądy społeczne, które wyrażał również Bazdiejew. Z pewnością jednak był on związany z nurtem, który już pod koniec XVIII w. – o czym też wspominał Ludwik Hass** – owładnął masonerią rosyjską, kiedy to mistyczno – rycersko – chrześcijański duch wszedł również do lóż Jełagina: wcześniej tak rozmiłowanych w kulcie rozumu i dążeniu do religii naturalnej, przeciwstawnej dogmatowi cerkiewnemu. Wówczas to górę nad dążeniami do przemian społecznych wziął pogląd o prymacie świata wewnętrznego jednostki nad formami zewnętrznymi życia społecznego oraz priorytecie wewnętrznego doskonalenia, bez którego nie będzie możliwa zmiana zewnętrznych stosunków. Tego typu system filozoficzno – etyczny zdobył szczególną popularność wśród warstw arystokratycznych i stał się wodą na młyn dla sił opozycyjnych wobec przemian, aczkolwiek pewna abstrakcyjność wolnomularskiej stylistyki pozwalała rozszerzyć ową interpretację również na stosunki społeczne, dzięki czemu do lóż przyciągnięto wiele znanych osobistości, w tym znanego przedstawiciela Oświecenia, zarazem mistyka i ezoteryka – wspomnianego Nowikowa. Tak czy owak problem, w którym kierunku podążyć ma wolnomularstwo nie został zażegnany i później, na początku XIX w. dominująca już konserwatywna masoneria rytu szwedzkiego zetknie się z tym zagadnieniem ponownie, co będzie można dostrzec na przykładzie Pierre’a Bezuchowa.

