Szczęście – Miłość – Śmierć – Nieśmiertelność

27 maja 2009 r. Profesor Andrzej Nowicki obchodzi 90-lecie urodzin oraz 70-lecie pracy naukowej. W imieniu redakcji Wirtualnego Wschodu przekazuję Wielkiemu Mistrzowi życzenia wielu nowych myśli, natchnień i siły do dalszej pracy, a także stałej obecności kulturotwórczej Ateny w polskim wolnomularstwie.

nowicki_2
Andrzej Nowicki z masonerią związany jest od roku 1994 (inicjowany w loży Europa). Był pierwszym Wielkim Mistrzem Wielkiego Wschodu Polski, pełniąc następnie funkcję Wielkiego Mistrza przez cztery kolejne lata (1997-2001). Obecnie jest Honorowym Wielkim Mistrzem WWP. W roku 1997 opublikował książkę Filozofia masonerii u progu siódmego tysiąclecia (s. 374). Był także wiceprezydentem Polskiej Grupy Narodowej Uniwersalnej Ligi Masońskiej (UFL) oraz członkiem Rady Programowo-Naukowej czasopisma “Wolnomularz Polski”. W 1997 r. na jego wniosek postać Ateny znalazła się na pieczęci WWP, gdyż, jak uzasadniał, Atena jest dla masonów:

personifikacją Wolnej Rozumnej Myśli,
personifikacją pracy naukowo-badawczej i twórczości artystycznej,
personifikacją racjonalizmu i humanizmu,
personifikacją Kultury rozumianej jako świat twórców realnie obecnych w świecie cudownych dzieł ludzkich mózgów i ludzkich rąk,
personifikacją tej zjednoczonej Europy, którą chcemy zbudować na fundamencie najceniejszych wartości cywilizacji europejskiej; tych wartości, które pojawiły się u wielkich myślicieli starożytnej Hellady. [24.12.1996]
Od grudnia 2008 pisze dzieło swojego życia – Atena Creanda. W pierwszej części książki omawia wszystkie formy obecności PALLADY-ATENY-MINERWY-SOFII w poezji, filozofii, malarstwie, rzeźbie, muzyce kultury światowej ostatnich trzech tysięcy lat (włącznie z kulturą chińską), w drugiej części tworzy własny portret ATENY (której jeszcze nie ma). Bogini ta istnieje tylko jako PERSONIFIKACJA AKTYWNOŚCI KULTURALNEJ, jest to tym samym całkowicie świecka ATEISTYCZNA RELIGIA KULTURY jako wartości najwyższej. Książka ta jest równocześnie częścią zbudowanego przez Filozofa systymu filozofii, systemu ergantropijnej inkontrologii – mianowicie jest ERGANTROPIJNĄ AKSJOLOGIĄ.

10 lat temu, z okazji 80 urodzin, Andrzej Nowicki, jako Wielki Mistrz WWP, wygłosił odczyt dla sióstr i braci, którego streszczenie poniżej publikujemy… [Kamil Racewicz]

“Patrząc na czerwień róż…”

Wzruszony mnóstwem cudownych róż ofiarowanych mi przez Siostry i Braci, nie będę odczytywał tekstu mojego “masońskiego autobiogramu”, który – przygotowany na dzisiejsze spotkanie – został wydrukowany i rozdany, ale podzielę się tymi myślami na temat Szczęścia, Miłości, Śmierci i Nieśmiertelności, które pojawiły się pod wpływem intensywnej barwy i zapachu kwiatów. Nie jestem, niestety, pierwszym, komu róże podsuwają słowa wypowiedzi. Przypomnę, że w dziejach filozofii włoskiej jedna z najważniejszych książek napisanych w XIX wieku utrwaliła ten fakt swoim niezwykłym tytułem: “Guardando il rosso di una rosa … ”
Było to w roku 1869, w ogrodzie kapituły przy mantuańskiej katedrze, a Włochem, który patrzał na czerwień róż był 40-letni kanonik Don Roberto Ardigò (1828-1920). I wtedy właśnie narodził się jego system filozoficzny, a wraz z nim włoski pozytywizm.

