Józef Wybicki jako wolnomularz

.

jozefwybicki

Przypadająca w 1997 roku dwusetna rocznica powstania słów „Mazurka Dąbrowskiego” spowodowała zwiększone zainteresowanie dwoma głównym` bohaterami Pieśni: generałem Janem Henrykiem Dąbrowskim i Józefem Wybickim. Jednak najwięcej miejsca (co zrozumiałe) poświęca się samemu utworowi, nie do końca wyjaśnionym okolicznościom powstania tekstu – wreszcie recepcji „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech” w poszczególnych zaborach. Zdawałoby się, że o Dąbrowskim i Wybickim powiedziano już wszystko, biografie zaś obydwu działaczy, opracowane przez Jana Pachońskiego i Władysława Zajewskiego, niewiele mają sobie równych w historiografii epoki. A jednak wciąż jeszcze w życiorysach obydwu bohaterów są szczegóły słabo znane, pisze się o nich też niewiele – bardziej ze względu na brak przekazów źródłowych niż z chęci zadośćuczynienia obowiązującym dziś, oficjalnym tendencjom.

Wspominając o wolnomularskich powiązaniach Dąbrowskiego i Wybickiego, należy pamiętać o szczególnie wyeksponowanej w Legionach Polskich we Włoszech symbolice masońskiej. Faktem jest, że główne hasła rewolucji francuskiej (i do dziś obowiązujące w tym kraju): Wolność, Równość, Braterstwo, a także legionowe „Wszyscy ludzie wolni są bracia”, wywodzą. się z ruchu wolnomularskiego, są kośćcem idei masońskiej. W Europie przełomu XVIII i XIX wieku, gdy kształtowały się odmienne od dotychczasowych modele wychowania i rządzenia państwem, nowe zasady organizacji systemu władzy w społeczeństwie obywatelskim – po prostu niemożliwe było kiero­wanie tymi przemianami bez zaangażowania w wolnomularstwie. Z czasem nawet w niektórych środowiskach zaczęto się snobować na masonerię, nie wypadało zaliczać siebie do elit przywódczych społeczeństwa i nie należeć do którejś z lóż. Ruch wolnomularski, nie podporządkowujący się żadnej władzy totalitarnej czy absolutnej, niechętnie był widziany przez władców Świętego Przymierza. Jednak wcześniej, w epoce napoleońskiej wolnomularstwo w zasadzie rozwijało swą działalność bez przeszkód, nic też dziwnego, że wszyscy dowódcy legionowi (nie wyłączając Dąbrowskiego i Wybickiego) byli adeptami Sztuki Królewskiej, symbol wolnomularski umieszczono na sztandarach legionowych, hasła zaś, które ożywiały model tam przyjęty, kontynuowały ów kierunek działania, aktualne też były jeszcze przez długie dziesięciolecia. Gwoli sprawiedliwości jednak trzeba dodać, że wśród braci w fartuszkach byli też dawni legioniści, którzy w czasach Królestwa Polskiego przeszli na pozycje ugodowe, jak generałowie Józef Zajączek czy Aleksander Rożniecki.

Przynależność generała Jana Henryka Dąbrowskiego do masonerii udowodniona jest bezspornie. Inicjowany był (według opinii prof. Jana Pachońskiego) 9 maja 1805 roku w Wielkim Wschodzie Mediolańskim, co miało konkretny sens polityczny, gdyż obediencja ta była nieprzychylna Francji. W owym czasie Legiony de facto nie istniały już jako jedna odrębna formacja i rozgoryczenie Polaków wobec polityki władz Republiki miało uzasadnienie. Według ustaleń S. Małachowskiego-Łempickiego i A. Lewaka, Dąbrowski miał być kawalerem Różanego Krzyża w loży siódmego stopnia „Braci Francuzów i Polaków Zjednoczonych”. Z kolei prof. Ludwik Hass, wybitny działacz dziejów wolnomularstwa, jest zdania, że inicjacja masońska generała nastąpiła już 2 czerwca 1805 roku, przy okazji połączenia dwu głównych włoskich central wolnomularskich. Otrzymać miał 29 stopień wta­jemniczenia (Kawalera Kadosz) nowo utworzonego Wielkiego Wschodu Włoch w Mediolanie. Jednak ustalanie racji któregokolwiek z obydwu znakomitych autorów nie wydaje się tu konieczne, jako że wątpliwość dotyczy jedynie daty inicjacji, a nie faktu przynależności.