Wtajemniczenie i nadzieja

Pierre wróciwszy do Petersburga oddawał się lekturze książki „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis, odnajdując w niej to, co usłyszał wcześniej z ust masona: możliwość braterskiej i czynnej miłości między ludźmi. Kiedy krótki potem stawił się u niego hrabia Willarski z pytaniem o chęć przystąpienia do bractwa, usłyszał odpowiedź twierdzącą. Drzwi do loży otwarły się przed nim jednakże dzięki prostej deklaracji: „Wierzę w Boga”. Natychmiast udali się z nim na miejsce przeznaczenia, gdzie zawiązawszy opaską oczy wprowadzili do izby rozmyślań. W niej rozbudziły się w nim jednocześnie obawa, ciekawość i nadzieję na lepsze nowe. Radował się, iż nadszedł czas wejścia na drogę odrodzenia. Zdjąwszy przepaskę, którą założono mu u celu, ujrzał płonącą lampę na czarnym stole, na którym również leżała otwarta na pierwszej stronie Ewangelia św. Jana; obok stołu stała trumna wypełniona kośćmi. Widok nie zdziwił go – „Bóg, śmierć, miłość, braterstwo ludzi” – takie słowa krążyły w nim, kiedy wszedł do izby rozmyślań nieznajomy, który spytał go, czego żąda od wolnomularstwa: najwyższej mądrości, cnoty, oświecenia? Pierre odrzekł twierdząco, dodając wcześniej, iż jego pragnieniem jest odrodzenie i od związku oczekuje pomocy w tym, a wolnomularstwo to dla niego braterstwo i związek między ludźmi o cnotliwych celach. Wolnomularz po tym przedstawił kandydatowi cel zakonu, którym jest zachowanie i przekazywanie potomnym bardzo ważnej tajemnicy, która sięga pierwszego człowieka i od której być może zależy los rodu ludzkiego. Tajemnicy tej nie można poznać bez odpowiedniego przygotowania – oczyszczenia serc i oświecenia rozumu braci, które stanowi konieczny warunek jej przyjęcia. Członkowie masonerii zaś mają stać się dla innych wzorem cnoty i bogobojności oraz zwalczać zło panujące na świecie. Ten ostatni postulat wywarł na bohaterze największe wrażenie, przysłaniając pozostałe, zwłaszcza że sądził, iż poprawił się dostatecznie od strony etycznej. Natychmiast również zaczął wyobrażać siebie jako nauczyciela i dobrodzieja pomagającego innym ludziom. Kiedy po godzinie powrócił ów tajemniczy brat, usłyszał od niego siedem cnót zakonu, odpowiadającym siedmiu stopniom świątyni Salomona, które każdy mason winien w sobie ukształtować. Cnoty te to: 1) skromność i zachowanie tajemnicy zakonu; 2) posłuszeństwo piastującemu wyższe urzędy w zakonie; 3) obyczajność; 4) miłość ludzkości; 5) męstwo; 6) hojność; 7) miłość śmierci. Ta ostatnia ma na celu inne spojrzenie na śmierć – nie jako strasznego wroga lecz przyjaciela, który prowadzi duszę od udręki do wiecznego odpoczynku. Pierre usłyszawszy je zakomunikował gotowość wypełniania ich wszystkich, na co otrzymał jeszcze odpowiedź, iż nauka zakonu przekazywana jest nie tylko za pomocą słów, lecz również symboli, a bractwo naśladuje dawne stowarzyszenia, wykładając naukę za pomocą hieroglifów. Widząc zdecydowanie kandydata, rozpoczęto przygotowania do inicjacji. Mason zażądał oddania cennych przedmiotów oraz zdjęcia części odzieży, by odsłonić w ten sposób lewą pierś, lewe kolano oraz prawą stopę, po czym poprosił Bezuchowa o zdradzenie największej namiętności. Pierre, wahając się wymienił kobiety. Następnie zawiązano mu oczy napominano, by bardziej zwracał uwagę na siebie samego, a szczęśliwości szukał przede wszystkim w swoim sercu, a nie w namiętnościach.
Syna hrabiego poprowadzono ku bramom świątyni, z ostrzem nagiej szpady przyłożonej do jego obnażonej piersi. Tamże ktoś spytał go z wnętrza o jego dane personalne, a następnie rozpoczęto trzy podróże, w trakcie których kolejno stawał się: poszukującym, cierpiącym i pragnącym. Po tym zaprowadzono go w inne miejsce i usłyszał wyjaśnienia trudów jego podróży, istotę świętej przyjaźni z odwiecznym Budowniczym Wszechświata oraz pouczenie o konieczności znoszenia trudów i niebezpieczeństw. Następnie przyłożono mu końcówkę cyrkla do gołej lewej piersi, po czym polecono złożyć przysięgę na wierność prawom zakonu. Wówczas zgaszono świece i zdjęto mu częściowo opaskę, oznajmiając, że ujrzy Małe Światło – ukazał się tedy widok kilku ludzi w fartuszkach ze szpadami skierowanymi nań oraz człowieka w zakrwawionej koszuli. Pierre ruszył do przodu, lecz szpady cofnęły się i założono mu opaskę z powrotem. Zaraz po tym nastąpił moment kulminacyjny: świece zostały ponownie zapalone, po czym usłyszał, że ujrzy zaraz Wielkie Światło. Po zdjęciu opaski chór krzyknął maksymę: „Sic Transit Gloria Mundi” czyli „Tak właśnie przemija chwała świata”. Oczy jego ujrzały wtenczas grupę dwunastu ludzi w fartuszkach siedzących wokół stołu nakrytego czarnym obrusem, z których część była mu znana. Przewodniczący wygłaszał mowę okazjonalną, trzymając w ręku młotek. Na ścianie błyszczała gwiazda gorejąca, a z jednej strony stołu mały dywan z różnymi figurami. Wokół stołu ustawionych było siedem dużych świeczników. Inicjowanego podprowadzono do ołtarza, rozstawiając mu nogi kazano się położyć jako że upada przed drzwiami świątyni. Leżąc tak ogarnięty wątpliwościami czuł, że nie może zatrzymać się w połowie drogi. Po jakimś czasie polecono mu wstać i założono biały, skórzany fartuch, kielnię oraz trzy pary rękawiczek. Dowiedział się, iż fartuszek wyobraża nieskazitelność oraz moc i nie powinno się go splamić; kielnia ma pomóc mu w oczyszczeniu serca z grzechów oraz służyć do wygładzania serc bliźniego. Znaczenia pierwszej pary rękawiczek jeszcze mu nie wyjaśniono, drugą miał wdziewać na zebraniach, a trzecią wręczyć kobiecie, którą czci bardziej od innych. Mistrz Loży podkreślił jednak, iż rękawiczki te nie powinny zostać włożone na nieczyste ręce. Pierre zmieszał się troszkę, lecz po chwili milczenia objaśniono mu znaczenie poszczególnych symboli widocznych na kobiercu: słońca, księżyca, młotka, pionu, kielni, kamienia nieobrobionego i kubicznego, graniastosłupa oraz trzech okien. Wyznaczono mu miejsce (na kolumnie północy), zapoznano ze znakami oraz wyjawiono hasło. Odczytano również obszerny statut, którego zresztą nowo inicjowany nie był w stanie ze zruszenia pojąć. Przypadły mu natomiast do serca ostatnie punkty: mianowicie, że w tych przybytkach inne stopnie nie są znane prócz tych, które znajdują się między występkiem a cnotą. Zalecono w nich unikanie zaszczytu wyróżnienia, które mogłoby naruszyć równość, nałożono obowiązek pomocy bratu, pouczania błądzących, życzliwości i uprzejmości oraz wzniecania ognia cnoty we wszystkich sercach i unikaniu zawiści. Najwyższym prawem okazało się być przebaczenie wrogowi swemu i rezygnacja z zemsty, aby w ten sposób poprzez dobro wypełnić najwyższe prawo i zbliżyć się do dawnego majestatu, który został utracony. Taki to wykład zakończył się uderzeniem młotka, po czym nastąpiły gratulacje, na które Pierre nie wiedział, jak odpowiedzieć; czuł tylko zapał do działania. Po desce brata o konieczności pokory i po oddaniu jałmużnikowi należnej sumy – niższej niż z początku dać zamierzał, gdyż mogłoby to prowadzić do pychy – wrócił do domu z uczuciem powrotu z dalekiej podróży, w której spędził dziesiątki lat. Inicjacja wywarła na nim tak wielkie wrażenie, iż zmienił się całkowicie, odstępując od dawnego sposobu życia i starych nawyków.

wp_temple_rite_swedish

Opisany przez Tołstoja obrzęd wtajemniczenia oczywiście nie jest kompletny, ale dość wiernie odzwierciedlający teksty rytualne***. Parę szczegółów, jak i dane historyczne pozwalają stwierdzić z całą pewnością, że chodzi tu o system szwedzki. Owe trzy podróże w różnych fazach umysłowych, nieco odmienne od charakterystycznego dla tradycyjnego obrządku francuskiego przejścia przez żywioły oraz maksyma „Sic Transit Gloria Mundi” sytuują ryt w tradycji Ścisłej Obserwy, i są właściwie nie tylko obrządkowi skandynawskiemu czy jego niemieckiej odmianie, ale również rytowi szkockiemu rektyfikowanemu i po części systemowi „Trzech Globów”. Obrządki te w o wiele większym stopniu przesiąknięte są heraldyką już w stopniach symbolicznych, odwołują się przede wszystkim do sfery czysto uczuciowej i charakteryzują się bardzo bogatą i złożoną symboliką. Pisarz oszczędził sobie wzmianek o nazwach dwóch kolumn, które w rycie szwedzkim ustawione są odmienne od anglosaskiej tradycji.

