Sekrety masonów: Budowniczowie katedr

Sekrety masonów: Budowniczowie katedr

Poniżej zamieszczamy drugi rozdział książki prof. Tadeusza Cegielskiego “Sekrety masonów. Pierwszy stopień wtajemniczenia”
Książka na licencji Uznanie autorstwa – Użycie niekomercyjne – Na tych samych warunkach 3.0 Polska

II. Budowniczowie katedr

Rozważając naturę tych tajemnic posłużmy się wstępną, bardzo skrótową definicją, określając wolnomularstwo jako „ruch, którego celem było doskonalenie człowieka” — kształtowanie nowej, szlachetniejszej i rozumniejszej jednostki. Brytyjska tradycja wolnomularska łączy jego początki z działalnością organizacji cechowych, zrzeszających ludzi związanych ze sztuką architektury. Znalazło to odbicie w strukturze organizacyjnej ruchu, także w nazewnictwie i niektórych symbolach, wreszcie utrwalone zostało w legendach i tradycji wolnomularskiej.

Z cechowymi początkami wiąże się niewątpliwie nazwa związku oraz określenie jego członków. Polski termin „wolnomularz” (także „mason”, „farmazon”), podobnie jak nazwy w innych językach, stanowi tłumaczenie terminu angielskiego free mason. Oznaczał on w średniowiecznej Anglii „kamieniarza”; ponieważ używano również określenia mason, niektórzy autorzy są zdania, iż free mason to „kamieniarz, który pracował w miękkim kamieniu” — wapieniu lub piaskowcu. Taki kamień powierzano do obróbki szczególnie fachowym i utalentowanym rzemieślnikom, jako że w architekturze gotyckiej służył on do wykonywania rzeźbiarskiej dekoracji. Nie jest więc wykluczone, iż średniowieczni free masons stanowili elitę cechu, czy też bractwa kamieniarzy i muratorów.

Owe związki budowniczych, którzy w średniowieczu byli również architektami w dzisiejszym rozumieniu, ponieważ projektowali wznoszone przez siebie gmachy, wyróżniały się spośród innych organizacji cechowych na równi sposobem działania, jak i poziomem umysłowym członków. „Tak bowiem jak twory ich rąk w rodzaju katedry w Reims — pisał Ludwik Hass — równie jak starożytny Panteon czy nowoczesne osiedle Le Corbusiera — były tyleż dziełami sztuki, co wykwitem techniki epoki, tak i sami wykonawcy byli tylko na wpół rzemieślnikami, na wpół zaś ludźmi nauki”. Choć cechy muratorów związane były z konkretnymi miejscowościami, ich członkowie prowadzili wędrowny tryb życia, przemieszczając się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pracy. Zarówno z racji szczególnie wysokiego kunsztu, jaki reprezentowali, jak i bywania w świecie należeli do elity średniowiecznego rzemiosła. Typowe dla wszystkich średniowiecznych cechów dążenie do utrzymania zawodowego monopolu było szczególnie silne wśród muratorów. Pilniej niż gdzie indziej przestrzegano tu zachowania tajemnicy profesjonalnej. Unikatową wiedzę — budzącą i dziś najwyższy podziw —przekazywano drogą indywidualnego wtajemniczenia z pokolenia na pokolenie. Wśród mularzy obowiązywał zakaz spisywania formuł i przepisów oraz rysowania planów. I z tego więc względu stanowili szczególnie zamkniętą grupę zawodową.

Oczywiście, identycznie jak inne cechy, bractwa muratorów miały swoje własne obrzędy religijne i własnych świętych patronów; jak gdzie indziej zrodziły się wśród budowniczych cechowe legendy. Obchodzono tu uroczyście dzień św. Jana Ewangelisty (27 grudnia); święto to łączyło się ze wspólną biesiadą i przyjęciem do związku młodych adeptów sztuki. Miały też związki swoich możnych protektorów — panów świeckich i duchownych; zdarzało się niekiedy, że należeli do nich władcy zainteresowani wspieraniem budowniczych.

