Poznańskim szlakiem cyrkla i węgielnicy

BoSK: RSDiU a polityka

Marek Rezler

Mówisz mi, że masoni to sekta padalcza,
że po uszy ugrzęźli w obłudzie i brudzie.
Nie wiem… Nie znam tych panów, lecz że T y ich zwalczasz,
więc sądzę, że to dobrzy i porządni ludzie.

J. Tuwim: Wniosek (z tomu: Jarmark rymów – 1936)

Niewiele jest w Polsce organizacji, które budzą tyle emocji, co wolnomularstwo. Braci w fartuszkach albo się opisuje z podziwem, albo też – w naszych warunkach częściej – posądza o wszelkie zło tego świata, o niewyobrażalne spiski, knowania, o wszystko co antypolskie, antynarodowe, niezgodne z chrześcijaństwem. Kto więc mówi bądź pisze o masonerii, ten będzie oceniany w jedną bądź drugą stronę. A i sam temat, choć korci – także budzi lęk, zwłaszcza po doświadczeniach sprzed kilku lat, gdy środowiska zachowawcze próbowały rozpętać kampanię przeciwko działającej w Poznaniu od 1997 roku loży wolnomularskiej. Niezależnie jednak od zapatrywań opiniujących, ta wysoce elitarna organizacja zostawiła swój ślad w dziejach Polski, a i dziś stanowi ważny akcent kulturowy.

Także w Poznaniu do dziś przetrwały ślady działalności braci w fartuszkach, choć trzeba przyznać, że mniej liczne niż w innych częściach Polski.

Wolnomularstwo powstało 24 czerwca 1717 roku, gdy w londyńskiej gospodzie „Pod Gęsią i Rusztem” z połączenia kilku już istniejących lóż powołano Wielką Lożę Londynu. W pięć lat później szkocki pastor James Anderson opracował konstytucję wolnomularską, która nadal obowiązuje masonów na całym świecie – przynajmniej masonów „regularnych” – tych, którzy działają ściśle ze wskazaniami owego dokumentu. Była (i jest to nadal) forma zrzeszenia, bractwa, wręcz zakonu, grupującego ludzi starannie dobranych od strony etycznej, odrzucających uprzedzenia etniczne, narodowe, rasowe, polityczne, religijne i zawodowe. W Polsce występuje w czterech odmianach: tradycyjnej, podlegającej Wielkiej Loży Narodowej Polski, liberalny Wielki Wschód Polski (nieuznający jakichkolwiek dogmatów); są także loże mieszane (w składzie tzw. Droit Humain – Prawa Człowieka) i stosunkowo nieliczna masoneria żeńska.

Pierwsze informacje na temat istnienia w Poznaniu loży masońskiej, pochodzą z 1739 roku, gdy tłum podczas rozruchów ulicznych zrabował księgi, akta i akcesoria obrzędowe jakiegoś (bliżej nie nazwanego) zrzeszenia wolnomularskiego, które miało swoją siedzibę przy ulicy Wronieckiej; niewątpliwie był to rezultat odczytania z ambon dopiero co wydanej, papieskiej bulli przeciw masonom. Do podobnych rozruchów doszło w Poznaniu pod koniec 1780 roku, gdy nawet nachodzono i demolowano mieszkania osób należących do loży lub o to podejrzewanych. Natomiast pierwsza loża poznańska, w zachowanych dokumentach nazwana konkretnie, powstała 5 października 1780 roku. Była to „La Constance Couronnée” („Stałość uwieńczona”), zrzeszająca zarówno Polaków, jak i Niemców, kierowana przez hr. Ignacego Działyńskiego. Z niej na przełomie lat 1783/1784 wyłoniły się dwie loże: polska „Orzeł Biały” (pracująca w zachowanej do dziś kamienicy przy Starym Rynku 86) i niemiecka „Schule der Weisheit” („Szkoła Mądrości”, ul. Wodna 184). Jednak drugie z tych zgromadzeń, choć od marca 1784 roku prowadziło swe prace w języku niemieckim, miało w składzie przedstawicieli obydwu narodowości.