Szczęście

Gdyby mnie zapytano: – jak chciałbym zostać zapamiętanym przez te osoby, z którymi się spotykałem? – odpowiedziałbym, podsumowując 80 lat mojego życia:

– Najbardziej trafny byłby taki obraz, w którym na pierwszy plan wysunęłoby się to, że miałem w życiu przeszło dwadzieścia tysięcy bardzo szczęśliwych dni. Na sumę tę skladają się tysiące dni obecności w bibliotekach Florencji, Neapolu, Wrocławia, Warszawy, Lublina i kilkuset innych miast, dni wypełnione czytaniem fascynujących książek, dni obecności w muzeach, wypełnione oglądaniem arcydzieł malarstwa i rzeźby, dni obecności w Filharmonii Narodowej, Akademii Muzycznej i na innych koncertach, wypełnione słuchaniem arcydzieł muzyki dawnej i współczesnej, europejskiej i azjatyckiej, a zwłaszcza dni wypełnione myśleniem, twórczością, pisaniem – najpierw ołówkiem, potem piórem, maczanym w kałamarzu, potem długopisem, potem na maszynie, a obecnie na klawiaturze komputera . Pojawianie się własnych myśli porównał trafnie filozof niemiecki, Arthur Schopenhauer do pojawiania się Ukochanej. Miałem to wielkie szczęście, że własne myśli pojawiały się w moim życiu od wczesnego dzieciństwa bardzo często i wciąż jeszcze – mimo moich 80 lat – chętnie mnie nawiedzają.

Bardzo szczęśliwe były wszystkie te dni, w których ukazywały się moje prace w druku, w postaci książkowej lub w czasopismach, w języku polskim i w jedenastu innych językach. Takich szczęśliwych dni było ponad tysiąc, a jeśli dodać prace, w których pisano o mnie (w 16 językach) – to dni takich było prawie dwa tysiące. Można do nich dodać kilka tysięcy dni, w ktorych wygłaszałem wykłady i odczyty a zwłaszcza referaty na konferencjach międzynarodowych. I jeszcze setki dni rozmaitych sukcesów, poczynając od piątek z wypracowań i klasówek, od świadectw szkolnych, od egzaminow uniwersyteckich, przez magisterium, doktorat, habilitację, nominację na profesora, mnóstwo odznaczeń, medali, orderów, a także uroczystosci jubileuszowych. I dwadzieścia lat temu, i dziesięć lat temu uczczono je sesjami naukowymi, na których omawiano i oceniano różne dziedziny mojej działalności.

Miłość

Szczęśliwe jest życie wypełnione miłością. Byłem bardzo kochany przez moich Rodziców, przez obie Babcie, Ciotki, Wuja, Stryjów i dalszą rodzinę. W moim drzewie genealogicznym jest wiele osób mających zasługi dla kraju i kultury. Zawarty w 1942 roku związek małżeński trwa do dziś, a zaowocował trojgiem dzieci i ośmiorgiem wnucząt. I z dzieci i z wnucząt mogę być dumny.

Istnieją jednak różne rodzaje miłości. Do najszlachetniejszych należy ta, którą nazwano “miłością pedagogiczną”. Bardzo kochałem moich nauczycieli: Stefana Bernarda Drzewieskiego, Juliusza Krzyżanowskiego, Natalię Mijalską, Carla Verdianiego, Artura Stanghelliniego, Kazimierza Czapińskiego, Władysława Tatarkiewicza, Władysława Witwickiego, Antoniego Bolesława Dobrowolskiego i byłem także przez nich bardzo kochany. W osobnej książce pt. Nauczyciele napisałem, jakim szczęściem było dla mnie posiadanie takich wspaniałych nauczycieli.

Za wielkie szczęście uważam to, że byłem przez 40 lat nauczycielem uniwersyteckim w Warszawie, Wrocławiu i Lublinie i że chciało pracować pod moim kierunkiem tyle zdolnych, wspaniałych Uczennic i Uczniów, osób piszących u mnie prace magisterskie i doktorskie, a później piszących samodzielnie prace habilitacyjne, wydających własne książki i zdobywających tytuły profesorskie. Zauważyłem, że praca z uczniami jest “przestrzenią spotkań”, w której na fundamencie wspólnej fascynacji przedmiotem badań wytwarza się między Mistrzem a Uczennicami i Uczniami to, co Władysław Witwicki nazywał “gorącym kontaktem duchowym” – silne więzi emocjonalne, które trwają niekiedy wiele dziesięcioleci. Na moje szczęście składa się więc i to, że czuję, jak bardzo jestem kochany przez moje Uczennice i moich Uczniów i to, że opromieniają mnie blaskiem swoich osiągnięć i to, że nie tylko nauczyli się czegoś ode mnie, ale i ja wiele się nauczyłem i uczę od nich. Przypominają mi się słowa mojego włoskiego przyjaciela, kompozytora i muzykologa, Borisa Poreny, że więcej się nauczył od swoich uczniów, niż oni od niego, a wynika to stąd, że lepiej potrafi się uczyć.