Istnienia sekretów, obrzędów i legend związanych ze sztuką wznoszenia i zdobienia gotyckich budowli dowodzą nieliczne, zachowane do dziś późnośredniowieczne statuty cechowe. Najważniejsze z nich to rękopisy zwane Regius (ok. 1390 r.) oraz Cooke (ok. 1430-1440 r.). Obok przepisów określających obowiązki członków związku i uczniów

zawierają one krótkie wykłady legendarnej historii bractwa. Lektura ich sprawia zawód wszystkim tym, którzy szukają ideowych i organizacyjnych podstaw dla późniejszych o dwa, trzy stulecia związków wolnomularzy spekulatywnych. Elementów łączących cechy z lożami nowożytnymi znajdujemy w tych źródłach niewiele.

Za źródło wszystkich nauk uważali średniowieczni muratorzy geometrię. Początki nauki wolnomularskiej wywiedzione zostały — co oczywiste — z Biblii.

Odkrywcą geometrii i budowniczym pierwszego większego miasta wymienionego w Starym Testamencie (Enoch) był Jabal; według innych przekazów Abraham i Euklides. Napotykamy tu na postaci helleńskiego boga Hermesa oraz Salomona i Pitagorasa. Brak jednak w tych najwcześniejszych legendach właściwej dla sztuki królewskiej symboliki, a także postaci odgrywającej centralną rolę w legendach i rytuałach osiemnastowiecznych wolnomularzy — Hirama, mistrza antycznej architektury i budowniczego świątyni Salomona. Jedynym poważniejszym łącznikiem z późniejszymi koncepcjami wolnomularstwa jest pojęcie słowa masońskiego. Pojawiło się ono w źródłach dopiero w XVI w.i wiązało się z tajemną, ezoteryczną wiedzą religijno zawodową przekazywaną uczniom. Wbrew rozpowszechnionemu poglądowi, średniowieczna masoneria nie użyczyła nowożytnej organizacyjnej struktury. Bractwa epoki gotyku były związkami egalitarnymi; równi sobie muratorzy wybierali co najwyżej kierującego danymi pracami mistrza; uczniowie nie należeli przy tym do masonerii. Inaczej we wczesnym wolnomularstwie brytyjskim; uczniowie byli członkami związku, stopień mistrza powstał dopiero po 1723 r.

Pojęcie „loży” stanowi najważniejszy bodajże wkład związków cechowych w organizację i aparat pojęciowy sztuki królewskiej. „Loża” termin angielski lodge, to nic innego jak część średniowiecznego warsztatu muratorskiego. Była to zazwyczaj skromna, drewniana szopa przytulona do murów wzniosłej budowli. Służyła za miejsce spotkań i wypoczynku budowniczych; z czasem nazwą tą objęto również zespół muratorów wspólnie pracujących i solidarnie odpowiadających za efekt swej pracy.

Na pojęciu „loży” jako „miejsca zebrań, zarazem wspólnoty wolnomularskiej” wyczerpuje się kwestia udokumentowanych związków pomiędzy brytyjską masonerią czynną, operatywną i późniejszą spekulatywną, zwaną także filozoficzną lub symboliczną. Wiele to czy mało? — Raczej mało, zważywszy bogactwo osiemnastowiecznej myśli, rytuału i symboliki masońskiej, a także rozmaitość i nierzadko dziwaczność nowożytnych form organizacyjnych sztuki królewskiej, form nawiązujących do instytucji Kościoła katolickiego i związków średniowiecznego rycerstwa.

Znany również z polskiej literatury przedmiotu obraz stopniowej ewolucji cechów muratorów i rzeźbiarzy w towarzyskie kluby zrzeszające przedstawicieli nowożytnej elity brytyjskiej stanowi efekt czystej spekulacji. W rzeczywistości między XVI a początkiem XVIII w. istnieje olbrzymia luka źródłowa, nie pozwalająca wyrokować ani o dziejach wyspiarskich związków muratorów, ani  też o początkach organizacji nowego typu.