Cyrkiel-reformator

Jeszcze w następnym dniu po inicjacji ślęczał Pierre nad książką traktującą o tajemnym znaczeniu kwadratu, którego jeden bok symbolizował Boga, drugi – pierwiastek moralny, trzeci – fizyczny, a czwarty – pierwiastki połączone. Z loży Bezuchow dowiedział się przestrogi, iż do cara doszła wieść o pojedynku jego z rzekomym kochankiem swej małżonki i lepiej by było, jakby na jakiś czas opuścił miasto, gdyż władca nie tolerował takich postępków. Pożegnawszy się z przyjaciółmi masonami i pozostawiwszy im spore kwoty dla jałmużny, otrzymał od nich listy polecające do wolnomularzy z Kijowa i Odessy, aby w razie potrzeby udzielili mu pomocy. Obawy okazały się jednak przedwczesne, gdyż sprawę pojedynku hrabiego z oficerem Dołochowem zatuszowano. Było to możliwe, ponieważ ani pojedynkujący się ani ich sekundanci w ogóle nie ucierpieli. Jedynym uszczerbkiem, jaki poniósł Pierre była ciągnąca się za nim opinia i plotki, potwierdzone faktem zerwania jego ze swą żoną, Heleną. To wszystko nie zniechęciło jednak świeżo upieczonego wolnomularza do podjęcia działań na innym polu: nauki sztuki królewskiej stały się dlań inspiracją dla działań w kierunku polepszenia pozycji jego poddanych chłopów. Zapowiedział uwolnienie ich z poddaństwa, nie wysyłanie kobiet ciężarnych na roboty, niesienie chłopstwu ogólnej pomocy poprzez zakładanie szpitali przytułków i szkół oraz stosowanie upomnień zamiast cielesnych kar. Plany te wywołały z początku zdziwienie, a nawet panikę wśród współrządców Pierre’a. Ten ostatni zresztą nie mając za bardzo głowy do interesów i zarządu zdawał się bardziej na swego głównego administratora, który jednakże uznawał pomysły Bezuchowa za czyste szaleństwo. W nowym środowisku hrabia zdobywał sobie nowych przyjaciół i znowuż nie mógł odmówić sobie dawnych przyjemności, których przy przyjęciu do loży wyrzekał się. Wydawało się, jakby wrócił do starego życia, tyle że w nowym otoczeniu. Świadom był tego, iż spośród trzech głównych wskazań wolnomularstwa nie stosuje się do tego, które każe adeptowi sztuki królewskiej być wzorem etycznym, a spośród siedmiu głównych cnót brakowało mu dwóch – czystości i miłości śmierci, choć we własnym mniemaniu pocieszał się, iż w zamian za to stosuje się do postulatu naprawiania rodu ludzkiego oraz kieruje się miłością bliźniego, a przede wszystkim jest hojny. Tym bardziej radował się, kiedy podczas objeżdżania swych dóbr z radością witali go jego poddani, wdzięczni za wprowadzanie przez pana reformy. Tą radością podzielił się nawet z czcigodnym mistrzem swej loży w pisanym do niego liście, gdzie podkreślił, że jak wiele można zrobić dobrego tak niewielkim czynem.

Skąd wy to wiecie?