W epoce napoleońskiej wręcz nie wypadało pozostawać poza lożą, o ile chciało się być utożsamianym ze stronnictwem reform i duchem nowych czasów; masonem wysokiego stopnia był sam gen. Jan Henryk Dąbrowski, sympatyzował z wolnomularstwem i spełniał sekretne misje zlecane przez masonerię także Józef Wybicki. W składzie lóż znaleźli się wtedy czołowi przedstawiciele wielkopolskich rodów ziemiańskich i wyżsi oficerowie. W dniu 1 stycznia 1808 roku założono w Poznaniu lożę „Bracia Francuzi i Polacy Zjednoczeni” (Les Freres Polonais et Français reunis), zaś w październiku 1810 roku w stolicy Wielkopolski powołano lożę filialną żeńską na wzór francuski, pod nazwą „Ogród Eden”, która jednak nie istniała długo. Wielka mistrzynią tej obediencji była Barbara Dąbrowska (żona generała Jana Henryka).

Niemcy nie pozostawali obojętni na to, co dzieje się w Wielkopolsce; w grudniu 1811 r. w domu kupca Wilhelma Kalkowskiego w Poznaniu przy Starym Rynku 99 powołali własną lożę, pod nazwą „Piast pod Trzema Kolumnami Sarmackimi” („Piast zu den drei sarmatischen Säulen”) . Obediencja ta jednak podlegała berlińskiej loży „Pod Trzeba Globami” i poza nazwą nie miała nic wspólnego ze środowiskiem czy tradycją polską. Późniejsze lata, to już okres działania w Poznaniu lóż niemieckich, które jednak nie stosowały w doborze braci kryteriów narodowych. Nie będziemy dokładnie analizować ich dziejów, pominiemy też działające w Poznaniu w latach Wolnomularstwo Narodowe i Towarzystwo Patriotyczne – zajmiemy się miejscami, które do dziś noszą ślady działalności poznańskich masonów. Obydwie kamienice przy Starym Rynku istnieją do dziś, choć nieco zmieniły numerację. Nie ma w nich akcentów wolnomularskich – podobnie jak w pałacu Mielżyńskich u zbiegu Starego Rynku i ulicy Wronieckiej; natomiast w pobliskim pałacu Gurowskich – Działyńskich, elementy symboliki wolnomularskiej znajdziemy w ozdobach wystroju fasady – zwłaszcza w górnej części. Dodajmy, że znaczący przedstawiciele wspomnianych rodzin (nie wyłączając słynnego Tytusa Działyńskiego) byli braćmi w fartuszkach.

Jednak niewątpliwie najtrwalszym śladem działania w Poznaniu loży wolnomularskiej pozostał budynek loży masońskiej przy ulicy Grobla. Po roku 1817 wspólnymi siłami wolnomularzy niemieckich i polskich, a z inicjatywy braci z loży „Piast…” przy ulicy Grobla, na miejscu szczątków spalonego w 1803 roku zakładu położniczego, kosztem 5-8 tys. talarów wystawiono własny gmach, który spełniał rolę zarówno kasyna towarzyskiego, jak miejsca obrzędowych prac lożowych i samokształcenia. Było to miejsce wspólnych prac braci polskich i niemieckich. W 1815 roku polsko-francuska loża„Bracia Francuzi i Polacy Zjednoczeni” zmieniła nazwę na loża „Pod Stałością”, która w pięć lat później została połączona z niemiecką lożą „Piast zu den drei sarmatischen Säulen” w jedną, z istniejącą dotychczas „Świątynią Jedności” (Tempel der Eintracht), z polsko- niemieckim zarządem. Ci bracia też mieli najwięcej do powiedzenia w gmachu przy ulicy Grobla.

Prace budowlane, po pewnych perypetiach finansowych, ukończono w roku 1822. Parter gmachu przeznaczony był na cele reprezentacyjne i dla gości, pierwsze piętro zaś udostępniano tylko braciom, tam też odbywały się zamknięte prace lożowe. W gmachu były m.in. dwa salony i wielka ozdobna sala redutowa, wykorzystywana do publicznych przedstawień i koncertów. Interesująca była dekoracja budynku, wydłużonego formą, z charakterystycznymi pilastrami, zawierająca monoptery, motyw węgielnicy i elementy symboliki starożytnego Egiptu. Fasada swym układem przypominała nieco pałac Mielżyńskich; nie wiadomo czy był to zabieg celowy, czy też przypadek, co w owym czasie wzbudziło nawet odruchy niezadowolenia części niemieckiej fundatorów gmachu.