Oprócz miłości do ludzi czynnikiem wytwarzającym szczęście jest miłość do dzieł ludzkich: miłość do Filozofii, do Poezji, do Muzyki, do Malarstwa i Rzeźby, a także miłość do języków. Świadomość, że istnieje wiele różnych kultur a w ich obrębie około pięć tysięcy różnych języków. Tę różnorodność języków można kochać tak, jak się kocha piękne i mądre dziewczęta: każdy język odkrywa przed nami inny świat, inny sposób myślenia, inny sposób kategoryzowania rzeczywistości. Pamiętam jak wiele radości sprawiało mi poznawanie każdego kolejnego języka: francuskiego, niemieckiego, łaciny, włoskiego, rosyjskiego, angielskiego, greckiego aż po ten, który od dziesięciu lat szczególnie mocno kocham i którego pismo najbardziej mnie zachwyca – mówię oczywiście o języku chińskim.

Śmierć

Uważam także za wielkie szczęście to, że mogłem sporo czasu poświęcić na tworzenie własnego systemu filozoficznego, w którym teoria ergantropii czyli realnej obecności twórcy w wytworzonych przez niego rzeczach uwalnia od lęku przed śmiercią, ponieważ najcenniejsze cząstki własnej osobowości, własne myśli i uczucia, zostały umieszczone w książkach i czasopismach – drukowanych w wielu tysiącach egzemplarzy i tam zawsze będzie można mnie spotkać, także w kilkaset lat po mojej śmierci. Przyznaję, że odczuwam lęk przed unicestwieniem, ale dotyczy on nie mojej jednostkowej śmierci, lecz całej kultury. Wciąż bowiem toczą się zbrodnicze i bezsensowne wojny, nagromadzone zostały ogromne zapasy broni nuklearnej, a ponieważ na czele wielu państw stoją zbrodniarze i szaleńcy, to w każdej chwili może nastąpić wybuch światowej wojny nuklearnej, która położy kres nie tylko życiu wszystkich istot zamieszkujących naszą planetę, ale może także zniszczyć wszystkie biblioteki, muzea, taśmy i dyski, a więc ten świat cudownych rzeczy, w których utrwalone zostały najcenniejsze wytwory myśli ludzkiej. I taka perspektywa unicestwienia Kultury, tworzonej przez Ludzkość przez wiele tysięcy lat, musi budzić przerażenie.

Nieśmiertelność

Nasza realna obecność w naszych wytworach jest obecnością potencjalną.

Nie wystarczy, że moje myśli zostały umieszczone w książce, trzeba, żeby tę książkę czytano.

Prawdziwa nieśmiertelność polega więc na obecności w mózgach i sercach, w myślach, uczuciach, w wyobraźni i snach czytelników. Stąd troska o to, żeby społeczeństwo, które będzie istniało po naszej śmierci, było społeczeństwem ludzi światłych, odczuwających potrzebę czytania książek, potrzebę oglądania obrazów, potrzebę słuchania muzyki, potrzebę zajmowania się filozofią, poezją i całym światem sztuk pięknych.

Szczególnie doniosłą formą obecności w kulturze – za życia i po śmierci – jest obecność w umysłach naszych Uczennic i Uczniów, a więc tych osób, w których możemy istnieć nie tylko obecnością przedmiotową, jako coś zapamiętanego, ale także – na ich polu daimoniona – obecnością podmiotową jako aktywne cząstki ich podmiotowości. Prawo do miana ucznia ma bowiem tylko ta osoba, która nosi swoich Nauczycieli w swoim świecie wewnętrznym, korzysta z wytworzonych przez nich narzędzi pojęciowych i odczuwa ich obecność w sobie, ponieważ ludzie uznani za Mistrzów stali się podmiotowymi składnikami jej osobowości.

Wpisał: Andrzej Nowicki
26.05.2009.