Entuzjazmem reformatorskim starał się Pierre podzielić z Andrzejem Bołkońskim, który odwiedził go wkrótce. Opowiadał mu o tym, co robił w swoich dobrach, a książę podpowiadał mu wcześniej wiele razy, jakby wiedział to co mason poczynił. Zwierzył się też syn hrabiego z radości, iż nie zabił w pojedynku tamtego oficera, bo zabójstwo bliźniego jest niesprawiedliwe, złe dla człowieka. Gdy Andrzej spytał go, skąd ma pewność, co jest dla drugiego niesprawiedliwe i złe, ten odparł, że na podstawie naszego sumienia. Bołkoński oświadczył, iż dla niego mądrością jest życie dla samego siebie, z czym z kolei nie zgodził się Bezuchow, przekonując adwersarza, iż to życie dla innych ożywiło go. Książę jednak zaoponował deklarując, że u niego było wręcz odwrotnie, a na argumenty Pierre’a o miłości i poświęceniu odpowiadał drwiącym uśmiechem. Zdaniem księcia on i rodzina to jedno (życie dla siebie), a tzw. bliźni, czyli np. chłopi to tylko źródło zła. Pierre spytał, cóż złego w tym, że zapewnia im pomoc, edukuje ich, buduje przytułki, szpitale. Bołkoński w spokoju odpowiadał mu, iż jego wysiłki niejako są daremne, gdyż pragnie człowiekowi stanu zwierzęcego dać wyższe potrzeby duchowe w postaci edukacji, podczas kiedy chłop jest w swym zezwierzęceniu szczęśliwy i nie ma sensu czynienia z niego arystokraty bez wyposażenia go w arystokratyczne środki. Nie ma sensu, zdaniem księcia, również ograniczanie pracy fizycznej, gdyż tym właśnie żyją chłopi, a bez tego mogą się jeszcze rozpić lub rozchorować. Również w jego opinii nie ma racji bytu opieka lekarska, gdyż jeśli ktoś np. ma udar i zostanie puszczona krew, to pożyje jeszcze z 10 lat i będzie ciężarem dla wszystkich, a tak umrze, narodzi się zaraz inny i zajmie jego miejsce. Księciu wystarczy żal, a leczenie z miłości jest zbędne, pomijając fakt, iż właściwie nie jest wcale pewne, że medycyna kiedykolwiek kogoś wyleczyła. Pierre słuchając tych słów był przerażony; po nagłej przemianie związanej z inicjacją do loży masońskiej nie rozumiał, jak można żyć takimi myślami. Opór wzbudzały w nim dalsze słowa rozmówcy, kiedy ten oświadczył, iż na Syberii prowadzi się tak samo zwierzęce życie jak tu i chłopom, jeśli zostaną tam zesłani, a przy tym jeszcze wychłostani, nie będzie wcale gorzej, bo rany się zabliźnią i powróci się do dawnej szczęśliwości. Najbardziej zaś żal mu godności człowieczej, spokoju sumienia i czystości, a nie pleców i głów, bo te choćby nie wiadomo do jakiego stopnia bite i golone, pozostają tymi samymi plecami i głowami. Pierre, słysząc to raz jeszcze zademonstrował swój sprzeciw wobec takiego stylu myślenia.
Wieczorem tego samego dnia, kiedy oprowadzał księcia Andrzeja Bołkońskiego po swoim gospodarstwie i opowiadał o wprowadzonych ulepszeniach, wszedł nagle na temat masonerii. Zaczął opowiadać mu o jej wspaniałościach, że nie jest żadną sektą religijną i stanowi jedną z największych cech i tworów ludzkich. Tylko ona, jego zdaniem, ma sens w życiu, a wszystko pozostałe jest pełne kłamstwa i fałszu. Każdego rozumnego człowieka czeka śmierć, lecz wolnomularstwo daje odpowiedź na pytanie o przeznaczenie człowieka. Zaczął tędy namawiać Andrzeja, by wstąpił do ich społeczności i stał się częścią wielkiego, niewidzialnego łańcucha, którego początek sięga nieba. Książę słuchał, kiwając głową, lecz po chwili zadał pytanie: skąd oni – zwykli ludzie – rzekomo wiedzą, co stanowi przeznaczenie człowieka i jakie są prawa rządzące światem? Jakim cudem mówią oni o królestwie dobra i prawdy na ziemi, którego on nie widzi? Zapytany przez Pierre’a czy wierzy w życie przyszłe, nie zdążył odpowiedzieć, gdyż Bezuchow poczęstował go sporym wykładem, z którego można było dowiedzieć się, że na ziemi wszystko jest fałszem i złem, ale gdzieś na świecie i we wszechświecie rozpościera się królestwo prawdy, zaś ludzie są dziećmi wszechświata, częściami jednej wielkiej całości, gdyż poprzez niezliczoną ilość istnień – od minerałów, roślin aż po ludzi – przejawia się boskość – owa siła najwyższa. Jeśli dostrzegamy tą siłę, to z jakiej racji mamy sądzić, że drabina kończy się na nas, a nie prowadzi dalej? – pytał Pierre Andrzeja. Ten odparł, że to nauka Herdera (pastora wolnomularza, jednego z przedstawicieli Oświecenia), ale nie dociera ona do niego, gdyż jedyne, co go przekonuje to życie i śmierć. Nie chodzi mu tylko o dowody przyszłego życia, ale o fakt, iż jeśli idzie ze sobą dwóch ludzi i jeden z nich znika w nieznanym, drugi pozostaje nad przepaścią i zagląda w nią. Pierre na to stwierdza, że w tym nieznanym jest właśnie Bóg, a jeśli On i przyszłe życie istnieje, to istnieją również prawda i cnota, a najważniejszym szczęściem człowieka jest dążenie do ich zdobycia. Dlatego z tą myślą trzeba żyć, wierzyć i kochać. Bołkoński nie wiedział co odrzec, słysząc to, lecz w głębi duszy przytakiwał słowom Pierre’a. Spoglądając w niebo, ogarnęło go uczucie wieczności, którego doświadczył leżąc niegdyś na polach Austerlitz. Ta radość opuściła go, kiedy powrócił do zwykłego życia, lecz spotkanie z hrabim Bezuchowem stanowiło dla niego przełom i nową epokę, po której tętnić zaczęło w nim nowe życie.
W opisanej rozmowie między dwoma bohaterami „Wojny i Pokoju” na pewno warto zwrócić uwagę na ważny moment, w którym Pierre wychwala wiedzę masonerii, a książę oponuje pytaniem: skąd oni, zwykli ludzie, to rzekomo wiedzą. W tej wypowiedzi występuje stale powielany zarzut wobec sztuki królewskiej, wedle którego mieni się ona być skarbcem nie wiadomo jakich tajemnic i ideałów, podczas gdy wiele ich przedstawicieli wcale sobą tej wzniosłości i wszechwiedzy nie przedstawia. Na pewno trzeba przyznać, iż wiele odłamów wolnomularskich w tamtym czasie poszukiwało ów tajemnicy, a nawet uważało się za depozytariusza takowej i ryt szwedzki nie był tu w żadnym razie wyjątkiem. Rozczarowanie adeptów oferowanymi w wyższych stopniach sekretami spowodowało zmianę kursu na początku XIX w.: od tamtej pory masoneria zasadniczo zaczęła się pojmować bardziej jako doradca na drodze poszukiwania prawdy, jako stróż symboli i tradycji, jednakże bez ostatecznego definiowania tajemnicy. Jej siła miała polegać głównie na tym, że oferuje ona każdemu narzędzia do indywidualnych podróży i poszukiwań intelektualno-duchowych, lecz niczego nie gwarantuje, ani tym bardziej nie przekazuje jakiś niesłychanych sekretów o Bogu czy ukrytej strukturze wszechświata. Zgodnie zaś z tą logiką wolnomularstwo nie tyle daje światło z jakiegoś niewidzialnego depozytorium, co pomaga je odkryć w sobie każdemu adeptowi lożowemu, by w ten sposób pomóc mu w samopoznaniu, w zrozumieniu innych i otaczającego świata oraz w etycznym doskonaleniu.