Brak przekazów źródłowych w odniesieniu do angielskiej masonerii czynnej to skutek upadku jej znaczenia i prestiżu u progu epoki nowożytnej. Proces dekadencji związków był jeszcze gwałtowniejszy w krajach Europy kontynentalnej. W 1564 r. odbyło się w Strasburgu ostatnie zebranie lóż niemieckich muratorów; wcześniej uległy rozwiązaniu we Francji.

Upadek organizacji cechowych wiązał się ze światopoglądową, ekonomiczną i społeczną rewolucją epoki Renesansu. Średniowieczna religijność, której zawdzięczamy arcydzieła gotyckiej sztuki sakralnej, ustąpiła nowej, charakteryzującej się rozumowym, krytycznym i subiektywnym stosunkiem do religii i Kościoła. Załamała się krucjata katedr: wiele wznoszonych w XV w. świątyń (jak katedra w Kolonii) pozostało nie ukończonych. Zgasi blask licznych miast włoskich, niemieckich i francuskich; zmiana szlaków handlowych pozbawiła je dotychczasowych dochodów. W tych, które zyskały na tej rewolucji, życie płynęło już inaczej, a pieniądze inwestowano chętniej w handel, w ziemię, w wyposażenie własnego domu niż w budowę świątyń. Zwolennicy nauki Lutra, Kalwina, Zwinglego domagali się Kościoła taniego, demokratycznego.

Czasy nowożytne przyniosły nową organizację pracy; cechy posiadające dotąd wyłączność na określoną produkcję podupadały wskutek działania tańszej, niecechowej konkurencji. Pojawiły się nowe technologie i nowe formy estetyczne; sztukę gotycką wyparła sztuka wzorująca się na dziełach mistrzów rzymskiego antyku. Zwycięski pochód klasycyzmu spowodował nie tylko porzucenie gotyku jako „barbarzyńskiego”, dokonała się także znamienna przemiana interpretacji zawodu architekta. Pod wpływem nowych wymagań i nowych prądów filozoficznych, architekt przedzierzgnął się z powielającego uznane i wypróbowane wzory rzemieślnika w artystę tworzącego dzieła oryginalne, pełne piękna i harmonii — na wzór harmonii ustanowionej przez Stwórcę. W odczuciu Brytyjczyków, ów nowy ideał sztuki architektonicznej najpełniej wyraził się w twórczości Włocha, Andrei Palladia (1508-1580). Styl Palladia — pisał N. Pevsner — „przemawiał do ucywilizowanego smaku i ogłady szlachty angielskiej […] bardziej niż styl jakiegokolwiek innego architekta. Łączył on powagę Rzymu, słoneczną atmosferę północnej Italii z indywidualną swobodą”.

Jeśli również w Anglii sztuka dawnych mistrzów straciła na znaczeniu, to jednak upadek cechów muratorów nie był tu całkowity. Anglicy, którzy dopracowali się w średniowieczu unikatowego stylu w architekturze, zachowali sentyment dla sztuki gotyckiej. Znali ją i podziwiali na tyle, że kiedy podczas pożaru Londynu w 1666 r. spłonęły stare świątynie, odbudowali je wszystkie z wielkim znawstwem. Znamienne, że projekty rekonstrukcjii opracował architekt nowej generacji.

—           Sir Christopher Wren (1632-1723) był człowiekiem wszechstronnie wykształconym, zawód architekta łączył z pracą naukową w dziedzinie matematyki, astronomii i fizyki. Zgodnie z powstałą jeszcze za życia Wrena tradycją, miał on być członkiem loży i wielkim mistrzem londyńskich wolnomularzy. Jeśli tradycja ta jest prawdziwa, to z całą pewnością związek, do którego przystąpił wybitny artysta i uczony, nie był londyńskim cechem muratorów.

Kwestia przynależności Christophera Wrena do czynnego bądź spekulatywnego wolnomularstwa wiąże się z kluczowym dla początków sztuki królewskiej zagadnieniem; czy istotnie — jak głosi tradycja brytyjskiego wolnomularstwa i jak do dziś sądzi wielu historyków —           związki spekulatywne powstały w wyniku stopniowej ewolucji operatywnych związków cechowych? Jeżeli, jak stwierdziliśmy wcześniej, istniejąca pomiędzy XVI a początkiem XVIII w. luka źródłowa nie pozwala na potwierdzenie tej tezy, to równocześnie nieliczne wzmianki w zachowanych siedemnastowiecznych źródłach różnego typu świadczą o czymś wręcz przeciwnym.