Nieco inaczej wygląda sprawa przystąpienia do masonerii Józefa Wybickiego. Twórca tekstu „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech” nie figuruje w żadnym z zachowanych wykazów i wnioski można wyprowadzić tylko na podstawie jego działań i wypowiedzi. Najbardziej miarodajnie głos na ten temat zabrał Władysław Zajewski w artykule opubliko­wanym w 1972 roku na łamach gdańskiego miesięcznika „Litery” (nr 6) i w znanej biografii Wybickiego.

Pewną wskazówką może być Oko Opatrzności – wg rytuału masońskiego „Delta Promienista” – umieszczone na pierwszym nagrobku poety w Brodnicy k. Śremu. Można przypuścić, że kontakt z wolnomularstwem Wybicki nawiązał podczas studiów w Lejdzie w latach 1770-1771. Zrażony do osób duchownych po doświadczeniach z nauki w kole­gium jezuickim w Starych Szkotach koło Gdańska (1755-1763), nie przepadał za kontaktami z Kościołem, choć gdy cel był wspólny a patriotyczny – nie uchylał się od współdziałania. W rezul­tacie w czasie konfederacji barskiej był współpracownikiem biskupa Adama Krasińskiego, przywódcy ruchu, ale podczas redagowania kodeksu Andrzeja Zamoyskiego stał się obiektem ataków nuncjusza Jana Andrzeja Archettiego i konserwatywnej części kler jako przeciwnik Kościoła. Naraził się tej instytucji także w 1777 roku, gdy z ramienia Komisji Edukacji Narodowej przeprowadził rzetelną wizytację Akademii Wileńskiej i ujawnił nadużycia finansowe zarządzającego uczelnią biskupa Ignacego Massalskiego,

Jednak ostatecznie został przekreślony w oczach ówczesnej hierarchii, gdy w 1820 roku, jako prezes Deputacji Prawodawczej Królestwa Polskiego, konsekwentnie opowiadał się za prawem do rozwodów. Rozpętana nań wówczas nagonka prasowa i polityczna zakończyła się wymuszeniem rezygnacji, ostatecznie zaś – w dużym stopniu przyczyniła się do śmierci senatora wojewody w 1822 roku i jego cichego pogrzebu. Dodajmy, że krytycznie ustosunkowany do ludzi w sutannach, pozostał Wybicki człowiekiem wierzącym, a przy tym oceniającym ludzi po czynach, a nie ich przynależności społecznej czy politycznej.

Sytuacji tej nie można jednak oceniać jednostronnie, jako że w końcu XVIII i na początku XIX wieku w pracach lożowych uczestniczyło wielu duchownych – często bardzo wysokiego szczebla. Wiadomo też, że Wybicki utrzymywał serdeczne kontakty z czołowymi działaczami środowisk reformatorskich i patriotycznych, z których większość była wolnomularzami, zwłaszcza ze Stanisławem Kostką Potockim. Tajne prace wykonywane przezeń po 1795 roku w Paryżu (zwłaszcza zlecona mu przez prezydenta Dyrektoriatu Barrasa lustracja korespondencji polskiej i rosyjskiej) sugerują przynależność Wybickiego do masonerii francuskiej, dowodu jednak na to nie ma.

Najbardziej „wolnomularski” jawi się Wybicki jednak jako autor swych dzieł, zwłaszcza opublikowanych w 1775 roku „Myśli politycznych o wolności cywilnej”. Za życia autora nie opublikowano innej pracy Wybickiego: „Ciemnota – przesąd – uprzedzenia”, którą po raz pierwszy (i jak dotąd – jedyny) w 1959 roku przedstawił Adam Lewak na łamach „Przeglądu Humanistycznego” (nr 4), opatrując tekst komentarzem krytycznym. Rękopis opracowania powstał przypuszczalnie w latach 1780-1789 – a więc w przeddzień bądź w pierwszym okresie prac Sejmu Wielkiego i kształtowania się myśli zawartych później w Konstytucji 3 maja. Charakterystyczny jest w nim zdecydowany nurt antykościelny i potępienie „sojuszu ołtarza z tronem na uciemiężenie człowieka”, z wyraźnym maskowaniem realiów. polskich, z odniesieniami do starożytności i średniowiecza. Wybicki wzywa do zmian w ustroju Polski, potępia feudalizm, głosi hasła demokratyczne. Wtedy, na dziesięć lat przed uchwaleniem Ustawy Majowej, były to poglądy rewolucyjne i radykalne, świadczące o odwadze cywilnej autora. Ze sposobu ujęcia argumentacji, stosowanego języka i terminologii rozpoznajemy tu wręcz „deskę” lożową, czyli prelekcję wygłoszoną na posiedzeniu zgromadzenia wolnomularskiego. Choć tekst rozprawki jest trudny w lekturze, pełen dość zawiłej (typowej dla tamtych czasów), górnolotnej i napuszonej retoryki, pozwala ujrzeć nową sylwetkę Wybickiego – najlepiej też przemówi sam, bez dodatkowych komentarzy Przy okazji potwierdziła się zasada, w myśl której nie zawsze doskonały mówca (a Wybicki do nich należał), potrafi swe myśli przelać na papier w formie zwięzłej, konkretnej, zrozumiałej dla każdego. Rękopis rozprawki (24 strony in folio, za­pełnione dwustronnie) znajdował się w domu Wybickiego w Manieczkach. W 1813 roku, gdy autor musiał uciekać na Śląsk przed wkraczający­mi wojskami rosyjskimi, tekst został zakopany, potem przechowywany był w dokumentach ro­dzinnych poety i u Czartoryskich, a w latach 1939-1944 w Warszawie. Po 1945 roku tekst został przekazany przez do zbiorów warszawskiej Biblioteki Uniwersyteckiej, gdzie też znajduje się do dziś. Pisownia odpisu podana jest za wersją Adama Lewaka, wykorzystano również niektóre objaśnienia opracowane przez tego uczonego. Wielokropkami zaznaczono miejsca nieczytelne lub uszkodzone w tekście.

*

Józef Wybicki

Ciemnota – przesąd – uprzedzenia

(fragmenty)

Boski Platonie, chcąc widzieć człowieka wolnym i szczęśliwym, czemuż do swej Rzeczypospolitej stwarzałeś ludzi? Zostawszy raczej bratem naszym jak stwórcą, dogodniejsze byłbyś nam podał prawdy, jak i kiedy mimo przywary nasze, szczęśliwszymi być możem i byłbyś może do masy społeczności cywilnych to zbliżył światło, bez którego tak się zwykł często sprawować, jakby nie był do wolności stworzony, choć serce mu mówi, że mu przyrodzenie dało ją w dziale.

Ciemnoto! Uprzedzenie! Waszym jest płodem niewola; a ta matką fizycznych i moralnych cierpień człowieka. Te niezliczone rodzaje obłędów, które hańbą rodzaj ludzki okryły, z jednego nieoświecenia płyną.

Stąd złoto i pendzel dawał ludziom bogów, tak iż ten nawet, co je wyrobił, przed nim klękał. Stąd tyran stworzonych dla siebie ludzi być mniemał i ludzie go na tron z poklaskiem wiedli. Stąd człowiek w człowieku nie chciał uznać brata; rodopism [drzewo genealogiczne – M.R.] mazał przyrodzenia [przyrody, natury – M.R.)] prawa, a ślepy traf urodzenia należne cnocie i zasługom osobistym brał miejsce.

Stąd owe radosne wykrzyki pospólstwa, gdy za jego sprawą przyjaciel ludzkości głowę pod kata miecz składał. Arystydes nie dla siebie tylko dla ojczyzny żyje. Cnota jest prawidłem życia jego w domu i publiczności. Ciemnota przecie wygnania jego stwierdza wyrok tak, iż ojczyzna bez Arystydesa, a cnota bez przytułku zostały.

Nie dziwujmy się jednak tak długiemu panowaniu ciemnoty nad stworzeniem rozumnym. W świecie fizycznym oddzielił Stwórca od razu ciemność od jasności, w świecie moralnym tego oddziału w dniach pierwszych człowieka nie dokonał, bo mu przez rozum zostawił dzielność swojego światła być stwórcą. (…)

Tu jest przyczyna oporem idącego dzieła ku swojej doskonałości. Tu w przedłużonym zamroku nocy niezliczonych potwór wylęgło się plemię, co bólem i hańbą okryło człowieka. Musiało jednak choć z wolna zawiązywać się rozumu światło, musiało wschodzić, bo ono w porządku stwórczym miało swą kolej. To jest przyczyna tych gwałtownych wzruszeń, którymi epoki świata moralnego oznaczone widzimy, kiedy ciemność światłu ustępować miejsce musiała. Ten jest widok opinii zwycięskiej, kiedy przez przygotowane w ubiegłych czasiech prawdy biegu oświecenia w następnych wiekach żadna moc ludzka wstrzymać nie mogła. Toż jest dlaczego mniemać nie możem, że rewolucje, dla dobra ludzkości wypadły, temu się tylko dniu należą, w którym się poczęły nasienie ich w odległych rzucone były wiekach, krzewiło się i następnym dojrzały podało owoc. (…)