Wysoka podwyżka płacy

Rok 1808 był ważnym etapem w działalności masońskiej Pierre’a. Kiedy powrócił z podróży ze swych dóbr stanął na czele petersburskiej masonerii. Organizował wtenczas loże gościnne i żałobne, werbował nowych kandydatów, czynił zabiegi o zjednoczenie różnych warsztatów i zebranie ich archiwów. Przeznaczał spore sumy na akcje charytatywne, płacił nawet składki jałmużnicze za nierzetelnych członków, utrzymywał też założony przez lożę w Petersburgu przytułek dla ubogich. W życiu codziennym jednak pozostawał tą samą osobą, co niegdyś. Lubił dobrze zjeść, wypić i prowadził ożywione życie towarzyskie. Grunt masonerii, o którym sądził, że jest twardy, wydał mu się naraz miękki i poczuł jakby ugrzązł w nim obiema nogami. Braci wolnomularzy znał w życiu codziennym zwykle jako ludzi słabych i marnych. Snując rozważania nad istotą masonerii i zainteresowaniami poszczególnych jej członków, podzielił ich na cztery kategorie:
Tych, którzy nie brali czynnego udziału w pracach lóż i nie interesowali się życiem doczesnym, lecz uwagę skupiali na tajemnicach doktryny zakonu np. potrójna nazwa i natura Boga, trzy pierwiastki wszechrzeczy (siarka, sól, rtęć), symbolika kwadratu i figur ze świątyni Salomona. Najogólniej mówiąc reprezentantami tego kierunku byli głównie mistycy (np. Józef Aleksiejewicz Bazdiejew), których zainteresowań Pierre jednakże nie podzielał.
To ci bracia, którzy jak on nie znaleźli jeszcze w masonerii prostej i zrozumiałej drogi, ale spodziewali się ją odkryć.
Tą najliczniejszą kategorię stanowili bracia, a wśród nich szef loży petersburskiej, którzy w wolnomularstwie nie widzieli praktycznie nic innego jak zewnętrzne formy obrzędowości, do której przywiązywali dużą wagę, lecz bez troski o właściwe jej znaczenie i przesłanie.
Ostatnią grupę stanowili ludzie, którzy wstąpili do lóż w ostatnich latach raczej dla osiągnięcia materialnych korzyści i zbliżenia z młodą i bogatą arystokracją.
Pierre zaczął odnosić wrażenie, iż wolnomularstwo opiera się na pozorach i choć w duszy nie wątpił w jego ważną misję, wydawało mu się, że w Rosji wstąpiło ono na złą drogę i odeszło od własnych założeń. Wyjechał więc za granicę, prawdopodobnie na tereny niemieckie i skandynawskie, w których to lożach rytu szwedzkiego posiadł wyższe wtajemniczenia do 6 (wariant niemiecki) albo 7 stopnia włącznie (ogółem obrządek w Szwecji liczył ich wówczas ok. 11). Powrócił w 1809 r. z konkretnym planem odnowy wolnomularskiej. Już zresztą z korespondencji braci rosyjskich z zagranicą można się było dowiedzieć, iż Bezuchow zdobył zaufanie wielu znanych i wysokich pozycją osobistości, a otrzymując wyższe stopnie wszedł w posiadanie licznych tajemnic. O jego rozległych kontaktach lożowych rozpowiadano również w świecie profańskim. Dobitnie wyraził to komentarz pewnej damy na jednym z przyjęć, która widząc Pierre’a skwitowała go takim zdaniem: „A ten tłuścioch w okularach to farmazon wszechświatowy”. Wolnomularze z Petersburga zabiegali o jego względy, podejrzewając, iż coś on ukrywa i przygotowuje.