Wzmianki te pozwalają stwierdzić, iż w wieku XVII istniała i w Anglii, i zwłaszcza w Szkocji spora grupa (licząca przynajmniej kilkaset osób) wolnomularzy nowego, spekulatywnego typu. Do grupy tej należeli ziemianie, jak pierwszy znany nam z nazwiska wolno- mularz spekulatywny, John Boswell, który w 1600 r. wstąpił do loży w stolicy Szkocji, Edynburgu. Licznie reprezentowani byli oficerowie, kupcy, profesura uniwersytecka , artyści; nie brakło przedstawicieli arystokracji, w jej liczbie znalazł się naturalny syn Karola II Stuarta, Karol ks. Richmond. Wiemy również, iż w XVII w. istniał podział na loże typu cechowego, operatywnego i spekulatywnego. Podział ten znalazł odbicie w nazewnictwie: loże czy nawet związki lóż pierwszego typu określały się jako companies [towarzystwa, kompanie] lub gildes [gildie]; loże należące do drugiego typu to societaties (stowarzyszenia, związki].

Członkowie tych drugich nazwali siebie accepted —przyjętymi. Oni to właśnie nadali wolnomularstwu brytyjskiemu tak fascynujący później dla Europy kontynentalnej ambiwalentny charakter ekskluzywnych klubów towarzyskich, a równocześnie ezoterycznych, skupionych na wewnętrznym doskonaleniu stowarzyszeń. Dwuznaczność tkwiła w samej nazwie. Society to po angielsku na równi „stowarzyszenie z lepszym, wyższym towarzystwem”. Szlachta i dżentelmeni (ci drudzy nie należąc do szlachty przyjęli jej styl życia) skupieni w lożach typu spekulatywnego wstępowali nierzadko do związków operatywnych, companies. Nie oznaczało to jednakże, iż członkowie cechu byli równocześnie członkami lóż nowego typu — choć zdarzały się i takie wypadki. W miarę upływu czasu pogłębiał się rozdział pomiędzy cechami i związkami spekulatywnymi. Loże skupiające przyjętych wolnomularzy czyniły trudności rzemieślnikom pragnącym uczestniczyć w ich posiedzeniach. Wśród urzędników Wielkiej Loży Londynu powstałej w 1717 r. nie było ani jednego muratora. Pamięć o związkach masonerii spekulatywnej z cechami spowodowała przecież, iż aż do początku XIX w. utrzymał się wśród accepted zwyczaj wstępowania do lóż operatywnych.

Przytoczone fakty dowodzą, iż w XVII w. w okresie formowania się ruchu wolnomularstwa spekulatywnego istniały niezależne od siebie związki rzemieślników i przedstawicieli wyższych warstw społeczeństwa brytyjskiego. Związki te różniły nie tylko cenzus majątku i wykształcenie członków, ale także cele i charakter działalności. Przyjęci, będący członkami lóż operatywnych, odgrywali w nich rolę protektorów. Co jednak mogli robić prości rzemieślnicy wśród wykształconych dżentelmenów, parających się subtelnymi problemami, etyki, religii i nauki? Czy posiadający własne cele i zadania przyjęci potrzebowali cechowego kamuflażu?

Poruszony tu problem wiąże się z innym: kto naprawdę dostarczył wolnomularstwu spekulatywnemu ideowych wzorców? Czy organizacja zawodowa posługująca się prostą symboliką religijną i dysponująca skromną wiedzą o własnej historii mogła stworzyć intelektualny fundament dla wielkiego i wyrafinowanego systemu etyczno-filozoficznego? Czy przed uformowaniem się lóż nowego typu nie istniały inne organizacje. mogące dostarczyć masonerii wzorów rytuału, symbolicznej aparatury pojęciowej, a nawet gotowych idei? Bliższe wejrzenie w historię idei potwierdza tę hipotezę.

Czytaj dalej:

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments