Róża Wiatrów – loża inna od wszystkich

Paryska loża „Róża Wiatrów” czyli po francusku La Rosę des Vents wchodzi w skład Wielkiej Żeńskiej Loży Francuskiej (GLFF), jednakże jej prace wyglądają inaczej niż w pozostałych lożach wolnomularskich. W „Róży Wiatrów” pracuje się przeważnie… korespondencyjnie!
Profanki mieszkające w najrozmaitszych częściach świata właśnie tu mogą zostać inicjowane, a pozostając pod stałą opieką przydzielonej im „dozorczyni” -jak się to określa w terminologii masońskiej – starają się podwyższać swoje „płace”, czyli awansować z uczennicy na czeladniczkę czy z czeladniczki na mistrzynię. Raz na jakiś czas odwiedzają w tym celu Paryż.

W ciągu 15 lat, jakie upłynęły od założenia loży w marcu 1978 r., „Róża Wiatrów” rozsiała idee Wolności-Równości-Braterstwa do: Hiszpanii, Portugalii, Niemiec, Kanady, Wenezueli, Togo, Mauritiusa, Gwadelupy, Kamerunu, Konga, Nowej Kaledonii, Maroka, Martyniki, Gabonu, Wybrzeża Kości Słoniowej.
Także w naszej części Świata „postkomunistycznego” zakiełkowały te idee. Pierwsze masonki są już w Rosji, Czechach, na Węgrzech oraz oczywiście w Rzeczypospolitej Polskiej.

Rozmowa z Czcigodną Loży „Róża Wiatrów”
– Od jak dawna jest Pani masonką?

– Niedawno minęło lat dwadzieścia, kiedy jeden z moich bliskich znajomych, świadomy mych aspiracji życiowych, powiedział: – „Powinnaś wstąpić do masonerii. Będzie ci to odpowiadać”.
– Wyraziła Pani zgodę.

– Tak, po długim zastanawianiu się. Nie wierzyłam po prostu, że mogę sprostać wymaganiom. Wiedziałam, że do masonerii wstępują osoby nieprzeciętne, ba – wybitne. Bałam się, czy dam radę. Było mi nieraz ciężko, ale nie chciałam zawieść zaufania.
– Wstąpiła Pani do masonerii na początku lat 60-tych – czy wówczas można było znaleźć do niej inną drogę niż poprzez wprowadzającego?
– O, nie. Dopiero teraz sytuacja z wolna ulega zmianie. Przykładowo: raz na kwartał Wielka Żeńska Loża Francuska ma audycję w popularnym programie francuskiego radia (w tym miejscu dopowiem, że swój czas antenowy oddali nam częściowo bracia z Wielkiego Wschodu Francji). Coraz więcej kobiet trafia do nas właśnie takim sposobem, nie ukrywamy przecież swego adresu.
– Co się w ciągu tych lat zmieniło w życiu przeciętnej Francuzki?

– Tak wiele, że doprawdy trudno wszystko wyliczyć! Powiem więc tylko hasła: dostępność dla kobiet szkolnictwa wszelkiego typu, równe z mężczyzną prawo do pracy (coraz częściej zdarza się na przykład, że to kobieta pracuje, a jej towarzysz z różnych względów pozostaje w domu, co nie wzbudza tak jak dawniej szczególnie negatywnych emocji), legalizacja aborcji, upowszechnienie antykoncepcji.
– Czy w tej rosnącej emancypacji kobiet francuskich masoneria kobieca także miała swój udział?

– Rzecz jasna, wszystkie te hasła były także naszymi. Za mało nas jednak było, aby móc w rzeczywiście dostrzegalny sposób wpływać na znaczące przemiany naszego społeczeństwa. Jednakże, jak sądzę, jest jedna dziedzina, w której wpływy masonów-kobiet i mężczyzn – wyraźnie się uwidoczniły: jest nią popularyzacja antykoncepcji.
– Przejdźmy już do spraw loży, której jest Pani Czcigodną. Jak powstała „Róża Wiatrów” ?

– Było to z górą 15 lat temu. Jedna z naszych sióstr stanęła przed problemem, jak nie stracić kontaktu z dwiema innymi siostrami z Togo, które po kilku latach pobytu we Francji wracały na stałe do swej Ojczyzny. Nie muszę dodawać, że nie było wówczas w Togo masonerii kobiecej. Właśnie w ten sposób zrodziła się idea naszej loży; loży, w której w ciągu tych piętnastu z górą lat inicjowałyśmy ponad pięćset kobiet z całego
świata. Większość z nich utworzyła już swoje loże w krajach, których są obywatelkami. Chcę podkreślić, że loże te są samodzielne i niezależne.
– Co chciałaby Pani przekazać Polkom za pośrednictwem „ Wolnonudarza Polskiego” ?

– Jeśli Pani rodaczki są zainteresowane sprawami wolnomularstwa, winny nawiązać z nami kontakt. Przyjmiemy je z radością. Chcemy także i im udostępnić możność praktykowania naszych ideałów: Wolności-Równości-Braterstwa.
– Liczmy, że w Polsce znajdą się chętne do nawiązania takiego kontaktu; jak praktycznie mogą to zrobić?

– Choćby za pośrednictwem „Wolnomularza Polskiego”.
– Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała Mirosława Dołęgowska-Wysocka.

Masoneria pomogła mi w najcięższych chwilach życia…
Mówi s.. Ewa, Polka od lat 25 mieszkająca w Paryżu:

– „W jaki sposób trafiłam do masonerii? Mój mąż był masonem. Dowiedziałam się jednak o tym pięć miesięcy po ślubie. Powoli wszystko mi tłumaczył, bo nie miałam o niczym zielonego pojęcia. Po kilku latach, kiedy poznałam także masonerię kobiecą, postanowiłam wstąpić w jej szeregi. Oczywiście nie od razu. Zawsze byłam bardzo obowiązkowa. Miałam dwójkę małych dzieci. Dopiero kiedy dałam im z siebie wszystko, i dzieci wyrosły na dorodnych chłopców, mogłam zająć się sobą. To nie są zbyt wielkie słowa -ja chciałam po prostu doskonalić się wewnętrznie.
Od czasu, kiedy postanowiłam zostać masonką, do dnia, kiedy przestąpiłam progi loży, minęło 15 lat. Nie żałuję, że trwało to tak długo. Kiedy stajesz się masonką, musisz oddać wolnomularstwu znaczną część swego życia. Oczywiście, nie całą!
Masoneria pozwala mi być sobą. Lepiej potrafię wyrazić siebie, niż w swym życiu zawodowym czy towarzyskim. Ja wiem, że tutaj nikt mnie nie osądzi, mogę bez przeszkód wyrażać swoje opinie. To masoneria dała mi możność zapoznać i zaprzyjaźnić się z osobami, z którymi nigdy nie spotkałabym się w »normalnym« życiu ze względu na różnice zawodów, wykształcenia, miejsca zamieszkania. Poprzez prace w loży rozszerzam swoje horyzonty myślowe, mam możność zastanawiania się nad wieloma sprawami, nad którymi normalnie przeszłabym do porządku dziennego. To wszystko mnie wzbogaca i… odmładza. Nie chcę rozwodzić się nad tym szerzej, ale dodam na zakończenie, że siostry i bracia masoni pomogli mi w najtrudniejszych dla mnie chwilach po stracie najbliższych”.

Wpisała: Prometea
14.06.2005.