Iluminat?

wp_weishaupt2

Pewnego razu Pierre nie wytrzymał i uchylił rąbka tajemnicy. Oświadczył, że nie wystarczy zachowywać tajemnice zakonu, lecz należy działać. Trzeba spowodować by cnota zatryumfowała, a to osiągnąć można przez oczyszczenie ludzi z przesądów; wziąć na siebie edukację młodego pokolenia, zacieśniać więzy z najrozumniejszymi ludźmi, zwalczać niewiarę, zabobon i głupotę. Cnota winna zwyciężyć występek już na tym świecie, lecz na drodze stają przeszkody, a wśród nich są instytucje polityczne. Nie należy jednak obalać ich siłą, gdyż przemoc i odgórne narzucanie nie prowadzą do niczego. Należy natomiast kształcić ludzi rozumnych i wszędzie, gdzie to możliwe tępić występek i głupotę, aż zakon uzyska taką moc, że będzie w stanie przeciwstawić się rządom chaosu i kierowania władzami tak, że tego nie odczują. Wówczas cnota zatryumfuje i spełni się cel, który zakładało chrześcijaństwo. Mowa ta wywołała w loży kontrowersję, dzieląc braci na dwa obozy: zwolenników i przeciwników. Ci ostatni oskarżali Pierre’a o iluminatyzm, gdyż duch zakonu bawarskiego Weishaupta wciąż tkwił w pamięci wielu, zwłaszcza tych, którzy pragnęli odciąć się od dążeń do odgórnych manipulacji na wzór ów organizacji. Rycerski odłam masonerii jako jeden z najbardziej konserwatywnych nurtów przeciwstawiał się takim działaniom jednoznacznie. Stąd też nawet sam Czcigodny Mistrz ostro zaoponował pomysłom Bezuchowa, a po zakończeniu posiedzenia wytknął mu, że tak naprawdę nie kieruje nim cnota, ale wola walki. Pierre nie odpowiedział na ten zarzut; spytał tylko, czy jego propozycja zostanie przyjęta. Otrzymał odpowiedź negatywną i wrócił do domu z niczym.
Obojętność wobec jego apelu bardzo go podłamała, tak że leżał kilka dni w łóżku i nikogo nie przyjmował. Nie skorzystawszy z okazji by się pojednać z żoną, która błagała go o to w liście, pojechał do Moskwy, aby złożyć wizytę Józefowi Aleksiejewiczowi Bazdiejejowi i spytać go o radę. Miał wobec tego starszego wiekiem masona wielki podziw za to, że się nie skarży i cierpliwie znosi trudy życia, pomimo iż żyje ubogo i trzeci rok cierpi na bolesną chorobę pęcherza, a także za to, iż ten gorliwie poświęca całe dnie na studiowanie tajemnic masońskich. Przywitał swego poręczyciela znakiem Kawalera Wschodu i Jerozolimy, najwyższego stopnia jaki otrzymał za granicą. Ten, odpowiedziawszy, spytał Pierre’a o to, czego ten dowiedział się w lożach pruskich i szwedzkich. Bezuchow nie tylko zdał obfitą relację z zagranicznego pobytu, ale rozżalony wszystkim tym, co spotkało go w petersburskiej loży, wyżalił się staruszkowi, że został tam źle przyjęty i że jego mowa spowodowała niemałą kłótnię. Aleksiejewicz przemyślawszy słowa Pierre’a odpowiedział mu pytaniem o potrójny cel zakonu, polegający na: 1/ poznaniu i zachowaniu tajemnicy; 2/ oczyszczeniu i poprawie samego siebie; 3/ na poprawie rodu ludzkiego, które nastąpić może dopiero po wspomnianym samooczyszczeniu. Jako najważniejszy i najtrudniejszy zarazem podkreślił cel drugi, gdyż najczęściej tracimy go z oczu, brnąc ku zdobyciu tajemnicy albo próbując poprawić innych, zapominając wpierw o swoich niedociągnięciach. Stąd też ideologia iluminatyzmu – mówił mu – wiąże się z pychą, gdyż przykłada wagę tylko do działalności społecznej i chwały jaką można z jej mieć. W ten sposób dał wyraźnie Pierre’owi do zrozumienia, iż potępia całą jego wyniosłą mowę. Kiedy zeszli na rozmowę o sprawach rodzinnych, również podkreślił, że najważniejszym celem masona jest doskonalenie samego siebie, ale nie osiągnie się go przez odrzucenie czy unikanie trudności życia ludzkiego, ale właśnie przez konfrontację z nimi, gdyż dopiero wtedy człowiek ma moc poznania siebie, bo może porównać się z innymi, udoskonalić przez walkę oraz osiągnąć w zgiełku świata pierwszorzędną cnotę – umiłowanie śmierci. Dzięki temu wszystkiemu ujrzeć można marność życia i odrodzić się do nowego. Rady te bardzo przypadły synowi hrabiemu do serca, gdyż zdawał sobie sprawę z tego, iż dla Józefa życie nie stanowi ciężaru, miłuje on śmierć, choć pomimo swej wewnętrznej czystości i doskonałości nie czuje się do niej dobrze przygotowany. Stary masoński wyga uraczył jeszcze swego słuchacza wykładem o znaczeniu kwadratu wszechświata i wyjaśnił, że podstawą wszystkiego są liczby 3 i 7. Poradził mu też, aby nie zrywał stosunków z braćmi w Petersburgu, lecz zająwszy drugorzędne stanowisko starał się odwracać braci od pokus pychy, nakierowywać ich na właściwą drogę poznania siebie i doskonalenia, a przy tym obserwował siebie samego i uwagi zapisywał w notatniku. Warto dodać, że w jakiś czas później, po śmierci starszego wiekiem Pierre odnajdzie w tym samym gabinecie autentyczne akta szkockie zakonu, opatrzone objaśnieniami oraz uwagami.

W pułapce gniewu i namiętności

Pierre po tej rozmowie wiele chwil spędzał na czytaniu Pisma Świętego, błagając Boga, by pomógł mu kroczyć Jego ścieżkami. Gniew zwyciężać łagodnością i powolnością, chuć – wstrzemięźliwością i odrazą oraz unikać marności mijającego świata w ten sposób, żeby nie unikać służby dla państwa, trosk rodzinnych, związków przyjaźni oraz zajęć gospodarskich. W dzienniku swym odnotował również ważny moment, kiedy zjawił się u niego brat Ursow i dyskutowali o marnościach tego świata. Bohater poczynił już jakieś postępy, gdyż powstrzymał się od krytyki, kiedy brat zaczął opowiadać przychylnie mu o zamiarach monarchy, a on miał zdanie przeciwne. Następną odwiedzili go inni bracia w związku z rozmową przygotowawczą nowego kandydata. Potem jeden z nich wygłosił wykład na temat znaczenia liczby ‘siedem’ (7 kolumn, stopni świątyni, nauk, grzechów, cnót). Tego samego dnia Pierre miał wewnętrzne rozterki w związku z inicjacją, ponieważ wyczuwał, że kandydat, którego przyjmują bardziej zainteresowany jest nowymi kontaktami niż poprawą duchową. Bezuchow poczuł wewnętrzną nienawiść do niego oraz chęć przebicia go szpadą za kłamstwo. Błagał przy tym w duchu Wielkiego Architekta, aby wyprowadził go z tego uczucia, z labiryntu fałszu i pokierował na drogę prawdy. Pokrzepiła go i umocniła na drodze cnoty rozmowa z innym Bratem, który omawiał z nim temat natury Boga, objaśniając, że Adonai to imię stworzyciela świata, Elohim to nazwa rządcy wszechrzeczy, a Trzecie Imię jest niewypowiedziane i odnosi się do Powszechności. We własnym mniemaniu zrozumiał różnicę między ubóstwem nauk ogólnych, które wszystko dzielą, aby zbadać, a świętą nauką zakonu, gdzie wszystko jedność stanowi i daje się poznać w całokształcie życia. Trójca staje się podstawą rzeczy w formie trójki – siarki, soli i rtęci. Ta pierwsza jest niczym oliwa i ogień, połączona z solą wzbudza w niej swą ognistością pragnienie, które następnie przyciąga rtęć i w połączeniu z nią tworzy różne ciała. Rtęć jest symbolem płynnej i lotnej istoty duchowej – Chrystusa i Ducha Świętego.
ImageTe refleksje jednak nie pomagały za wiele. Kawaler Wschodu wciąż musiał zmagać się z miłością własną i świadom był tego, że nawet jeśli w słusznym celu gromi swego nowo przyjętego współbrata Borysa Drubeckiego, dla którego był retorem – gdy ten nie do końca właściwie postępuje – w rzeczywistości jednak stawiając się powyżej jego staje się gorszy, gdyż tamten pobłaża jego grubiaństwom, a on – przeciwnie – gardzi nim za to. Ciekawy sen miał natomiast Pierre po tym wydarzeniu: śniło mu się, że ujrzał boski ogród z pięknym budynkiem, świątynią cnoty. Dostać miał się tam za pomocą wąskiej kładki, lecz ta nie wytrzymała jego ciężaru i złamała się. Obudziwszy się zeń przerażony, zaczął zanosić modły do Wielkiego Architekta natury, aby ten pomógł mu oderwać się od psów, czyli namiętności i poprowadził go do ów świątyni. Wiele snów jeszcze miewał od tamtej pory, a zmarły w międzyczasie Józef Aleksiejewicz występował w nich dwa razy. Raz upominał go, żeby nie zaniedbywał obowiązków małżeńskich wobec żony, z pieszczotami włącznie, innym razem zaś Pierre pokazywał swemu retorowi księgę pisaną ręcznie, w której znajdowały się ryciny obrazujące przygody miłosne duszy i jej oblubieńca oraz cudny wizerunek dziewicy, w której Pierre dostrzegł uosobienie Pieśni nad Pieśniami. Patrząc na te rysunki czuł, że źle robi, lecz w duchu błagał Boga, by go nie opuszczał, bo inaczej zgubi go jego rozwiązłość.

W rozterce

Tak czy owak Pierre posuwając się na ścieżce masońskiej nie mógł się na niej odnaleźć, nie mógł często zrozumieć w ogóle rzeczywistości, która go otaczała i tego, co zwykle robili ludzie. Ogarniały go rozterki, kiedy Hiszpanie za pośrednictwem duchowieństwa katolickiego słali modły dziękczynne do Boga za pokonanie Francuzów, a Francuzi temu samemu Bogu i również przy pomocy tego samego kleru dziękowali za to, iż w innym miejscu pokonali Hiszpanów; kiedy w Moskwie wzniesiono dziesiątki czy setki cerkwi, a szermierze hasła miłości bliźniego zasiekli pewnego zbiega na śmierć; albo kiedy bracia masoni zaklinali się na własną krew, że wszystko są gotowi poświęcić dla bliźniego, a nie płacili rublowej składki na biednych oraz zabiegali o autentyczny dywan szkocki i akt, który de facto nie jest nikomu potrzebny i którego znaczenia prawdopodobnie nie rozumie nawet ten, kto go pisał. Pierre, widząc to wszystko, nie wiedział, gdzie ma się podziać, a ludzie, którzy to czynili często mieli podobne do niego odczucia, tyle że pogodzili się z tym, że tak trzeba i nic nie da się zrobić. On miał za dużą zdolność wiary w możliwość dobra i prawdy oraz jasnego postrzegania zła w życiu, aby mógł się za coś zabierać w sposób bardziej zaangażowany. Praktycznie każda dziedzina w życiu kojarzyła mu się z kłamstwem, złem i oszustwem, które odpychały go i uniemożliwiały podjęcie wszelkiej działalności, a przecież żyć musiał i czymś się zajmować również. Pomimo, że lekarze mu to odradzali, wciąż pił dużo wina, gdyż wtenczas nie miał ochoty na zgłębianie każdej myśli, lecz przyjmował ją powierzchownie i czuł się z tym dobrze. Straszliwy węzeł życia nie wydawał mu się wtedy aż tak ponury i sądził, że wkrótce go rozwikła, ale po wytrzeźwieniu wszystko pozostawało takie samo straszne i tak samo nierozstrzygnięte. Gorliwemu wolnomularzowi wszyscy ludzie wydawali się niczym żołnierze w okopach, którzy pod obstrzałem wyszukują sobie zajęcia, aby przez to lepiej znieść niebezpieczeństwo. Trafnie oddawała to jego myśl: „Nie ma nic błahego ani ważnego, wszystko jest takie samo, byleby się tylko przed nim uratować. Byleby tylko jego nie widzieć, tego strasznego życia.”

Pytanie obumarło…

W ten sposób Bezuchow coraz bardziej oddalał się od wolnomularstwa, zbliżająca się zaś kampania Napoleona, jego atak na Rosję, spowodowały zawieszenie prac lóż. Stała się wówczas rzecz dziwna – Pierre przy pomocy kabalistycznych obliczeń, które zasugerował mu jeden z braci, zbadał liczbę Napoleona i otrzymał rzekomy rezultat 666. Po chwili kombinując z różnymi wersjami swego imienia i nazwiska uzyskał taką samą liczbę, przez co w szaleństwie swym pomyślał, że został predysponowany do zgładzenia francuskiego cesarza. Zamach nie udał się, a bohater cudem uszedł z życiem. Kiedy walki się zakończyły i wszystko się ustabilizowało, Pierre, powróciwszy z niewoli, był już innym człowiekiem. Nie chciał niczego zmieniać, poprawiać – ani w sobie ani na zewnątrz. Z początku, jak sam twierdził, szukał Boga w celach, ale potem nie było już dla niego żadnych celów, a radość czerpał wyłącznie z doświadczania żywego Boga, który, jego zdaniem, wykraczał daleko poza masońskie pojęcie Wielkiego Budownika Wszechświata i nie można było pojąć go rozumem lecz uczuciem. Przedtem nie umiał dostrzec wielkiego i wzniosłego, zawsze tylko uważał, że coś powinno być takie i takie. Teraz nie widział już niedoskonałości w tym, co widzieli inni, zwłaszcza jego bracia wolnomularze, czego dobrym przykładem jest jego rozmowa z innym adeptem sztuki królewskiej przy końcu powieści – hrabią Willarskim. Teraz wszędzie dostrzegał radość, wielkość, wieczność, zmienność, stałość i nieskończoność. Wszystko wydawało mu się piękne takim jakim jest, bez potrzeby wartościowania i reformowania. Odrzucił pytanie „Po co?”, a najważniejsze tylko było to, że Bóg istnieje. Dlatego więc niegdyś zaangażowany i wysoce wtajemniczony mason porzucił swą niedawną ścieżkę duchową, kierując się ku tradycyjnemu, ludowemu prawosławiu. Po śmierci Heleny, u boku nowej żony, Nataszy, odnalazł dawno poszukiwane szczęście.
Tak kończy się mniej więcej ścieżka masońska bohatera, a jego wnioski i spostrzeżenia, wyrażające nie tylko zresztą jego myśli i rozterki, ale wielu innych rosyjskich wolnomularzy z kart historii, wciąż mogą wydawać się aktualne i inspirować do głębokiej refleksji wszystkich współczesnych – i nie tylko! – adeptów sztuki królewskiej, na drodze szukania sensu i prawdy w zastanej rzeczywistości, która nieraz wydawać się może okrutna. Na pewno warto byłoby zadać jeszcze pytanie, czy nowy stan świadomości, który uzyskał bohater pod koniec powieści, rzeczywiście rozbieżny jest ze ścieżką proponowaną przez masonerię w ogóle, czy też może tylko z jedną z jej interpretacji, którą akurat przyjął Pierre wedle swego mniemania, nie zastanawiając się już nad tym, czy nie można by w świetle tego spojrzeć na sztukę królewską inaczej – tak że dalej mogłaby ona być jego cennym sojusznikiem na nowej drodze życia.

Deska wygłoszona na wspólnym posiedzeniu Szanownych Lóż “Wolność Przywrócona” (WWP) i “Pod Ulem” (DH) na Wschodzie Torunia w dniu 9 maja 6008 roku PŚ.

* Ludwik Hass, “Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wschodniej w XVIII i XIX wieku”, Wrocław 1982, s. 305
** tamże, s. 141 i n.
*** J. P. Blonde & J. Lacombe, “Byliśmy ofiarami rewolucji”, Wolnomularz Polski nr 41/2004, s. 13

Zamieszczone w tekście zdjęcia, kadry filmowe oraz potrety pochodzą z polskiej i angielskiej Wikipedii za wyjątkiem obrazu wnętrza Świątyni Rytu Szwedzkiego, który dostępny jest na stronie Zakonu Wolnomularzy Duńskich.