Tak właśnie i w moralnym świecie, w przejściu pokoleń licznych, rozum skupia światło, zbiera prawdy, oświeca umysł, rozpala serce do cnoty, a gdy już dusz miliony jego dojrzały ogniem, z nagła razem z wiedzą łączą się cząstkowe i wole, i zdania, i siły tak, iż ich zawiązanej opinii powszechnej żadna potęga pokonać nie potrafi. Wówczas rozum, tak jak słońce, w całym swym blasku wschodzi i świat moralny oświeca. A choć znowu czasami, jak na tę kulę ognistą i na niego cień zaćmienia rzuca ziemia, nie przeto jego gasi ognie i w nocy czarnej na zawsze zamyka człowieka. Znowu po zachodzie zorza jutrzenka dzień mu obiecuje świetny.

Takie w dziejach ludzi widzimy stopniowanie światła, walczącego z ciemnością, nie skarżmy się na ten krok tępy, który nasz rodzaj do szczęśliwości prowadzi. Jeżeli światu fizycznemu wzrost powolny oznaczyła natura, nierównie opieszalszym rzeczy obrotem moralnemu wymierzyć mogła dojrzałość. (…)

To nie jest natury, ale człowieka utworem, jakkolwiek przeto okropne są te prawdy, śledźmy je aż w pierwszych narodów źródłach. Przebieżmy najsławniejsze niegdyś społeczności cywilne, aż do naszej epoki; w tej filozoficznej podróży, widząc ustawiczne walki ciemnoty z jasnością, obaczymy zarazem zyskiwany stopniami zwycięstwa Cnoty i Światła… (…)

Dochodźmy, co się w innych zakątkach świata działo, kiedy w najsłynniejszych narodach pierwszych taka była postać moralna człowieka. Rzucone na niego uważając uprzedzenia i ciemnoty sidła, zda się, iż ludzie w stada bydląt zamienionymi być mieli… Tak chciało tyraństwo, lecz nie tak chciał Ojciec natury.

Na próżno siliła się potęga tronu i ołtarza zakryć przed okiem naszym światło, wyprowadziła go ręka niewidzialna na światło. Tyrany, ciało jest pod władzą naszą. Duch pana nie ma. Na ziemi wnet w dniach pierwszych społeczności cywilnej wyniesiona w górę przez Chaldejczyków wieża była cechą [dowodem – M.R.] myślenia i rozumowania człowieka; nie była ona tej dumy dziełem, jaką jej przyznać chciano, do wyniesienia się tam aż gdzieś pod niebo. Ten lud najpierw oświecony nie był tak głupi. Ale ten mur zbudowany oznacza kolebkę nauk i krok pierwszy stworzenia rozumnego ku samemu oświeceniu. Nie mając, jak my, szkieł zbliżających przedmioty, wynieśli jak mogli najwyżej budowę, aby do niezliczonych światów i kul ognistych nad ich głowami zawieszonych, oko zbliżyć mogli. I tak nauka astrologii najpierw przeszła z Babilonii do Egipcjan a od tych dopiero do Greków. (…)

Po Egipcjanach należy się w myślach naszych miejsce Grekom, jako ich uczniom, ale którzy wkrótce swych nauczycielów przeszli. Już tu olbrzymim krokiem człowiek ku swemu postępował oświeceniu. Na tej to ziemi podobno od tylu wieków tworu raz pierwszy niebo godne siebie obaczyło stworzenie. Cnota wzięła panowanie nad człowiekiem, a wolność Ludu swój odzyskała majestat. Zatenczas jako prawodawca Lokryjczykom ogłasza, iż bardziej tego lękać się powinni, co do występku i hańby prowadzi, jak co nędzą i ubóstwem zagraża. Ateny nie tylko wolność wszystkim filozofom, ale i religiom nadały Aż też znagła raz pierwszy twórcze pokazały się dzieła w całej Grecji, – architektury, rzeźby i malarstwa. Wymowa, poezja w nieznanej światu pokazała się wielkości. (… )

Nie dziwujmy się, że wśród takiego światła ciemny jeszcze w Rzymie panował fanatyzm. Filozofia wkorzenione wiekami przesądy i uprzedzenia cierpieć musiała dla interesu polityki. Filozofia zwykle stara się oświecać i odprowadzać od fałszu, stara się zwolna gruntować ołtarz prawdzie. Porywczo nie umie burzyć odwiecznych błędów posągi. (…)

Tu z nagła jak w dniach żałoby powszechnej, cały naród łudzi jęczeć zaczął; światło tyle wieków zgromadzone nikło i znowu się noc czarna na świat moralny spuszczała. (…)

Archimedesie! czyś to mógł wyrachować, żeby późne twego rodu pokolenia do takiej ciemnoty wróciły?