Gmach loży masońskiej przy ul. Grobla 25 w Poznaniu, prawie niewidoczny w ciągu kamienic, najbardziej reprezentacyjnie prezentuje się od strony ulicy Mostowej. W obecnej formie jest pełną rekonstrukcją, wykonaną w latach siedemdziesiątych XX wieku, po wyburzeniu pierwotnego budynku, nie nadającego się już do remontu. Dziś jest tam Muzeum Etnograficzne – filia Muzeum Narodowego w Poznaniu; zachowano jednak elementy wystroju, zwłaszcza zewnętrznego, świadczące o pierwotnym przeznaczeniu i gospodarzach tego gmachu. Także w środku niektóre dekoracje, m.in. drzwi nawiązują do niegdysiejszej tradycji loży.

siedzibapoznan
Dawna siedziba masońska przy ul. Mostowej

Warto również rozglądać się po szczytach poznańskich kamienic. Ujrzymy wówczas, na budynku przy ul. Seweryna Mielżyńskiego 21 charakterystyczny znak cyrkla i węgielnicy – który w uproszczonej formie występuje też w wystroju bramy kamienicy, w towarzystwie tradycyjnych emblematów sztuki murarskiej. W okresie międzywojennym była tam siedziba Cechu Budowniczych Strzecha; podczas gdy brama najwyraźniej symboliką nawiązuje do tej organizacji, symbol ze szczytu jest już bardziej jednoznaczny, związany z mieszczącą się tu wówczas siedzibą niemieckiej paramasońskiej loży „Schlaraffia Posnania” (istniejącej od 1889 roku). Zaraz obok pod dachem sąsiedniego budynku jest słońce, w symbolice wolnomularskiej, równolegle z księżycem mający określone znaczenie.

Także w literaturze pamiętnikarskiej możemy się nieco dowiedzieć o siedzibach poznańskich masonów. Zdarzają się jednak i pomyłki, jak w książce prof. Zbigniewa Zakrzewskiego „Ulicami mojego Poznania”, z której dowiadujemy się, że niemiecka loża „Amilitia”, założona w 1885 roku, miała swoją siedzibę przy ul. Libelta w budynku pod obecnym numerem 8.

Realia powojennej Polski uniemożliwiły legalne funkcjonowanie w Poznaniu ( i w kraju w ogóle) obediencji wolnomularskich. Zmiana pojawiła się dopiero po 1989 roku, z czasem przyszła też kolej na Poznań. 21 czerwca 1997 roku zapalono światła, czyli rozpoczęto pracę w odrodzonej, poznańskiej loży nr 5 „Świątynia Hymnu Jedności” na Wschodzie Poznania, należącej do struktur Wielkiej Loży Narodowej Polski. Stałej siedziby jednak bracia tu nie mają.

A jednak Wielkopolska jest miejscem upamiętnienia polskich tradycji masońskich, w skali kraju. Do dziś przetrwał wolnomularski w charakterze pałac i zespół pałacowo-parkowy założony przez gen. Augustyna Gorzeńskiego w Dobrzycy; istnieje projekt, by urządzić w nim muzeum wolnomularstwa, lecz na razie trwa tam nie kończący się remont. Przypuszczalnie obrzędy wolnomularskie odbywały się także w słynnym pałacu w Śmiełowie. Zachowały się tam pewne elementy masońskiej tradycji, jednak przede wszystkim jest to miejsce upamiętniające pobyt Adama Mickiewicza w Wielkopolsce w latach 1831 – 1832.

No i największa w Polsce i w Europie Środkowej kolekcja masoników przechowywanych w zbiorach Samodzielnej Sekcji Zbiorów Masońskich, od stycznia 1959 roku działającej w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu. Główny księgozbiór i czytelnia tych zbiorów znajdują się w dawnym pałacu biskupów poznańskich w Ciążeniu koło Konina. Sama pracownia zaś mieści się w głównym gmachu Biblioteki, przy ul. F. Ratajczaka.

I to wszystko – a może aż tyle. Wolnomularstwo, jako organizacja dyskretna (lecz nie tajna) choć działająca legalnie, w polskich realiach nie jest zainteresowane rozgłosem. Lecz ślady jej istnienia i działalności pozostały m.in. Poznaniu do dziś budząc zaciekawienie, dreszczyk sensacji i emocji. Chyba jednak bezpodstawnie.

Autor: Marek Rezler
14.11.2005.