Tymczasem krwawe rządy feudalne tak zrozpaczyły ludzi, iż zaczęli myśleć i czynić. Filozofia, ta nieoddzielna towarzyszka wolności, schroniła się do Wenecji, Genui i Pizy i rzeczpospolitych wzory dała, lecz wnet istotniej dawnych Greków i Rzymian miała się odradzać wolność. Kiedy najezdnik i zwycięzca Anglii, Guilhelmnie tylko rolnika, ale i mieszczan i klasę szlachty zarówno tyraństwem i niewolą przytłoczył, całe narodu cierpiąc ciało w wszystkich się członkach wzięło do pracy. Stanął obok wieśniaka z bronią dumny niegdyś szlachcic i pobracił się z mieszczaninem, by wspólną mieli sprawę, przeciw samowładcy łączyć swe siły, który wszystkim wydzierał co jest najmilszy. Walka ta trwała długo, aż wreszcie król Jan, nazwany Bez Ziemi tak cały naród przeciw sobie poruszył, iż tylko mu się siedmiu dworskich, podłych zwykle służalców, w obronie zostało. Zatracona zaczym została tyrania. Lud, jak jest w naturze, został wszystkim, tyran niczym. Tam raz pierwszy na prawie zasadnim tak dobrze wolności grunt był rzucony, iż dał jej trwałość aż do naszych wieków

Już wtedy znowu ku szczęśliwości ludzkiej, opinia polityczna mienić się zaczęła, ale opinia fanatyzmu nowym jeszcze ciemnoty rodzajem świat moralny dotknęła. Owszem, nigdy przesąd i uprzedzenie w takim krwi zatopie i na tylu trupa zwłokach tronu sobie nie wyniosły, jak kiedy tej krzyżowej rzezi, krucjatą nazwanej, dokonały. Zdało się, iż Europa, mówił współczesny pisarz, z swoich fundamentów wyrwana, zawalić Azję miała. Tak było potężne ramię tego, co śmiał do ciemnoty wybluźnić, że na ziemi jako następca Syna Boskiego władał i za jego sławę, za jego grób i kolebkę, świętą wojnę ogłaszał. Dwa wieki blisko wyprowadzali papieże na pożogi i mordy pod naczelnictwem pielgrzymów i mnichów chrześcijanów i nieledwo dwa miliony zagubili ludzi w tej okropnej rzezi. Wściekłe bestie cechowali krzyżem morderców za sprawę Chrystusa, którego nauka ugruntowała się na pokoju i miłości bliźniego. Zarażali ziemię wszystkiego rodzaju rozpustą i rozwiązłością w imię Tego, co na moralności rodzaju ludzkiego chciał odrodzić szczęśliwość.

Krucjata, dzieło papieżów i mnichów, wszystkich krwiożerczych, bestiów wściekłością swoją przeszła dzieje. Nie można nawet długo nad nią się zastanawiać, ba nie tylko wszystkie zmysły, ale nawet oddech się traci zaparty w piersiach żalem i podziwieniem! ! Cóż powiesz, że nie tą krwią jeszcze syty fanatyzm! Południowe wówczas prowincje Francji nią się dla Niego zalać musiały. Dominik, co go nazywali świętym, na czele tej krucjaty europejskiej, z krucyfiksem w ręku Albijczyków, czyli miasta Albi obywateli, za przeciwną w religii opinię mordował, piekł i wieszał… Lała się krew lat 20 i stosy nie gasły. Wodzono na powrozie możnych i ubogich, obnażonych na pokutę i dyscyplinowano. Dobywano miasta i wyrzynano cokolwjek w nich żyło. Wściekły Dominik wołał, że Bóg oddzieli na sądzie swoim prawowiernych katolików od heretyków… Zgrozo! Ten co zabijał, śmiał jeszcze wielkiego Boga wzywać imię, co stworzył wszystko. Rozbójnicy papiescy! Wyście to ojcowie ateuszów… Któż chciał wierzyć w Boga, któregoście wy wzywali… Tak chciał Rzym, co chciał panować nad światem. Otoczył się pułkami mnichów, których ślubem było pierwszym, natury człowieka się wyrzec… Tych horda w czarnych, kawowych i białych kolorach po ziemi rozsypana jak gdzieś karawan wiozła towarem niebo i piekło. Ale że ciemność miała ich otaczać, by poznanymi nie zostali, wynaleziono ku ich obronie po raz pierwszy inkwizycję… nazwaną świętą… To jest wynaleść rozumiano więzienie na myśl człowieka… Głupcy! cóż jest, coby ducha zamknąć mogło. Tymczasem biblię nawet, tę księgę, jak sami powiedzieli z nieba dla zbawienia nam daną, czytać zakazano. Głupcy! odbierzcie rozum, wydrzyjcie serca, a wtenczas człowiekowi dopiero swoje poznawać i czytać prawa zakażecie. (…)

Światło postąpić nie mogło choć już nawet niektóre rękopisma greckie i rzymskie odkrywać zaczęto. Niewiadomość szkolna przez źle zrozumianą naukę Arystotelesa, grubego bakałarstwa siać zaczęła błędy. Fanatyzm nowego rodzaju rozprowadzał na świat ciemność i panował, ale tyraństwa polityczne trony swe zachwiane widziały. Szwajcarzy nowy gotowały światu przykład. Wilhelm Tell pokazał, co Lud może uczynić, gdy odwiecznym przyrodzenia prawem, zaręczone swobody odzyskać przedsięweźmie. Próżno Leopold jak buntowników Szwajcarów ściga. Ci nad Morgat [w 1315 r. – M.R.], jak niegdyś Spartanie w Termopilach liczne wojska tyrana w 500 ludzi wolnych znieśli. Próżno Austria siliła się na wszystkie sposoby ujarzmić na powrót Tella następców, oni już niewolnikami być nie mogli. Już i Rzesza Niemiecka, dostrzegłszy cesarzów ku samowładztwu zamiary; przymusiła Karola VI do zaręczenia jej wolności bullą złotą, powagę 7-miu elektorów stanowiącą. Miasta jedne odzyskały utracone, drugie nabyły swobody Moc j zasadni konstytucji niemieckiej najdzielniej widzieć się dała, gdy na jej fundamencie Venceslaw z cesarstwa złożony został. W tym znowu rozroście światła, jak najistotniejsze dla dobra człowieka jego potępienie postrzegam, wojny partykularnych, napady i łupiestwa mocniejszych feudalistów, paczone cechą hańba, ustawać zaczęły.

Nieśmiertelny Dant już dawniej pieśńmi swymi, zgnuśniałe budził Włochy i światła promień zapuszczał w ciemnotę, która ich otaczała. Dźwigała się zaczym Bolonia, Piza, Sienna, a najszczególniej Florencja, no nam w sobie wróżyła Ateny. Rzym nawet wybrał sobie trybunem sławnego Rienzi, którego pamięć wierszem swym słodkim unieśmiertelnił Petrarca. Wszystko zdało się sprzyjać rzeczy i nowy porządek zaręczało. (…)

Filozofio! Twoja to moc twórcza odradza duszę, ty odwiecznego pilnujesz porządku, spieszysz się dać pomoc człowiekowi, kiedy go już ciemnota w bydlę lub nieczułej bryły zamienia ciało; skąpa jesteś w wydawaniu twych obrończych dla nas płodów. Każdy wiek jednak nimi pocieszasz.. dałaś najdawniejszym Zoroastrów, Konfucjuszów, Sokratesów i Cyceronów. Dałaś później Koperników, Galileów i Bakonów. Kazałaś nas oświecać Lockom, Kartezjuszom, Leibnitzom.

Pozwoliłaś czytać przyrodzenia księgę, dla prawideł cywilnych Montesquieu i Bekarym natchnęłaś niebieskim moralności duchem Fenelonów.

Po niezliczonych światach i kulach ognistych, tajnymi ścieżkami wodziłaś Newtonów. Nieznajomym dotąd językiem kazałaś do nas mówić Rousseau’m. I aż te geniusze szczęśliwe i lekkie pióra Volterów ważnymi rozpuściłaś prawdy, a dziś ponad lodowatemi gdzieś z północy brzegi, ogniem swym stwórczym umysły Kantów rozgrzewasz.

*

Podał do druku Marek Rezler

„Rocznik Mazurka Dąbrowskiego”, nr 5/6, 200-2001, s. 74 – 82

Autor: Marek Rezler
30.11.2005.